Hejka, piszę opowiadanie i piszę, ale jakoś nie mogę wymyślić zakończenia. Postaram się skończyć je, ale chyba wen mnie opuścił. Może jest u was??? xD Obecnie mam fazę na Harrego Pottera (patrz: Drarry, Lucjusz, Draco, Sev, no i zaczęłam łączyć Lokiego i Thora z Hogwartem itd. i nawet zaczęłam o tym pisać, ale opowiadanie też stanęło... jakby co to zainteresowani??? ). Noo co jeszcze?? hmm... jakby ktoś chciał się ze mną skontaktować, a może chcecie napisać razem jakieś opowiadanie albo mi pomóc?? ;D Piszcie na cichesia33@gmail.com,
Rox ;)
środa, 3 września 2014
niedziela, 24 sierpnia 2014
Noc
Witam!!! Znów jestem chora, ech... chyba ktoś mnie tam na górze nie lubi. Napisałam coś ;D jest krótkie, ale mam nadzieje, że wam się spodoba. Mam nadzieje że mnie nie zabijecie, bo jest to lekko smutne. *nie bijcie*. Nie przedłużając zapraszam do czytania:
Noc. Cudowna pora. Jedyna tak cicha, tak niemożliwie piękna. Wręcz idealna. Ostatnia. Niestety ostatnia. Jutro już nie będzie nic. Tylko : tłum, wyrok, kat, cios toporem w plecy, śmierć. Co dalej? Tego chyba nikt nie wie. Nawet sam Odyn, choć ogłasza siebie wszechwiedzącym. Nawet on nie może wiedzieć co będzie potem. Jeżeli jakieś potem istnieje. Ostatnia noc. Tak piękna, nieprzenikniona i cicha. Przerażenie, strach, rozpacz nienawiść, niepewność, wściekłość. Uczucia. Po co komu uczucia? Tylko przeszkadzają. Utrudniają racjonalne myślenie. Nic dobrego z nich nie wynika. To demony. Demony które karmimy i pielęgnujemy w sobie. A one, te niewdzięczne psy, atakują w najmniej spodziewanym momencie. Na koniec zostaje tylko wrak doszczętnie wyniszczony, zmieszany z błotem, poniżony. Przez demony, które sam stworzył. Przez te niewdzięczne psy. Strach... strach pcha do rzeczy, których nikt by się po sobie nie spodziewał. Rzeczy, za które trzeba ponieść konsekwencje. Poważne konsekwencje. Wszystko spowija mrok. Jest zimno, bardzo zimno, ciemno, bardzo ciemno i cicho, o tak bardzo cicho.
Ciszę przerywało tylko ciche łkanie byłego księcia Asgardu. Niegdyś dumnego, samozwańczego i pewnego siebie.. Teraz zrozpaczonego i bezsilnego. Wiedział, że już nikt nie może mu pomóc. Nikt go nie usłyszy. Jest sam i właśnie ta świadomość przerażała go najbardziej. Był sam. Pozostawiony bez możliwości ucieczki, wysłany prosto w szpony okrutnej śmierci.
Noc. Cudowna pora. Jedyna tak cicha, tak niemożliwie piękna. Wręcz idealna. Ostatnia. Niestety ostatnia. Jutro już nie będzie nic. Tylko : tłum, wyrok, kat, cios toporem w plecy, śmierć. Co dalej? Tego chyba nikt nie wie. Nawet sam Odyn, choć ogłasza siebie wszechwiedzącym. Nawet on nie może wiedzieć co będzie potem. Jeżeli jakieś potem istnieje. Ostatnia noc. Tak piękna, nieprzenikniona i cicha. Przerażenie, strach, rozpacz nienawiść, niepewność, wściekłość. Uczucia. Po co komu uczucia? Tylko przeszkadzają. Utrudniają racjonalne myślenie. Nic dobrego z nich nie wynika. To demony. Demony które karmimy i pielęgnujemy w sobie. A one, te niewdzięczne psy, atakują w najmniej spodziewanym momencie. Na koniec zostaje tylko wrak doszczętnie wyniszczony, zmieszany z błotem, poniżony. Przez demony, które sam stworzył. Przez te niewdzięczne psy. Strach... strach pcha do rzeczy, których nikt by się po sobie nie spodziewał. Rzeczy, za które trzeba ponieść konsekwencje. Poważne konsekwencje. Wszystko spowija mrok. Jest zimno, bardzo zimno, ciemno, bardzo ciemno i cicho, o tak bardzo cicho.
Ciszę przerywało tylko ciche łkanie byłego księcia Asgardu. Niegdyś dumnego, samozwańczego i pewnego siebie.. Teraz zrozpaczonego i bezsilnego. Wiedział, że już nikt nie może mu pomóc. Nikt go nie usłyszy. Jest sam i właśnie ta świadomość przerażała go najbardziej. Był sam. Pozostawiony bez możliwości ucieczki, wysłany prosto w szpony okrutnej śmierci.
niedziela, 3 sierpnia 2014
A dziś coś nieco innego...
Więc tak : jestem chora na anginę i trochę mi odbija od siedzenia w domu. I napisałam coś, nie jest to opowiadanie jest to hmm... wiersz. Oczywiście związany z naszym Kłamcą. Szczerze sama nie wiem co myśleć o tym moim wytworze mam nadzieje że go ocenicie liczę na konstruktywną krytykę ;D Nie przedłużając:
Zieleń kolorem nadziei,
Czerń inteligencji,
Złoto obietnicy.
Zieleń to nadzieja, to kolor natury,
Czerń inteligencja, chęć władzy, trwałości,
Złoto obietnica, że na lepsze się zmieni.
Zieleń jest harmonią, równowagą, podporą,
Czerń to chaos, nieustanna zmiana,
Złoto jest dumne i rzadko wybacza.
Zieleń, Czerń i Złoto dziwni trzej kompani,
Nadzieja, Chaos i Duma w jednej osobie zebrani.
__________________________
Tak więc no. Tak to wygląda. Tak jak już mówiłam liczę na krytykę. I hm... nie wiem kiedy wstawię jakieś opowiadanie, wszystkie się piszą żadnego nie mogę dokończyć. To chyba tyle a nie jeszcze nie. Widzicie jest jedna sprawa nie mam pomysłu na tytuł tego utworu jeżeli wy będziecie mieli pomysły piszcie w komentarzu. Tytuł który mi się najbardziej spodoba zostanie dodany (jeśli sobie tego zażyczycie będzie pod nim napisane czyjego był autorstwa).
Rox
Zieleń kolorem nadziei,
Czerń inteligencji,
Złoto obietnicy.
Zieleń to nadzieja, to kolor natury,
Czerń inteligencja, chęć władzy, trwałości,
Złoto obietnica, że na lepsze się zmieni.
Zieleń jest harmonią, równowagą, podporą,
Czerń to chaos, nieustanna zmiana,
Złoto jest dumne i rzadko wybacza.
Zieleń, Czerń i Złoto dziwni trzej kompani,
Nadzieja, Chaos i Duma w jednej osobie zebrani.
__________________________
Tak więc no. Tak to wygląda. Tak jak już mówiłam liczę na krytykę. I hm... nie wiem kiedy wstawię jakieś opowiadanie, wszystkie się piszą żadnego nie mogę dokończyć. To chyba tyle a nie jeszcze nie. Widzicie jest jedna sprawa nie mam pomysłu na tytuł tego utworu jeżeli wy będziecie mieli pomysły piszcie w komentarzu. Tytuł który mi się najbardziej spodoba zostanie dodany (jeśli sobie tego zażyczycie będzie pod nim napisane czyjego był autorstwa).
Rox
środa, 2 lipca 2014
POŚWIĘCENIE
"Poświęcenie" pisane było na jedną ze stron której jestem administratorem na fb wstawiam je, bo obecnie opuściła mnie wena ;D myślę że opowiadanie wyszło dobrze zresztą sami to oceńcie. Ma 2017 słów więc nie jest długie. Tak sobie myślę żeby umieszczać tu nie tylko opowiadania o Lokim. Co o tym sądzicie? Jeszcze jedna rzecz: być może nie długo pojawi się opowiadanie z większą ilością rozdziałów (jeśli je skończę, bo zwykle mam taką przypadłość że zaczynam a nie kończę).
zapraszam do czytania i proszę o komentarze:
Cisza. Wszechmogąca cisza.
Dookoła ciemność. Nic tu nie było. Tylko on i świadomość tego że zostanie tu na
zawsze. Był na progu szaleństwa. On był już szalony. Ciemność, cisza, chłód i
nieustający ból jedyne uczucia które mu towarzyszyły. Dlaczego nie
mógł być śmiertelny. Ironia losu jeszcze kilka miesięcy temu uważał
śmiertelników za istoty niższe od siebie. A teraz? Chciałby się nim stać. Po
prostu by zginą. Skończyło by się . Wszystko by się skończyło. Próbował .
Tak próbował się zabić i to ile razy ale zawsze jakimś cudem żył . Nie wiedział
jak to możliwe. Ale żył . I tak widocznie musiało być. W rzeczywistości był już
trupem. Cieniem osoby która kiedyś miałam marzenia, ambicje, ba może nawet
jakiś cel w życiu. To wszystko się skończyło. Skończyło się razem z nieudanym
atakiem na Nowy York. Skończyło się razem ze śmiercią Frigg. Skończyło się
razem z zamknięciem go w tej jaskini z Dziedzicem Jormunganda czyli najbardziej
jadowitym wężem w dziewięciu światach. Nie było dnia żebym nie myślał o
zemście. Wydawało się że tylko ta myśl ratowała go przed całkowitym
szaleństwem. Codziennie plan był inny od dawna nie myślał już o ucieczce ale o
zemście. O zemście na Odynie za to co zrobił. Wiedział że pewnego dnia stąd
wyjdzie. To musi się zdarzyć a wtedy Odyn pożałuje że zrobił coś takiego.
Nagle kropla jadu spłynęła mu na twarz. Nie miał już siły krzyczeć. Zacisnął
zęby a po jego ciele przeszedł zimny dreszcz. Do tego nie można się
przyzwyczaić. Nigdy. To zawsze oznaczało ból. Nieustający.
Aż w
końcu nastał ten dzień. Pierwsze co zobaczył to biel. Oślepiło go światło
słoneczne, które wychodziło z zewnątrz. Czyste powietrze. Ach jakże cudowne
czyste powietrze. Chociaż nic nadal nie widział to czuł, ktoś wszedł do jaskini.
Szybkim ruchem miecza przeciął łańcuchy,
które przykuwały go do skały. Upadł na ziemię bezwładnie, nagle poczuł przypływ
mocy. Wiedział, że jest to chwilowe, ale wystarczy…wystarczy aby powalić
szóstkę, a może nawet więcej strażników. „Ilden” – wrzasną. Cała jaskinia
zajęła się ogniem. Strażnicy spalili się żywcem. On upadł, ogień nie robił mu
żadnej krzywdy, ale cała magia go opuściła. Opuściła go tak nagle jak się
pojawiła. Upadł bez siły. Przed oczami miał białe plamy. Leżał na posadzce. Nie
mógł nawet wykonać najdrobniejszego ruchu. Przymknął oczy.
Kiedy się obudził usłyszał krzyki.
Strażnicy. Zerwał się z ziemi i niemal natychmiast z powrotem upadł. Spróbował
się powoli podnieść. Udało się. Ostrożnie wyjrzał na zewnątrz. Dwóch
strażników. Był za słaby by walczyć, ale… Jego wzrok zwrócił się w stronę węża,
a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Dziedzic Jormunganda wił się
przygnieciony przez jakiś odłamek skalny. Kłamca szybkim ruchem chwycił węża za
łeb i ostrożnie odsuną skałę przez pierwsze kilka minut zwierzę usiłowało się
uwolnić z żelaznego uścisku, ale potem się uspokoiło. Każdy kto choć raz
zagłębił się dalej w asgardzką puszczę wiedział, że zwierzęta tam żyjące myślą
i rozumieją. Wąż miał na ciele wypalone runy uniemożliwiające mu wyjście z
groty.
- Posłuchaj przyjacielu,
mam dla Ciebie propozycje. – wąż pluną jadem, mało brakowało a Loki po prostu
by go upuścił - Zdejmę te runy, ale ty w zamian zajmiesz się tymi strażnikami
na zewnątrz, zgadzasz się?
- Ssssåå – zasyczał wąż. Loki
przesuną palcem po grzbiecie węża. Runy zapłonęły zielonym światłem. Kłamca
rozluźnił uścisk. Dziedzic Jormunganda – najbardziej jadowity, najszybszy i
najniebezpieczniejszy wąż dziewięciu światów. Jedna kropla jego jadu we krwi i
koniec. Śmierć przez zatrucie jago jadem trwa co najmniej tydzień jeśli on tego
zechce. Jest on jednym z nielicznych węży, które potrafią regulować ilość jadu
wstrzykiwanego do organizmu ofiary. Im mniejsza ilość jadu tym bardziej bolesna
i powolniejsza śmierć. Kłamca żył tylko dzięki runom, wypalonym na skórze węża.
Strażnicy nie mieli żadnych szans dwa szybkie ugryzienia i kilka sekund później
nie żyli. Teraz gdyby udało mu się przenieść do swojej komnaty, która była
zapewne zamknięta i strzeżona tak dobrze, że nie zauważono by gdyby ktoś
pojawił się tam na chwilę. Gdyby się tak dostał mógłby odpocząć i zabrać
najpotrzebniejsze rzeczy. Skupił się i po chwili był w swojej komnacie.
*^*^*^*^*^*^*^*^*
- „Turniej Potępieńców”
trwa przez cztery dni. Jest to jedyny okres kiedy można używać czarnej magii.
Początkowo powstał ponieważ czarna magia nie była jeszcze zakazana, a magowie
posługujący się tą magią protestowali z powodu dyskryminacji. Zwykle nie mieli
oni ważniejszych stanowisk w radach czy wojsku ponieważ obawiano się zdrady lub
buntu. Czarnoksiężnika, który wygra turniej uwalnia się oraz przywraca się lub
nadaje tytuł. Turniej ustanowił jeden z królów który we wcześniejszych czasach
rządził wszystkimi dziewięcioma światami i tylko król który będzie rządził
wszystkimi światami może to prawo odwołać, a w obecnej sytuacji politycznej
jest to raczej nie możliwe. Co pięć lat losuje się krainę która będzie
gospodarzem turnieju. Nie wystawieni zawodnika jest wielką hańbą. W tym roku
zaszczyt organizowania turnieju przypada Asgardowi.- zakończył nauczyciel.
- Proszę pana czy Asgard ma
już odpowiedniego zawodnika? – zapytał blondynek siedzący blisko nauczyciele.
Ten tylko uśmiechną się smutno
- Nie wiem Askurze.
- Czy to prawda, że
Wszechojciec Odyn chciał uwolnić Kłamcę? – padło kolejne pytanie. Brunet
siedzący w głębi obruszył się trochę. Czarodziej omiótł klasę niepewnym
spojrzeniem
- Słyszałem takie teorie,
ale muszę przyznać że sam nie wiem czy to prawda, a teraz zdaje się to już
koniec. Idźcie już.
Narfi odchylił głowę do tyłu i czekał aż
wszyscy wyjdą. Potem podszedł do Ignisa
- A tak naprawdę to co
wiesz? Czy to prawda? – mag uśmiechną się lekko
- A obiecasz że nikomu nie
powiesz?
- Mogę obiecać, ale wiesz
że to może nic nie dać – mrukną chłopak
- Tak to prawda Odyn chciał
uwolnić Lokiego żeby zaproponować mu udział w turnieju tylko, że…
- Tylko, że…
- Ymh… twój ojciec uciekł
i…i nie za bardzo wiadomo gdzie obecnie się znajduje – ostatnie słowa Ignis wypowiedział
szybko i tak samo szybko opuścił pomieszczenie. Zostawiając bruneta samego.
Kroki Narfiego skierowały się do komnaty. Gdy tylko tam
doszedł opadł na łóżko. Wtulił się w poduszki. Ciągle ktoś przypominał mu o
Kłamcy, o Lokim, o jego ojcu. To było naprawdę męczące. Chciał, bardzo chciał
aby uwolniono jego ojca. Kochał go. Ale jednocześnie był w pełni świadomy co
zrobił zrobił Loki i że ukaranie go było nieuniknione. Nagle poczuł czyjąś
obecność, ktoś usiadł na skraju łóżka. Chłopak otworzył oczy i gdyby nie
zakryto mu ust ręką pewnie by krzynką. Narfi rzucił się Lokiemu w ramiona
- Tato!
- No już spokojnie – Loki
posadził sobie syna na kolanach.
- Wypuścili cię?
- Noo… nie do końca
- Czyli nie zostaniesz na
długo – chłopak znów rzucił się na łóżko. – Czyli będziesz musiał uciekać i…i
nie będziesz mógł tu zostać – mówił przez łzy – i pewnie…
- Ciii…cicho może… może
zostanę… ale teraz muszę już iść, muszę pomyśleć. Obiecuję ci że jeszcze się
zobaczymy w tym tygodniu. – Loki wstał. Był już przy drzwiach kiedy usłyszał
ciche westchnienie Narfigo:
- Jaką wartość ma obietnica
w ustach kłamcy? – mag zawrócił i usiadł na łóżku
- Narfi – chłopak spuścił
głowę – Narfi, spójrz na mnie. Czy ja cię kiedykolwiek okłamałem albo nie
dotrzymałem obietnicy??
- Nie – wyszeptał chłopak
- I zapamiętaj że postaram
się nigdy tego nie zrobić, naprawdę muszę iść do zobaczenie- chłopak nie
odpowiedział.
*^*^*^*^*^*^*^*^*
- To szaleństwo!!!Loki nie
możesz. Uciekaj ukryj się gdzieś. Nie wiem uciekaj do Midgardu, albo dalej.
- Nie rozumiesz Ignis.
JA NIE
MOGĘ DALEJ UCIEKAĆ.
- Dlaczego? Po za tym co?
Masz zamiar się zgodzić? Pójść do Odyna i powiedzieć że wystartujesz?
- Nie wiem, naprawdę nie
wiem pomyśle. Porozmawiajmy o czym innym. Nie widzieliśmy się przez przeszło
dwa lata.
Ignis zaśmiał się gorzko
- A od kiedy to my
rozmawiamy.
- Przestań – Loki odchylił
głowę do tyłu – przestań. Uważam cię za przyjaciela i zawsze tak było. –
czarodziej chciał coś powiedzieć ale Loki go wyprzedził
- Zostałeś nauczycielem?
- Obiecałem ci że będę miał
oko na Narfiego, więc miałem. Zostałem też doradcą.
- Dzięki. Chwila zostałeś
królewskim doradcą. – Ignis kiwną głową. – Posłuchaj, dowiedziałbyś się czego
Odyn ode mnie chcę i co daje w zamian.
- Skąd wiesz, że Odyn ma zamiar
dać coś w zamian?
- Ależ nie jest głupi na
pewno wie, że gdyby nie chciał nic zrobić po prostu bym się nie zgodził.
- Spróbuję, ale nie mogę
obiecać że się uda. – Loki tylko się uśmiechną
- Pójdę już
Ignis wyszedł i od razu skierował się w
stronę sali tronowej. Odyn jak zwykle dumny i majestatyczny siedział na swoim
złotym tronie. Towarzyszyły mu kruki.
-Panie – skłonił się
czarodziej
- Co cię trapi Ignisie?
- Mogę mówić wprost?
- Oczywiście.
- Chciałbym wiedzieć
dlaczego Panie postanowiłeś uwolnić Lokiego. Domyślam się że chodzi o turniej,
ale sądzę też że przewidziałeś taką możliwość iż Kłamca się nie zgodzi.
- Ymh… tak to co mówisz to
prawda; zamierzałem uwolnić Kłamcę i złożyć mu pewną propozycję.
- Mogę wiedzieć jaką?
- Chciałem go uwolnić i…
- I wygnać? – prychną
doradca
- Nie zapominaj z kim
rozmawiasz!!!Nie wiem, może bym negocjował, ale teraz nie wiem gdzie jest więc
najpewniej nikogo nie wystawimy i Asgard będzie zhańbiony, bo nie mamy żadnego
innego czarnego maga, który mógłby się zgodzić. Chcesz wiedzieć coś jeszcze?
- Nie panie
- Ignisie wiesz czym grozi
zdrada stanu? – po ciele maga przeszedł dreszcz
- W najlepszym przypadku
śmiercią – Odyn kiwną głową
- Możesz odejść – czarodziej skłonił
się i szybkim krokiem zaczął zmierzać do wyjścia. To była wyraźna groźba. Wszechojciec
coś podejrzewał i trudno mu było się dziwić.
*^*^*^*^*^*^*^*
- Powiedział, że by
negocjował ale na ile jest to prawdą. Nie wiem. Co zamierzasz?
- Negocjować
- Słucham!? Dlaczego!?
- Nie zadawaj głupich
pytań. Wiesz dlaczego. Gdybym ja zaczął ci to tłumaczyć na pewno zaczął bym
kłamać. Taka jest moja natura i dobrze o tym wiesz i dobrze wiesz dlaczego chcę
zostać.
Ignis westchną i opadł na fotel.
- No dobra. Jak chcesz.
Jeśli masz skłonności samobójcze to mnie nic do tego.
- Uważasz że jak się nie
zgodzę to Odyn mnie zabije?
- Nie chyba, nie to nie w
jego stylu. Raczej znów przykuje cię do tej skały.
- Taaa, być może, ale
spróbuje.
- No dobra – mag wstał z
fotela – tylko ja się już w to nie mieszam. Wystarczy mi tego. Odyn już coś
podejrzewa.
- Podejrzewa?
- Tak groził mi dzisiaj,
ale nieważne. Muszę iść.
*^*^*^*^*^*^*^*^*^*
Złota sala tronowa. Prawie
pusta. Świątynia Odyna. Było to jedyne miejsce gdzie mógł spokojnie myśleć.
Przychodził tu kiedy nie wiedział co robić, kiedy był bezradny. Właśnie tam
skierowały się teraz jego kroki. Chciał być sam wolny od tych wszystkich
zadufanych w sobie lordów i hrabiów. Tam gdzie szedł nie mogli go nawiedzać.
Rozkazał straży stojącej przed wejściem do złotej Sali aby nikogo nie
wpuszczali. W końcu będzie miał spokój. Tak sądził do czasu kiedy jego wzrok
nie spoczął na tronie. Siedział tam, a raczej leżał z nogami przerzuconymi
przez jedno z oparć nie kto inny jak Loki. Kiedy Kłamca go spostrzegł odezwał
się:
- No proszę, proszę
szukałeś mnie, nieprawdaż? – zaczął się powoli podnosić z tronu. Odyn zacisną
zęby. Jak on śmie tak do niego mówić. Jak śmie w ogóle tu przebywać.
- Pamiętaj z kim mówisz
synu Laufeya!!! – Loki skrzywił się lekko.
- Och…przestań Wszechojcze
nie będę odzywał się do ciebie z szacunkiem, bo go dla ciebie nie mam. A ty… ty
mnie szukałeś, więc jestem i pytam: czego chcesz? – Kłamca zaczął schodzić
powoli po schodach zbliżając się do Odyna. Ale królowi coś tu nie pasowało
skoro Loki był wolny to po co tu wrócił? Po co miałby się zgodzić na udział w
turnieju?
- Nie udawaj że nie wiesz
dlaczego cię szukam. Ale teraz interesuje mnie czemu wróciłeś? Byłeś wolny. –
Loki zaklął w myślach. Po głowie chodziło mu tylko jedna odpowiedź – Narfi, ale
nie mógł tego powiedzieć. Gdyby Odyn dowiedział się że chce zostać tylko i
wyłącznie ze względu na syna to najpewniej użyłby życie Narfiego jako kartę
przetargową.
- Bo mam taki kaprys.
Powinieneś wiedzieć że to akurat jest u mnie normalne – proszę cię stary głupcze
uwierz w to – dodał w myślach. Odyn zmienił temat
- Czego byś żądał za udział
w turnieju?
- Chyba łatwo to zgadnąć :
uwolnienia, przywrócenie tytułu i pozwolenia na zostanie w Asgardzie.
- Dobrze ale bez mojego
pozwolenia nie będzie ci można opuszczać granic miasta. – Odyn wyciągną rękę w
stronę Lokiego. Kłamca uścisną ją
- Zgadzam się.
KONIEC ;3
PS.
Niedługo wyjeżdżam ale sądzę że jak będę miała pomysł to jeszcze coś napiszę ;)
Rox
sobota, 7 czerwca 2014
THORKI
No dobra pierwsze jest Thorki... wiem że niektórzy nie lubią takich paringów ale proszę przeczytajcie i powiedzcie co myślicie. Bardzo proszę. Ostrzegam smutne zakończenie ale dołączam również alternatywną wersje zakończenia. Jeszcze raz proszę, przeczytajcie i powiedzcie co myślicie. To opowiadanie nie powstałoby bez mojej koleżanki. Opowiadanie krótkie, ale nie przedłużając zapraszam do czytania:
„Umiera się na wile
sposobów : z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenie, z nudów, ze
strachu… Umiera się nie dlatego, aby przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej.
Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki , śmierć zdaje się być jedynie ratunkiem,
ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie.” – Paulo Coelho
Frigg. Dlaczego
ona? Dlaczego to nie mógł być Odyn? Ten stary idiota zasługiwał na śmierć. Nie
ona. Ona była zbyt dobra. Loki nie był w stanie nic przełknąć. Przesiadywał na drzewie.
Przed sobą miął las a pod sobą strumień. Był sam. Nagle usłyszał głos.
- Bracie? – Loki spojrzał w dół.
- Jak mnie znalazłeś? – szepną. Nie miał siły się kłócić.
- Poprosiłem Heimdala.
- Aha… - Kłamca nie miał najmniejszej ochoty na rozmowę,
szczególnie z Thorem.
- Bracie zejdź, porozmawiajmy
- Zostaw mnie chcę być sam – nagle poczuł jak coś leci w
jego stronę. Nie poruszył się, wiedział że Thor nic mu nie zrobi. Mjolnir
zawrócił kilka centymetrów przed jego twarzą. – Ta sztuczka już na mnie nie
działa. – mimo to Loki zeskoczył z drzewa i staną przed Thorm – czego chcesz?
- Porozmawiać, Loki nic nie jesz nie wracasz do pałacu, przesiadujesz na tym drzewie wracaj. Proszę,
chcę odzyskać brata. – szepnął
- To masz pech, bo tak się składa że nim nie jestem! – Po
policzkach zaczęły mu płynąć łzy – zostaw mnie. Już mówiłem, że chcę być sam. –
Kłamca z powrotem zaczął wdrapywać się na drzewo, ale Thor chwycił go za rękę i
przyciągną do siebie, trochę za blisko. Lokiemu serce przyśpieszyło, próbował uwolnić
się z uścisku Thora. Ten tylko przyciągnął go bliżej
- Thor…? - jego usta
zostały zamknięte pocałunkiem. Oddał pocałunek, Thor przycisnął go do drzewa.
To chyba zaszło za daleko ale ku swojemu zdziwieni Loki nie miał nic przeciwko
temu. Gromowładny zaczął go całować.
Kłamca odchylił głowę do tyłu i całkowicie oddał się przyjemności.
*******
Loki opadł na trawę obok Thora. Ich zbroje były… mocno
niekompletne. Kłamca westchnął i wtulił
się w brata. Gromowładny zaśmiał się
- Nie sądzisz, że to lepsze od samotności
- Jeszcze nie zdecydowałem – Thor zmrużył oczy
- Widać będę musiał cię nieco pomóc w decyzji – po chwili
ręce Lokiego zostały unieruchomione, a sam Kłamca leżał na ziemi przygwożdżony
przez Thor
- I co teraz zrobisz? – Loki wyszczerzył usta w złośliwy
uśmiech
- Nie wiem, ale na pewno coś wymyślę… nie martw się –
wymruczał, ale nie spodziewał się, że Loki wykona gwałtowny ruch do przodu i po
chwili sytuacja się odwróciła. Po pół godziny obaj położyli się obok drzewa
- Powinieneś wracać
do pałacu – szepną Loki
- Bez ciebie nigdzie nie idę. Loki…?
- Tak?
- Kocham cię – Thor poczuł na sobie uważne spojrzenie
brata
- Ja ciebie też. - Kłamca położył głowę na piersi Thora i
przymkną oczy.
Ale Loki nie mógł zasnąć, przyglądał się Thorowi, ale w
końcu się poddał – zasnął, niestety szybko tego pożałował. Obudził się z
krzykiem. Koszmary. Znów miał jeden z tych okropnych snów, po których szczerze
się nienawidził. Gromowładny nadal spał. Loki wyślizgną się z jego żelaznego
uścisku i odszedł kilka metrów dalej, usiadł na rzeką. Po twarzy płynęły mu
łzy. Miał ochotę wrzeszczeć, ale to wiązałoby się z obudzenie Thora a tego nie
chciał. Cierpiał w ciszy. Skulił się na trawie, zaczynały wracać do niego
wszystkie wspomnienia, których tak bardzo nie chciał pamiętać. To bolało.
Bolało bardziej niż jakakolwiek rana zadana nożem lub mieczem. Najgorsze było
to, że to wszystko była jego wina. Jego wina zawsze i tylko jego. Nie chciał
tak dalej żyć, starał się coś zmienić, ale nie potrafił, nie umiał uciec od
swojego przeznaczenia. Było jedno wyjście, ale… czy… czy miał tyle odwagi aby
to zrobić, czy może tak po prostu… po prostu się zabić?
A więc to będą jego ostatnie wspomnienia: pętla i wielki,
srebrny księżyc wiszący mu nad głową.
*****
Thor obudził się rano, pierwszą rzeczą jaką zauważył była
nieobecność Lokiego. Przeciągną się i rozejrzał dookoła. Nigdzie ani śladu
Lokiego. Spojrzał w stronę rzeki i zamarł. Na drzewie obok wisiał… Thor zaczął
biec przed siebie. Ale kiedy dotarł do drzewa opadł na kolana, a z jego gardła
wydobył się krzyk rozpaczy i płacz. Na gałęzi wisiał Loki. Nie żył. Jego skóra
przybrała odcień błękitu, a oczy szkarłatu. Mijały minuty, godziny, a Thor płakał. Wczoraj wyznał Lokiemu coś
czego coś czego nie odważył się mu powiedzieć przez te wszystkie lata. Spojrzał
na ciało brata oświetlone promieniami księżyca i wzdrygnął się. Loki miał
otwarte oczy. Był wpatrzony przed siebie. Był… był spokojny. Thor znów
wybuchnął płaczem. Co zrobił źle? Dlaczego to się stało? Jeszcze wczoraj
widział na twarzy brata uśmiech. Minęło jeszcze kilka godzin zanim Thor był w
stanie zdjąć ciało z gałęzi.
Tak Loki był
spokojny i na swój sposób… szczęśliwy. Wybrał taki los. Śmierć była dla niego uwolnieniem.
Ucieczką od wszystkiego co już było i od tego co miało być. Jedno było pewne Loki
, spłatał Nornom największego figla do jakiego rzadko kto byłby zdolny. Oszukał
swoje przeznaczenie.
Alternatywne
zakończenie :
Bracie... - gromowaldny złapał Lokiego za
ramię ale ten zaczął z powrotem wdrapywać się na drzewo.
-
Zostaw mnie, ja... - nie dokończył bo został szybkim szrpnieciem ściągnięty z
drzewa - mówiłem zost... - jego usta zostały zamknięte pocałunkiem. Ku swojemu
zdziwieniu nie miał nic przeciwko temu że Thor go pocałował. Co dziwniejsze sam
oddał pocałunek, ale to chyba było dla niego za wiele próbował wyrwać się z
uścisku zyskał tylko tyle że Thor przyciągną go jeszcze bliżej do siebie.
- Loki, - szepnął gromowładny - proszę
przestań się izolować, przestań ciągle przesiadywać na tym drzewie ja... -
urwał tak jakby nie był pewien czy może to powiedzieć, ale brunet bardzo dobrze
wiedział co Thor chciał powiedzieć i znów z niemałym zdziwieniem odkrył że nie
ma nic przeciwko temu. - Loki ja,... ja... kocham cię - Kłamca spojrzał w jego
niebieskie oczy, nie dostrzegł tam cienia nieszczerości. Przecież potrafił
zwykle bezbłędnie ocenić czy ktoś kłamie. Ale to co powiedział Thor nie to nie
mogła być prawda. Po policzkach zaczęły mu płynąć łzy.To nie mogła być prawda.
Loki wpatrywał się w jasne teczówki Thora. Czuł jak po twarzy spływają mu łzy.
A jeśli to prawda? Blondyn otarł łzy z twarzy Kłamcy, złożył na jego ustach
krótki pocałunek i przytulił go.
- Nie
płacz... nawet jeśli twoim przeznaczeniem jest zniszczyć wszystkie dziewięć
światów to nic... Ja wiem że starasz i wierzę że ci się uda Loki. - Kłamca
poczuł jak coś w nim pęka. Cała nienawiść do Thora nagle znikła i nawet gdyby
Loki bardzo chciał nie potrafił jej z powrotem przywołać.
- Ja nie... nie potrafię ja... - Thor znów
zamkną mu usta pocałunkiem
- Ty wszystko potrafisz
Subskrybuj:
Posty (Atom)