czwartek, 11 września 2014

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Ta- Da!!! Oto nowe opowiadanie ;D wszystkie opinie z jakimi się spotkałam na temat Laufeya są takie, że był złym ojcem, że jest potworem itp. itd. Ja mam na ten temat inną teorie poznacie ją w tym opowiadaniu ;D co jeszcze ach.. przepraszam, że tak długo naprawdę bardzo przepraszam :O Nie przedłużając zapraszam do czytania:
Rox
PS. proszę o komentarze ;D


Nie taki diabeł straszny, jak go malują 


- Naprawdę nie słyszałeś tej historii, Książę?
- W Asgardzie bardzo rzadko opowiada się o Jotunheimie, Indgrinie. - Loki przysuną się do Jotuna
- Loki!!! - rozległ się oburzony głos Thora.
- Daj mi spokój Młotku. - Kłamca znów przeniósł swój wzrok na Indgrina. - Opowiesz mi?
- Tak. Czemu nie. I tak siedzimy lochach. To stara opowieść, bardzo znana choć rzadko opowiadana ze względu na obecnie nam panującego Króla Laufeya.
- Dlaczego??
- Laufey stylizuję się na kogoś bez słabości bez uczuć, a ta historia dowodzi czegoś innego.widzisz Książę kiedy Laufey przeją tron był jeszcze bardzo młody. Nikt nie wierzył w to że może być dobrym królem. Mimo to udało mu się przywrócić w królestwie porządek. Ale zawsze znajdą się osoby które doszukują się skandali i potknięć. Kiedy młody Król pojechał w ramach misji pokojowej do Muspellheimu. Na swoje nieszczęście zakochał się w jednej z dam dworu. Kiedy pewne osoby dowiedziały się o tym zaczęły mu grozić a nawet szantażować. Laufey jednak nic sobie z tego nie zrobił, zabrał Muspellkę do Jotunheimu i ożenił się z nią na złość wszystkim. Był bardzo dobrym i sprawiedliwym Królem. Na kilka miesięcy przed wielką bitwą z Asgardem żona dała mu syna. Pamiętam tamte czasy tak jakby to było wczoraj. Król był zachwycony, wiedział że dziecko będzie potężnym magiem ze względu na matkę. Jotunom nigdy nie udało okiełznać tej niezwykłej siły. Niestety potem przyszła wojna Laufey ukrył syna w świątyni licząc że Odyn nie ośmieli się jej zbezcześcić. Nie udało się: stracił żonę, źródło mocy i dziedzica. To ostatnie było dla niego największym ciosem. Od tego czasu nie był już tą samą osobą. Cały jego świat zawalił się. -
 W lochu zapadła cisza. Loki patrzył na Jotuna z szeroko otwartymi oczami. Miał mętlik w głowie. Zawsze myślał, że Laufey zostawił go dlatego że był zbyt słaby. Nie nieprawda Odyn mu to wmawiał. Stary sprytny lis. Okłamać Kłamcę - dobre sobie. Ten jednooki starzec wiedział, że Loki jako jedyny miał prawo do tronu Jotunheimu nie chciał pozwolić żeby Kłamca został Królem. To by było zbyt niebezpieczne dla Asgardu.
To otwiera nowe możliwości. Wystarczyło się ujawnić.
- Loki...- usłyszał za sobą szept Thora. W oczach blondyna widać było niepokój - Nie rób nic głupiego.
- Nie wiem o czym mówisz Thorze. Indgrinie powiedz dlaczego znalazłeś się w lochach?
- Jestem złodziejem, Książę. Po za tym pomogłem wam, to wystarczy aby mnie zabić. - roześmiał się olbrzym - ale nie płaczę nad swoim losem. Zasłużyłem na to i tak zostało mi niewiele życia. - Loki przygryzł wargę.  Opowieść tego Jotuna pokazywała nowe możliwości.
- Czym jest szkatuła? - rozległ się głos Thora wyrwał Kłamcę z rozmyślań. Indgrin uśmiechną się pobłażliwie.
- Szkatuła to potężne źródło mocy. Zapewniała tej krainie dobrobyt. Nawet nie wiesz jak bardzo piękna potrafi być ta kraina.
- Nie wyobrażam sobie tego. - mruknął blondyn i spojrzał na brata. Loki siedział oparty o ścianę. Jego oczy były zamglone. Thor bał się o zielonookiego. Bał się, że zrobi coś głupiego.
 Nagle rozległ się hałas. Szczęk mieczy. Krzyki wojowników.
- Asgardczycy - wyszeptał Loki. Miał rację po chwili Fandral z impetem otworzył drzwi celi i kilka godzin później dwaj książęta siedzieli już w skrzydle szpitalnym, w Asgardzie. Kłamca nadal nieobecny. Oboje byli trochę poobijani ale nic poważniejszego im się nie stało.


Loki nie mógł znieść tego, że to Thor ma objąć tron. Jak na złość w pałacu nie mówiono i niczym inny. Cięgle ktoś ogłaszał mu tą jakże "cudowną" nowinę. Miał dość, nigdy nie zapomniał historii którą opowiedział mu kiedyś Indgrin. Chyba czas na wycieczkę krajoznawczą.

Kłamca podszedł przed tron Laufeya
- Bądź pozdrowiony Królu Mroźnej Krainy. - odezwał się. w jego głosie  nie słychać było nawet cienia ironii.
- Cóż za niecodzienne powitanie. Nie myśl asgardczyku że uratuje cię ono przed śmiercią. Po co tu przyszedłeś. - szkarłatne oczy olbrzyma błyszczały nienawiścią.
- Właściwie chciałem ci coś pokazać. - Kłamca skrzywił się lekko po czym podszedł do jednej z lodowych kolumn. Kiedy położył na niej rękę jego skóra zaczęła przybierać błękitny odcień. Loki przymkną oczy i pozwolił swojej prawdziwej naturze wyjść na wierzch. Kiedy je otworzy kilka centymetrów od siebie napotkał zaciekawione spojrzenie Laufeya.
- Kim jesteś? - zapytał władca obchodząc powoli Kłamcę.
- Przecież wiesz. - mrukną Loki - po co pytasz? - Olbrzym stanął przed synem.
- Dlaczego teraz? - na usta bruneta wpłyną złośliwy uśmieszek
- Cóż... powiedzmy, że znudziło mi się siedzenie w Asgardzie, a teraz jeszcze wszyscy trąbią o koronacji Thora. Żałosne. - Laufey roześmiał się.
- Jak widzę niezwykle cię to drażni. Co powiesz na to żeby o twojej koronacji również zaczęło być głośno. - Król napotkał zdziwione spojrzenie Lokiego. - Widzisz jestem już stary. Polityka zaczęła mnie nużyć. Dotychczas nie miałem nikogo na kogo mógłbym zrzucić obowiązki. Pytanie tylko : czy chcesz władzy? - oczy Lokiego zaiskrzyły się niebezpiecznie . A na usta wpłyną złowieszczy uśmiech. Wyglądał jak wilk szykujący się do skoku na swoją ofiarę.
- A kto by nie chciał? - wyszeptał Kłamca.
:::::::;:::::::
- Ja Laufey, prawowity Król Jotunheimu. Będąc w pełni świadomym tego co robię zdaję władzę nad krajem, mojemu  pierworodnemu synowi Nathairze* - Loki stojący przed tronem zmrużył oczy. Nathair znaczy "wąż". Kłamca był tyko ciekaw czy to jego prawdziwe imię czy Laufey wymyślił je na prędce. Ceremonia koronacji Jotunheimie bardzo różniła się od Asgardzkiej. Była to przysięga krwi. Od zarania dziejów wszyscy władcy Mroźnej Krainy przysięgali na własne życie, że nigdy nie zrobią niczego co mogłoby zaszkodzić krajowi.Przysięga krwi była jedną z najbardziej honorowych przysiąg. Tych którzy ją złamali nie ma już dawno na tym świecie. Loki czy też Nathair, bo raczej tym imieniem powinien się teraz posługiwać, ukląkł przy Świętym Kamieniu, i nacią lodowym sztyletem wierzch dłoni. Kilka kropel poleciało na kamień
- Ja Nathair Laufeyson, klnę się na moje życie i na krew moich przodków, że za mojego panowanie nigdy  nie będę działał na szkodę Królestwa. Zobowiązuje się do przestrzegania prawa i godnego reprezentowania Jotunheimu we wszystkich dziewięciu światach. - kiedy skończył krople krwi, które spadły na kamieni wsiąknęły w niego jak w gąbkę, a na jego powierzchni pojawił się wąż. Poczuł lekkie pieczeni na dłoni. Zatamował upływ krwi magią, ale rana zostanie na zawsze. Miała być przypomnieniem. Kłamca wstał, na jego głowie zaczęła ukazywać się korona z lodu.
- Niech żyje król!!! - rozległy się krzyki. Szkarłatne oczy Nathaira rozbłysły, a na ustach zawitał szeroki uśmiech.

Thor siedział na tronie. Był zdenerwowany. Od co najmniej pięciu dni nigdzie nie wiedział Lokiego. Kłamca nie zjawił się ani na koronacji, ani na uczcie. A do tego do nowego Wszechojca przybył poseł z Jotunheimu i wręczył list, z którego wynikało, że Laufey zdaje władzę.  Gromowładny ukrył twarz w dłoniach. Nigdy nie zdawał sobie sprawy jak ciężko jest być królem. Do sali tronowej wszedł Odyn
- Coś cie trapi synu?
- Od kilku dni nigdzie nie widać Lokiego, Jotunheim ma nowego władcę. Alfheim chcę pokoju, Muspell grozi wojną jeśli przyjmiemy ofertę Alfheimu. z kolei wiem, że jeśli nie przyjmiemy to grozi nam wojna ze strony Alfheimu i jeszcze zbliża się Rada Królestw  - Odyn spojrzał na Thora z uśmiechem
- Będę odpowiadał po kolei. Dobrze wiesz że Loki czasami znika podąsa się trochę i wróci. Co do Jotunheimu nie sądzę aby było się czy martwić może nawet z tym drugim królem będzie się można dogada. Przyjmij ofertę Alfheimu, Muspellheim blefuje nie ośmielą się nam wypowiedzieć wojny chcą wykorzystać to że niedawno byłeś koronowany i nie znasz jeszcze ich możliwości. Rada Królestw... taak to wyzwanie, ale myślę że sobie poradzisz. Po za tym będę w niej uczestniczyć. Każdy nowy król na pierwszej swojej radzie jest tam ze starym
- Czyli Laufey też będzie? - jękną Thor
- Tak zapewne tak. Miejmy tylko nadzieję, że nowemu królowi Asgard bardziej przypadnie do gustu.
(tydzień później)

Przy wielkim złotym stole było ustawione osiem krzeseł. Światów było co prawda dziewięć, ale Nilfheim nie brał udziału w radzie. Kiedyś krzeseł było tylko siedem. Dopiero nie dawno ustanowiono, że w skład rady będzie wchodzić również Midgard. Jego przedstawicielem będzie nie kto inny jak Nicholas Fury. Czym jest Rada Królestw? Kilka razy do roku najczęściej dwa lub trzy zwołuję się takową radę. Założenie było takie, że mają być na niej obecni wszyscy królowie bądź królowe dziewięciu światów. Rada zawsze odbywała się w Asgardzie. Wszystko było już przygotowane. Zostało tylko kilka minut do rozpoczęcia, a jeszcze nie wszyscy się zjawili. Mówiąc nie wszyscy mamy tu na myśli króla Jotunheimu. Thor liczył w duchu że się nie zjawi. Nagle w drzwiach pojawił się Jotun. Przezroczysta lodowa korona iskrzyła się światłem odbitym od złotych ścian. Z pośród kruczoczarnych włosów wystawały rogi zawinięte do tyłu. Miał na sobie śnieżnobiałą pelerynę z niedźwiedziego futra, a wokół bioder spięty był ciemno zielony materiał sięgający do kolan. Król, bo bez wątpienia był to on, otaksował zebranych spojrzeniem. Najgorsze było to że Thor znał to spojrzenie. Zimne, nieprzeniknione. Patrzące na wszystkich z wyższością. Od razu skierował się do krzesła które zostało wolne.
- Mam nadzieję, że się nie spóźniłem. - odezwał się głosem całkowicie wypranym z emocji - miałem kilka spraw do załatwienia. Jestem Nathair Laufeyson nowy Król Jotunheimu.
 Thor był przerażony, a może zdziwiony. Kiedy przyzwyczaił się do tego, że Loki był królem zaczęła go szokować inna rzecz. Kłamca z niebywałą lekkością i pewnością siebie odpowiadał na wszystkie pytania królów. Kiedy Thor męczył się jak tu dobrać słowa żeby nikogo nie urazić, Loki wyglądał tak jakby świetnie się bawił. Cóż... brunet zawsze był lepszy w zagrywkach słownych i w polityce. Gromowładny spojrzał na ojca, w jego oczach widać było wściekłość. Jeden z Królów najwidoczniej to zauważył
- Czy coś się stało?- padło pytanie wszyscy spojrzeli w stronę Odyna. Ten wyprostował się
- Nic takiego - wysyczał były Król. Nathair uważnie obserwował wszystko z drwiącym uśmiechem. Dawno nie wiedział wściekłego Odyna, a był to naprawdę cudowny widok.
 Rada skończyła się o zachodzie słońca. Wszyscy królowie stali w sali i rozmawiali między sobą jeszcze, ale niektórzy opuścili już Asgard. Kłamca szedł już Bifrostem, nie miał ochoty siedzieć tu dłużej niż musiał.
- Loki, bracie poczekaj. - Kłamca odwrócił się i napotkał spojrzenie błękitnych oczu Thora - Nie jesteśmy braćmi Wszechojcze. Po pierwsze nazywam się : Nathair. Po drugie :jeśli kiedykolwiek łączyła nas więź na tyle silna aby nazwać ją braterską, to już jej nie ma. Jestem Władcą Jotunheimu i żądam abyś zwracał się do mnie z należytym szacunkiem. Między nami nie ma ani nigdy nie będzie więzi, jakiejkolwiek. - Thor chciał się wtrącić, dodać jakieś "ale". Kłamca uciszył go gestem - Od tej chwili nasz stosunki będą czysto formalne. Do zobaczenia Wszechojcze.

środa, 3 września 2014

Notka Organizacyjna

Hejka, piszę opowiadanie i piszę, ale jakoś nie mogę wymyślić zakończenia. Postaram się skończyć je, ale chyba wen mnie opuścił. Może jest u was??? xD Obecnie mam fazę na Harrego Pottera (patrz: Drarry, Lucjusz, Draco, Sev, no i zaczęłam łączyć Lokiego i Thora z Hogwartem itd. i nawet zaczęłam o tym pisać, ale opowiadanie też stanęło... jakby co to zainteresowani??? ). Noo co jeszcze?? hmm... jakby ktoś chciał się ze mną skontaktować, a może chcecie napisać razem jakieś opowiadanie albo mi pomóc?? ;D Piszcie na cichesia33@gmail.com,
Rox ;)

niedziela, 24 sierpnia 2014

Noc

Witam!!! Znów jestem chora, ech... chyba ktoś mnie tam na górze nie lubi. Napisałam coś ;D jest krótkie, ale mam nadzieje, że wam się spodoba. Mam nadzieje że mnie nie zabijecie, bo jest to lekko smutne. *nie bijcie*. Nie przedłużając zapraszam do czytania:

Noc. Cudowna pora. Jedyna tak cicha, tak niemożliwie piękna. Wręcz idealna. Ostatnia. Niestety ostatnia. Jutro już nie będzie nic. Tylko : tłum, wyrok, kat, cios toporem w plecy, śmierć. Co dalej? Tego chyba nikt nie wie. Nawet sam Odyn, choć ogłasza siebie wszechwiedzącym. Nawet on nie może wiedzieć co będzie potem. Jeżeli jakieś potem istnieje. Ostatnia noc. Tak piękna, nieprzenikniona i cicha. Przerażenie, strach, rozpacz nienawiść, niepewność, wściekłość. Uczucia. Po co komu uczucia? Tylko przeszkadzają. Utrudniają racjonalne myślenie. Nic dobrego z nich nie wynika. To demony. Demony które karmimy i pielęgnujemy w sobie. A one, te niewdzięczne psy, atakują w najmniej spodziewanym momencie. Na koniec zostaje tylko wrak doszczętnie wyniszczony, zmieszany z błotem, poniżony. Przez demony, które sam stworzył. Przez te niewdzięczne psy. Strach... strach pcha do rzeczy, których nikt by się po sobie nie spodziewał. Rzeczy, za które trzeba ponieść konsekwencje. Poważne konsekwencje. Wszystko spowija mrok. Jest zimno, bardzo zimno, ciemno, bardzo ciemno i cicho, o tak bardzo cicho.
 Ciszę przerywało tylko ciche łkanie byłego księcia Asgardu. Niegdyś dumnego, samozwańczego i pewnego siebie.. Teraz zrozpaczonego i bezsilnego. Wiedział, że już nikt nie może mu pomóc. Nikt go nie usłyszy. Jest sam i właśnie ta świadomość przerażała go najbardziej. Był sam. Pozostawiony bez możliwości ucieczki, wysłany prosto w szpony okrutnej śmierci.


niedziela, 3 sierpnia 2014

A dziś coś nieco innego...

Więc tak : jestem chora na anginę i trochę mi odbija od siedzenia w domu. I napisałam coś, nie jest to opowiadanie jest to hmm... wiersz. Oczywiście związany z naszym Kłamcą. Szczerze sama nie wiem co myśleć o tym moim wytworze mam nadzieje że go ocenicie liczę na konstruktywną krytykę ;D Nie przedłużając:



Zieleń kolorem nadziei,
Czerń inteligencji,
Złoto obietnicy.

Zieleń to nadzieja, to kolor natury,
Czerń inteligencja, chęć władzy, trwałości,
Złoto obietnica, że na lepsze się zmieni.

Zieleń jest harmonią, równowagą, podporą,
Czerń to chaos, nieustanna zmiana,
Złoto jest dumne i rzadko wybacza.

Zieleń, Czerń i Złoto dziwni trzej kompani,
Nadzieja, Chaos i Duma w jednej osobie zebrani.
__________________________
Tak więc no. Tak to wygląda. Tak jak już mówiłam liczę na krytykę. I hm... nie wiem kiedy wstawię jakieś opowiadanie, wszystkie się piszą żadnego nie mogę dokończyć. To chyba tyle a nie jeszcze nie. Widzicie jest jedna sprawa nie mam pomysłu na tytuł tego utworu jeżeli wy będziecie mieli pomysły piszcie w komentarzu. Tytuł który mi się najbardziej spodoba zostanie dodany (jeśli sobie tego zażyczycie będzie pod nim napisane czyjego był autorstwa).
Rox

środa, 2 lipca 2014

POŚWIĘCENIE

"Poświęcenie" pisane było na jedną ze stron której jestem administratorem na fb wstawiam je, bo obecnie opuściła mnie wena ;D myślę że opowiadanie wyszło dobrze zresztą sami to oceńcie. Ma 2017 słów więc nie jest długie. Tak sobie myślę żeby umieszczać tu nie tylko opowiadania o Lokim. Co o tym sądzicie? Jeszcze jedna rzecz: być może nie długo pojawi się opowiadanie z większą ilością rozdziałów (jeśli je skończę, bo zwykle mam taką przypadłość że zaczynam a nie kończę). 
zapraszam do czytania i proszę o komentarze: 

Cisza. Wszechmogąca cisza. Dookoła ciemność. Nic tu nie było. Tylko on i świadomość tego że zostanie tu na zawsze. Był na progu szaleństwa. On był już szalony. Ciemność, cisza, chłód i nieustający ból  jedyne uczucia które mu towarzyszyły. Dlaczego nie mógł  być śmiertelny. Ironia losu jeszcze kilka miesięcy temu uważał śmiertelników za istoty niższe od siebie. A teraz? Chciałby się nim stać. Po prostu by zginą. Skończyło by się . Wszystko by się skończyło.  Próbował . Tak próbował się zabić i to ile razy ale zawsze jakimś cudem żył . Nie wiedział jak to możliwe. Ale żył . I tak widocznie musiało być. W rzeczywistości był już trupem. Cieniem osoby która kiedyś miałam marzenia, ambicje, ba może nawet jakiś cel w życiu. To wszystko się skończyło. Skończyło się razem z nieudanym atakiem na Nowy York. Skończyło się razem ze śmiercią Frigg. Skończyło się razem z zamknięciem go w tej jaskini z Dziedzicem Jormunganda czyli najbardziej jadowitym  wężem w dziewięciu światach. Nie było dnia żebym nie myślał o zemście. Wydawało się że tylko ta myśl ratowała go przed całkowitym szaleństwem. Codziennie plan był inny od dawna nie myślał już o ucieczce ale o zemście. O zemście na Odynie za to co zrobił. Wiedział że pewnego dnia stąd wyjdzie. To musi się zdarzyć  a wtedy Odyn pożałuje że zrobił coś takiego. Nagle kropla jadu spłynęła mu na twarz. Nie miał już siły krzyczeć. Zacisnął zęby a po jego ciele przeszedł zimny dreszcz. Do tego nie można się przyzwyczaić. Nigdy. To zawsze oznaczało ból. Nieustający.
   Aż w końcu nastał ten dzień. Pierwsze co zobaczył to biel. Oślepiło go światło słoneczne, które wychodziło z zewnątrz. Czyste powietrze. Ach jakże cudowne czyste powietrze. Chociaż nic nadal nie widział to czuł, ktoś wszedł do jaskini. Szybkim ruchem miecza  przeciął łańcuchy, które przykuwały go do skały. Upadł na ziemię bezwładnie, nagle poczuł przypływ mocy. Wiedział, że jest to chwilowe, ale wystarczy…wystarczy aby powalić szóstkę, a może nawet więcej strażników. „Ilden” – wrzasną. Cała jaskinia zajęła się ogniem. Strażnicy spalili się żywcem. On upadł, ogień nie robił mu żadnej krzywdy, ale cała magia go opuściła. Opuściła go tak nagle jak się pojawiła. Upadł bez siły. Przed oczami miał białe plamy. Leżał na posadzce. Nie mógł nawet wykonać najdrobniejszego ruchu. Przymknął oczy.
   Kiedy się obudził usłyszał krzyki. Strażnicy. Zerwał się z ziemi i niemal natychmiast z powrotem upadł. Spróbował się powoli podnieść. Udało się. Ostrożnie wyjrzał na zewnątrz. Dwóch strażników. Był za słaby by walczyć, ale… Jego wzrok zwrócił się w stronę węża, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Dziedzic Jormunganda wił się przygnieciony przez jakiś odłamek skalny. Kłamca szybkim ruchem chwycił węża za łeb i ostrożnie odsuną skałę przez pierwsze kilka minut zwierzę usiłowało się uwolnić z żelaznego uścisku, ale potem się uspokoiło. Każdy kto choć raz zagłębił się dalej w asgardzką puszczę wiedział, że zwierzęta tam żyjące myślą i rozumieją. Wąż miał na ciele wypalone runy uniemożliwiające mu wyjście z groty.
- Posłuchaj przyjacielu, mam dla Ciebie propozycje. – wąż pluną jadem, mało brakowało a Loki po prostu by go upuścił - Zdejmę te runy, ale ty w zamian zajmiesz się tymi strażnikami na zewnątrz, zgadzasz się?
- Ssssåå – zasyczał wąż. Loki przesuną palcem po grzbiecie węża. Runy zapłonęły zielonym światłem. Kłamca rozluźnił uścisk. Dziedzic Jormunganda – najbardziej jadowity, najszybszy i najniebezpieczniejszy wąż dziewięciu światów. Jedna kropla jego jadu we krwi i koniec. Śmierć przez zatrucie jago jadem trwa co najmniej tydzień jeśli on tego zechce. Jest on jednym z nielicznych węży, które potrafią regulować ilość jadu wstrzykiwanego do organizmu ofiary. Im mniejsza ilość jadu tym bardziej bolesna i powolniejsza śmierć. Kłamca żył tylko dzięki runom, wypalonym na skórze węża. Strażnicy nie mieli żadnych szans dwa szybkie ugryzienia i kilka sekund później nie żyli. Teraz gdyby udało mu się przenieść do swojej komnaty, która była zapewne zamknięta i strzeżona tak dobrze, że nie zauważono by gdyby ktoś pojawił się tam na chwilę. Gdyby się tak dostał mógłby odpocząć i zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Skupił się i po chwili był w swojej komnacie.

*^*^*^*^*^*^*^*^*

- „Turniej Potępieńców” trwa przez cztery dni. Jest to jedyny okres kiedy można używać czarnej magii. Początkowo powstał ponieważ czarna magia nie była jeszcze zakazana, a magowie posługujący się tą magią protestowali z powodu dyskryminacji. Zwykle nie mieli oni ważniejszych stanowisk w radach czy wojsku ponieważ obawiano się zdrady lub buntu. Czarnoksiężnika, który wygra turniej uwalnia się oraz przywraca się lub nadaje tytuł. Turniej ustanowił jeden z królów który we wcześniejszych czasach rządził wszystkimi dziewięcioma światami i tylko król który będzie rządził wszystkimi światami może to prawo odwołać, a w obecnej sytuacji politycznej jest to raczej nie możliwe. Co pięć lat losuje się krainę która będzie gospodarzem turnieju. Nie wystawieni zawodnika jest wielką hańbą. W tym roku zaszczyt organizowania turnieju przypada Asgardowi.- zakończył nauczyciel.
- Proszę pana czy Asgard ma już odpowiedniego zawodnika? – zapytał blondynek siedzący blisko nauczyciele. Ten tylko uśmiechną się smutno
- Nie wiem Askurze.
- Czy to prawda, że Wszechojciec Odyn chciał uwolnić Kłamcę? – padło kolejne pytanie. Brunet siedzący w głębi obruszył się trochę. Czarodziej omiótł klasę niepewnym spojrzeniem
- Słyszałem takie teorie, ale muszę przyznać że sam nie wiem czy to prawda, a teraz zdaje się to już koniec. Idźcie już.
 Narfi odchylił głowę do tyłu i czekał aż wszyscy wyjdą. Potem podszedł do Ignisa
- A tak naprawdę to co wiesz? Czy to prawda? – mag uśmiechną się lekko
- A obiecasz że nikomu nie powiesz?
- Mogę obiecać, ale wiesz że to może nic nie dać – mrukną chłopak
- Tak to prawda Odyn chciał uwolnić Lokiego żeby zaproponować mu udział w turnieju tylko, że…
- Tylko, że…
- Ymh… twój ojciec uciekł i…i nie za bardzo wiadomo gdzie obecnie się znajduje – ostatnie słowa Ignis wypowiedział szybko i tak samo szybko opuścił pomieszczenie. Zostawiając bruneta samego.
Kroki Narfiego  skierowały się do komnaty. Gdy tylko tam doszedł opadł na łóżko. Wtulił się w poduszki. Ciągle ktoś przypominał mu o Kłamcy, o Lokim, o jego ojcu. To było naprawdę męczące. Chciał, bardzo chciał aby uwolniono jego ojca. Kochał go. Ale jednocześnie był w pełni świadomy co zrobił zrobił Loki i że ukaranie go było nieuniknione. Nagle poczuł czyjąś obecność, ktoś usiadł na skraju łóżka. Chłopak otworzył oczy i gdyby nie zakryto mu ust ręką pewnie by krzynką. Narfi rzucił się Lokiemu w ramiona
- Tato!
- No już spokojnie – Loki posadził sobie syna na kolanach.
- Wypuścili cię?
- Noo… nie do końca
- Czyli nie zostaniesz na długo – chłopak znów rzucił się na łóżko. – Czyli będziesz musiał uciekać i…i nie będziesz mógł tu zostać – mówił przez łzy – i pewnie…
- Ciii…cicho może… może zostanę… ale teraz muszę już iść, muszę pomyśleć. Obiecuję ci że jeszcze się zobaczymy w tym tygodniu. – Loki wstał. Był już przy drzwiach kiedy usłyszał ciche westchnienie Narfigo:
- Jaką wartość ma obietnica w ustach kłamcy? – mag zawrócił i usiadł na łóżku
- Narfi – chłopak spuścił głowę – Narfi, spójrz na mnie. Czy ja cię kiedykolwiek okłamałem albo nie dotrzymałem obietnicy??
- Nie – wyszeptał chłopak
- I zapamiętaj że postaram się nigdy tego nie zrobić, naprawdę muszę iść do zobaczenie- chłopak nie odpowiedział.

*^*^*^*^*^*^*^*^*

- To szaleństwo!!!Loki nie możesz. Uciekaj ukryj się gdzieś. Nie wiem uciekaj do Midgardu, albo dalej.
- Nie rozumiesz Ignis. JA  NIE  MOGĘ  DALEJ  UCIEKAĆ.
- Dlaczego? Po za tym co? Masz zamiar się zgodzić? Pójść do Odyna i powiedzieć że wystartujesz?
- Nie wiem, naprawdę nie wiem pomyśle. Porozmawiajmy o czym innym. Nie widzieliśmy się przez przeszło dwa lata.
 Ignis zaśmiał się gorzko
- A od kiedy to my rozmawiamy.
- Przestań – Loki odchylił głowę do tyłu – przestań. Uważam cię za przyjaciela i zawsze tak było. – czarodziej chciał coś powiedzieć ale Loki go wyprzedził
- Zostałeś nauczycielem?
- Obiecałem ci że będę miał oko na Narfiego, więc miałem. Zostałem też doradcą.
- Dzięki. Chwila zostałeś królewskim doradcą. – Ignis kiwną głową. – Posłuchaj, dowiedziałbyś się czego Odyn ode mnie chcę i co daje w zamian.
- Skąd wiesz, że Odyn ma zamiar dać coś w zamian?
- Ależ nie jest głupi na pewno wie, że gdyby nie chciał nic zrobić po prostu bym się nie zgodził.
- Spróbuję, ale nie mogę obiecać że się uda. – Loki tylko się uśmiechną
- Pójdę już
  Ignis wyszedł i od razu skierował się w stronę sali tronowej. Odyn jak zwykle dumny i majestatyczny siedział na swoim złotym tronie. Towarzyszyły mu kruki.
-Panie – skłonił się czarodziej
- Co cię trapi Ignisie?
- Mogę mówić wprost?
- Oczywiście.
- Chciałbym wiedzieć dlaczego Panie postanowiłeś uwolnić Lokiego. Domyślam się że chodzi o turniej, ale sądzę też że przewidziałeś taką możliwość iż Kłamca się nie zgodzi.
- Ymh… tak to co mówisz to prawda; zamierzałem uwolnić Kłamcę i złożyć mu pewną propozycję.
- Mogę wiedzieć jaką?
- Chciałem go uwolnić i…
- I wygnać? – prychną doradca
- Nie zapominaj z kim rozmawiasz!!!Nie wiem, może bym negocjował, ale teraz nie wiem gdzie jest więc najpewniej nikogo nie wystawimy i Asgard będzie zhańbiony, bo nie mamy żadnego innego czarnego maga, który mógłby się zgodzić. Chcesz wiedzieć coś jeszcze?
- Nie panie
- Ignisie wiesz czym grozi zdrada stanu? – po ciele maga przeszedł dreszcz
- W najlepszym przypadku śmiercią – Odyn kiwną głową
- Możesz odejść – czarodziej skłonił się i szybkim krokiem zaczął zmierzać do wyjścia. To była wyraźna groźba. Wszechojciec coś podejrzewał  i  trudno mu było się dziwić.

*^*^*^*^*^*^*^*

- Powiedział, że by negocjował ale na ile jest to prawdą. Nie wiem. Co zamierzasz?
- Negocjować
- Słucham!? Dlaczego!?
- Nie zadawaj głupich pytań. Wiesz dlaczego. Gdybym ja zaczął ci to tłumaczyć na pewno zaczął bym kłamać. Taka jest moja natura i dobrze o tym wiesz i dobrze wiesz dlaczego chcę zostać.
 Ignis westchną i opadł na fotel.
- No dobra. Jak chcesz. Jeśli masz skłonności samobójcze to mnie nic do tego.
- Uważasz że jak się nie zgodzę to Odyn mnie zabije?
- Nie chyba, nie to nie w jego stylu. Raczej znów przykuje cię do tej skały.
- Taaa, być może, ale spróbuje.
- No dobra – mag wstał z fotela – tylko ja się już w to nie mieszam. Wystarczy mi tego. Odyn już coś podejrzewa.
- Podejrzewa?
- Tak groził mi dzisiaj, ale nieważne. Muszę iść.

*^*^*^*^*^*^*^*^*^*

Złota sala tronowa. Prawie pusta. Świątynia Odyna. Było to jedyne miejsce gdzie mógł spokojnie myśleć. Przychodził tu kiedy nie wiedział co robić, kiedy był bezradny. Właśnie tam skierowały się teraz jego kroki. Chciał być sam wolny od tych wszystkich zadufanych w sobie lordów i hrabiów. Tam gdzie szedł nie mogli go nawiedzać. Rozkazał straży stojącej przed wejściem do złotej Sali aby nikogo nie wpuszczali. W końcu będzie miał spokój. Tak sądził do czasu kiedy jego wzrok nie spoczął na tronie. Siedział tam, a raczej leżał z nogami przerzuconymi przez jedno z oparć nie kto inny jak Loki. Kiedy Kłamca go spostrzegł odezwał się:
- No proszę, proszę szukałeś mnie, nieprawdaż? – zaczął się powoli podnosić z tronu. Odyn zacisną zęby. Jak on śmie tak do niego mówić. Jak śmie w ogóle tu przebywać.
- Pamiętaj z kim mówisz synu Laufeya!!! – Loki skrzywił się lekko.
- Och…przestań Wszechojcze nie będę odzywał się do ciebie z szacunkiem, bo go dla ciebie nie mam. A ty… ty mnie szukałeś, więc jestem i pytam: czego chcesz? – Kłamca zaczął schodzić powoli po schodach zbliżając się do Odyna. Ale królowi coś tu nie pasowało skoro Loki był wolny to po co tu wrócił? Po co miałby się zgodzić na udział w turnieju?
- Nie udawaj że nie wiesz dlaczego cię szukam. Ale teraz interesuje mnie czemu wróciłeś? Byłeś wolny. – Loki zaklął w myślach. Po głowie chodziło mu tylko jedna odpowiedź – Narfi, ale nie mógł tego powiedzieć. Gdyby Odyn dowiedział się że chce zostać tylko i wyłącznie ze względu na syna to najpewniej użyłby życie Narfiego jako kartę przetargową.
- Bo mam taki kaprys. Powinieneś wiedzieć że to akurat jest u mnie normalne – proszę cię stary głupcze uwierz w to – dodał w myślach. Odyn zmienił temat
- Czego byś żądał za udział w turnieju?
- Chyba łatwo to zgadnąć : uwolnienia, przywrócenie tytułu i pozwolenia na zostanie w Asgardzie. 
- Dobrze ale bez mojego pozwolenia nie będzie ci można opuszczać granic miasta. – Odyn wyciągną rękę w stronę Lokiego. Kłamca uścisną ją
- Zgadzam się.


                                                            KONIEC ;3
PS. 
Niedługo wyjeżdżam ale sądzę że jak będę miała pomysł to jeszcze coś napiszę ;) 
Rox

sobota, 7 czerwca 2014

THORKI

No dobra pierwsze jest Thorki... wiem że niektórzy nie lubią takich paringów ale proszę przeczytajcie i powiedzcie co myślicie. Bardzo proszę. Ostrzegam smutne zakończenie ale dołączam również  alternatywną wersje zakończenia. Jeszcze raz proszę, przeczytajcie i powiedzcie co myślicie. To opowiadanie nie powstałoby bez mojej koleżanki. Opowiadanie krótkie, ale nie przedłużając zapraszam do czytania:

„Umiera się na wile sposobów : z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenie, z nudów, ze strachu… Umiera się nie dlatego, aby przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki , śmierć zdaje się być jedynie ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie.” – Paulo Coelho


  Frigg. Dlaczego ona? Dlaczego to nie mógł być Odyn? Ten stary idiota zasługiwał na śmierć. Nie ona. Ona była zbyt dobra. Loki nie był w stanie nic przełknąć. Przesiadywał na drzewie. Przed sobą miął las a pod sobą strumień. Był sam. Nagle usłyszał głos.
- Bracie? – Loki spojrzał w dół.
- Jak mnie znalazłeś? – szepną. Nie miał siły się kłócić.
- Poprosiłem Heimdala.
- Aha… - Kłamca nie miał najmniejszej ochoty na rozmowę, szczególnie z Thorem.
- Bracie zejdź, porozmawiajmy
- Zostaw mnie chcę być sam – nagle poczuł jak coś leci w jego stronę. Nie poruszył się, wiedział że Thor nic mu nie zrobi. Mjolnir zawrócił kilka centymetrów przed jego twarzą. – Ta sztuczka już na mnie nie działa. – mimo to Loki zeskoczył z drzewa i staną przed Thorm – czego chcesz?
- Porozmawiać, Loki nic nie jesz nie wracasz do pałacu,  przesiadujesz na tym drzewie wracaj. Proszę, chcę odzyskać brata. – szepnął
- To masz pech, bo tak się składa że nim nie jestem! – Po policzkach zaczęły mu płynąć łzy – zostaw mnie. Już mówiłem, że chcę być sam. – Kłamca z powrotem zaczął wdrapywać się na drzewo, ale Thor chwycił go za rękę i przyciągną do siebie, trochę za blisko. Lokiemu serce przyśpieszyło, próbował uwolnić się z uścisku Thora. Ten tylko przyciągnął go bliżej
- Thor…? -  jego usta zostały zamknięte pocałunkiem. Oddał pocałunek, Thor przycisnął go do drzewa. To chyba zaszło za daleko ale ku swojemu zdziwieni Loki nie miał nic przeciwko temu.  Gromowładny zaczął go całować. Kłamca odchylił głowę do tyłu i całkowicie oddał się przyjemności.

*******
Loki opadł na trawę obok Thora. Ich zbroje były… mocno niekompletne.  Kłamca westchnął i wtulił się w brata. Gromowładny zaśmiał się
- Nie sądzisz, że to lepsze od samotności
- Jeszcze nie zdecydowałem – Thor zmrużył oczy
- Widać będę musiał cię nieco pomóc w decyzji – po chwili ręce Lokiego zostały unieruchomione, a sam Kłamca leżał na ziemi przygwożdżony przez Thor
- I co teraz zrobisz? – Loki wyszczerzył usta w złośliwy uśmiech
- Nie wiem, ale na pewno coś wymyślę… nie martw się – wymruczał, ale nie spodziewał się, że Loki wykona gwałtowny ruch do przodu i po chwili sytuacja się odwróciła. Po pół godziny obaj położyli się obok drzewa
- Powinieneś wracać  do pałacu – szepną Loki
- Bez ciebie nigdzie nie idę. Loki…?
- Tak?
- Kocham cię – Thor poczuł na sobie uważne spojrzenie brata
- Ja ciebie też. - Kłamca położył głowę na piersi Thora i przymkną oczy.
Ale Loki nie mógł zasnąć, przyglądał się Thorowi, ale w końcu się poddał – zasnął, niestety szybko tego pożałował. Obudził się z krzykiem. Koszmary. Znów miał jeden z tych okropnych snów, po których szczerze się nienawidził. Gromowładny nadal spał. Loki wyślizgną się z jego żelaznego uścisku i odszedł kilka metrów dalej, usiadł na rzeką. Po twarzy płynęły mu łzy. Miał ochotę wrzeszczeć, ale to wiązałoby się z obudzenie Thora a tego nie chciał. Cierpiał w ciszy. Skulił się na trawie, zaczynały wracać do niego wszystkie wspomnienia, których tak bardzo nie chciał pamiętać. To bolało. Bolało bardziej niż jakakolwiek rana zadana nożem lub mieczem. Najgorsze było to, że to wszystko była jego wina. Jego wina zawsze i tylko jego. Nie chciał tak dalej żyć, starał się coś zmienić, ale nie potrafił, nie umiał uciec od swojego przeznaczenia. Było jedno wyjście, ale… czy… czy miał tyle odwagi aby to zrobić, czy może tak po prostu… po prostu się zabić?
A więc to będą jego ostatnie wspomnienia: pętla i wielki, srebrny księżyc wiszący mu nad głową.

*****
Thor obudził się rano, pierwszą rzeczą jaką zauważył była nieobecność Lokiego. Przeciągną się i rozejrzał dookoła. Nigdzie ani śladu Lokiego. Spojrzał w stronę rzeki i zamarł. Na drzewie obok wisiał… Thor zaczął biec przed siebie. Ale kiedy dotarł do drzewa opadł na kolana, a z jego gardła wydobył się krzyk rozpaczy i płacz. Na gałęzi wisiał Loki. Nie żył. Jego skóra przybrała odcień błękitu, a oczy szkarłatu. Mijały minuty, godziny,  a Thor płakał. Wczoraj wyznał Lokiemu coś czego coś czego nie odważył się mu powiedzieć przez te wszystkie lata. Spojrzał na ciało brata oświetlone promieniami księżyca i wzdrygnął się. Loki miał otwarte oczy. Był wpatrzony przed siebie. Był… był spokojny. Thor znów wybuchnął płaczem. Co zrobił źle? Dlaczego to się stało? Jeszcze wczoraj widział na twarzy brata uśmiech. Minęło jeszcze kilka godzin zanim Thor był w stanie zdjąć ciało z gałęzi.
   Tak Loki był spokojny i na swój sposób… szczęśliwy. Wybrał taki los. Śmierć była dla niego uwolnieniem. Ucieczką od wszystkiego co już było i od tego co miało być. Jedno było pewne Loki , spłatał Nornom największego figla do jakiego rzadko kto byłby zdolny. Oszukał swoje przeznaczenie.



 Alternatywne zakończenie :

Bracie... - gromowaldny złapał Lokiego za ramię ale ten zaczął z powrotem wdrapywać się na drzewo.
 - Zostaw mnie, ja... - nie dokończył bo został szybkim szrpnieciem ściągnięty z drzewa - mówiłem zost... - jego usta zostały zamknięte pocałunkiem. Ku swojemu zdziwieniu nie miał nic przeciwko temu że Thor go pocałował. Co dziwniejsze sam oddał pocałunek, ale to chyba było dla niego za wiele próbował wyrwać się z uścisku zyskał tylko tyle że Thor przyciągną go jeszcze bliżej do siebie.
- Loki, - szepnął gromowładny - proszę przestań się izolować, przestań ciągle przesiadywać na tym drzewie ja... - urwał tak jakby nie był pewien czy może to powiedzieć, ale brunet bardzo dobrze wiedział co Thor chciał powiedzieć i znów z niemałym zdziwieniem odkrył że nie ma nic przeciwko temu. - Loki ja,... ja... kocham cię - Kłamca spojrzał w jego niebieskie oczy, nie dostrzegł tam cienia nieszczerości. Przecież potrafił zwykle bezbłędnie ocenić czy ktoś kłamie. Ale to co powiedział Thor nie to nie mogła być prawda. Po policzkach zaczęły mu płynąć łzy.To nie mogła być prawda. Loki wpatrywał się w jasne teczówki Thora. Czuł jak po twarzy spływają mu łzy. A jeśli to prawda? Blondyn otarł łzy z twarzy Kłamcy, złożył na jego ustach krótki pocałunek i przytulił go.
 - Nie płacz... nawet jeśli twoim przeznaczeniem jest zniszczyć wszystkie dziewięć światów to nic... Ja wiem że starasz i wierzę że ci się uda Loki. - Kłamca poczuł jak coś w nim pęka. Cała nienawiść do Thora nagle znikła i nawet gdyby Loki bardzo chciał nie potrafił jej z powrotem przywołać.
- Ja nie... nie potrafię ja... - Thor znów zamkną mu usta pocałunkiem
- Ty wszystko potrafisz

piątek, 6 czerwca 2014

Dobra mam nadzieje że ktoś to jeszcze czyta... może niedługo wstawie jakieś opowiadanie ;D na jaki temat? Loki, Thorki, Frostiron ;D może... w każdym razie w najbliższym czasie się coś pojawi.
Rox