Przepraszam, że nic nie wstawiam, ale wen mnie opuścił... Niestety nie wiem kiedy wróci, mam kompletną pustkę w głowie... Mam nadzieję, że nie długo na coś wpadnę...
Pozdrawiam, Rox
środa, 3 czerwca 2015
wtorek, 14 kwietnia 2015
A teraz?
Oto kolejne opowiadanie krótkie, ale mam na dzieję, że wam się spodoba. Nie przedłużając zapraszam:
A teraz?
Czasami chciał zginąć… Osunąć się w ciemność, zapomnieć
wszystko co się zdarzyło i dobre, i złe… Chociaż nie… Nie chciałby zapomnieć tego
co dobre… Nigdy nie zapomni Frigg… Wieczorów kiedy przychodziła do niego, gdy
nie mógł spać. Śpiewała mu kołysanki, opowiadała bajki i legendy. Wspomnienia…
To było jedno z tych najpiękniejszych. Frigg… Tak bardzo ją kochał. Tak bardzo…
A teraz? Stracił ją… Pozwolił jej odejść. Pozwolił aby ją zabito… To ona zawsze
go wspierała, zawsze pomagała, podtrzymywała… A teraz? Teraz znów stacza się w otchłań…
Został sam ze swoimi myślami , z demonami, które go niszczą… Niszczy sam siebie…
Powoli, nieodwracalnie znika gdzieś dawny psotnik… Co ja mówię? On już dawno
nie był tym psotnikiem… Tym trochę skrytym w sobie, ale uwielbiającym żarty
młodym księciem Asgardu. Kiedyś taki był… A teraz? Stawał się takim jakim go
widzieli, a jakim nigdy naprawdę nie był… Stawał się takim jakim widział go
Odyn i mieszkańcy Asgardu, okrutnym, bezwzględnym drapieżnikiem, którą rządzą
same instynkty. Wszechojciec popełnił jeden wielki błąd… Dzikich stworzeń nie
zamyka się w klatce… Kłamca tak właśnie się czuł – jak zwierzę zamknięte w
klatce. Miotał się po celi… Nie mógł tego wytrzymać. Najpierw dopadła go nuda
potem, potem samotność, a potem… potem dopadło go szaleństwo. Tak dawno nie
słyszał ludzkiego głosu, nie wiedział czy byłby w stanie jeszcze mówić… Kiedyś
mówił… Nawet wiele… Kłamał, oszukiwał, opowiadał… Ach!… To były opowieści… Nie
bez powodu nazywano go „Srebrnym językiem”… A teraz? Teraz najprawdopodobniej
już nigdy nie przemówi… Stalowa nić zaciskała się na jego ustach, raniła go
przy każdym najdrobniejszym ruchu. Kłamca był jak spętane i uwięzione w
ciemnościach zwierzę. Przez pierwsze kilka miesięcy pozwolili mu chodzić wolno,
ale kiedy w akcie zemsty zaczął uderzać zaklęciami w ściany aż cały pałac się
trząsł. Przyszło dwóch… Przyparli go do ściany i przykuli łańcuchami. Kiedyś
wyrwałby się z tych łańcuchów jednym zaklęciem… Wystarczyłby jeden ruch ręki… A
teraz? Teraz nie miał już magii, odebrano mu ją… Zabrano mu wszystko co było
kiedykolwiek dla niego ważne: Matkę, wolność, głos, magię… Odebrali mu kogoś
kim kiedyś był… A może sam to sobie odebrał? Kiedyś był żywy… A teraz? Teraz jego
serce nadal biło i wciąż oddychał, ale to nie było życie… Kiedyś był żywy… A
teraz?
piątek, 27 lutego 2015
Historia lubi się powtarzać...
Witam! Oto nowe opowiadanie. Takie coś mi wyszło, Przepraszam za wszystkie błędy, jeśli jakieś są :D Mam nadzieję, że wam się spodoba, czekam na waszą opinię i nie przedłużając zapraszam do czytania:
- To głupi pomysł! – krzykną brunet i staną w miejscu.
- Co jest Narfi? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że się
boisz?
- Nie braciszku… Mówię tylko, że możemy zginąć. –
uśmiechną się. – po za tym ojciec będzie zły. – Rozległ się kobiecy śmiech.
- I tak się tym przejmujesz…?
- Tak Misteltein. Przejmuje się. Jako Wszechojciec ma
wystarczająco dużo problemów… Nasza nielegalna wyprawa do Jotunheimu przysporzy
mu jeszcze więcej zmartwień. Po za tym… Zdajecie sobie sprawę, że jeśli nas
złapią to mogą zrobić z nami co chcą? Jesteśmy na ziemiach i łasce króla tej
krainy, a tego co pamiętam to nie jest
przychylny Asgardowi.
- Jak zwykle marudzisz…- mrukną zirytowany Askur. – Nie
gadaj tyko chodź… Popatrzymy zabijemy paru olbrzymów i wrócimy. – Narfi
popatrzył na brata z niedowierzaniem.
- Wiesz czasami zastanawiam się czy my na pewno jesteśmy
spokrewnieni…
- Czemu?
- Nie radzę sobie za świadomością, że mam takiego idiotę
w rodzinie… - usta Askura zacisnęły się w wąską kreskę. – Następca trony!
Książę Askur! – szydził najmłodszy z braci. – Z chęcią zobaczę twój upadek… -
Askur zacisną pięści, Misteltein położyła mu rękę na ramieniu.
- Chodźmy… - Narfi westchną i poszedł za nimi. Oczywiście
kiedy tylko podeszli pod mury zostali pojmani.
- A nie mówiłem! – krzykną Narfi w przestrzeń.
- Zamknij się! – Warkną Askur. Zostali zaprowadzeni przed
Króla. Na lodowym tronie siedział ktoś kto różnił się od innych olbrzymów
jakich książęta dotąd widzieli. Był mniejszy od innych. Narfi pomyślał że gdyby
nie miałby błękitnej skóry wyglądałby jak Asgardczyk. Król był dość wysoki miał
długie czarne włosy. Jotun wstał i podszedł do młodych książąt.
-Kogo my tu mam? Synowie Wszechojca Thora. – zaśmiał się
szyderczo – Przychodzenie tu było nie rozważne.
- Nic nam nie możesz zrobić!- krzykną Askur. Narfi
pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Może. Jesteśmy na jego ziemi. Chyba już to mówiłem,
prawda? – mrukną. Wzrok króla skierował się na młodszego z braci. Narfi miał
wrażenie, że już kiedyś widział tego Jotuna, ale skąd mógł go znać. Król znów
usiadł na tronie.
- Wasz brat ma racje. Jesteście na mojej ziemi. Co więcej
jesteście tu bez mojej zgody i wiedzy.
- Nie ośmielisz się nam nic zrobić. Żądam… - przerwało mu
prychnięcie. Król gwałtownie wstał z tronu, podszedł do Askura i zmusił go do
uklęknięcia.
- Posłuchaj mnie rozwydrzony bachorze, bo nie będę się
powtarzał. Nie życzę sobie abyś mnie obrażał… Patrz na mnie kiedy do ciebie
mówię! – Askur nie podniósł wzroku. Król złapał go za włosy i podniósł jego
głowę. Chłopak skrzywił się z bólu. – Tak lepiej. Jesteś na mojej ziemi. Twoje
żądanie mnie nie obchodzą. Jesteś tak samo arogancki jak ojciec, jesteś takim
samym ignorantem i głupcem. Ani jego ani tym bardziej twoja władza tu nie
sięga. Okaż mi należny szacunek i przestań się unosić dumą a być może zamiast
trafić do lochu poczekasz na przybycie ojca, który niechybnie się tu zjawi, w
komnacie godnej króla. To się tyczy całej wasze trójki. – powiedział puszczając
następcę tronu i spojrzał na Misteltein i Narfiego. Dziewczyna patrzyła na
niego z nienawiścią, Narfi… Cóż Narfiemu bardzo się podobało to co przed chwilą
zaszło, a ostatnie słowa króla go zaintrygowały. Jego przygłupie rodzeństwo
pewnie nie skorzysta z propozycji ale on był bardziej niż zainteresowany. Askur
wstał.
- Nie mam do ciebie szacunku. – warkną.
- Ani ja. – dodała księżniczka. Narfi przyglądał się
przez chwilę królowi Mroźnej krainy, po chwili uklękną i pochylił głowę.
- Nie powinniśmy wkraczać na twoje tereny. Przyznaję się
do błędu królu i proszę o azyl.
-Zdrajca! – krzykną Askur. Zarówno król jak i Narfi
zignorowali go.
- Wstań. – przemówił Jotun. – Księciu nie godzi się klęczeć.
Udzielę ci azylu. Unchain honum! – krzykną, Narfi został rozkuty. – Książę jest
od dziś moim gościem. Ma prawo poruszać się po całym pałacu. – Król popatrzył
na Askura i Misteltein. – Wtrącić ich do lochu. Sami wybraliście swój los.
********
Narfi z ciekawością rozglądał się po lodowej komnacie.
Była… Imponująca. W krótce jednak znudziło mu się siedzenie w jednym miejscu.
Wyszedł i skierował się do Sali tronowej. Kiedy Narfi chciał wejść do środka
strażnicy zagrodzili mu drogę.
- Przepuście go. – rozkazał władca. Siedziawł na tronie z
przymkniętymi oczami. – Nie wyglądasz na przejętego losem twego rodzeństwa.
- Mylisz się panie jestem bardzo przejęty ich losem… -
mrukną Narfi.
- Mów mi Valehtelija… - Narfi przystaną.
- Kłamca?
- Znasz mój język?
- Częściowo. Pozwolisz że będę użyła swojego, Kłamco? –
Król kiwną głową. – Jestem Narfi.
- Wiem. Jesteś najmłodszym z synów Thora i magiem. –
brunet spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Skąd wiesz że jestem magiem?
~ Z twojej głowy. – Narfi podskoczył kiedy usłyszał głos
króla rozchodzący się w jego myślach. Po chwili uspokoił się.
- Podobno Jotunowie nie potrafią kontrolować magii. –
Kłamca uśmiechną się tajemniczo. – Żaden z nich nie mówi tak czysto moją mową.
Mówisz lepiej Kłamco od wielu Asgardczyków. Twoja twarz wydaje mi się znajoma,
ale nie potrafię sobie przypomnieć kim jesteś bądź byłeś.
- Jesteś bardzo spostrzegawczy. Mógłbym ci opowiedzieć to
o czym wszystkie kroniki Asgardu milczą od dobrych paru lat. Zostałem wymazany
z historii wiecznego królestwa. Przedtem po mimo mego statusu wygnany i
poniżony. Ale ta opowieść będzie miała też bardzo duży wpływa na twoje życie.
Czy jesteś gotowy aby poznać prawdę?
- Coś jest nie tak. Od dawna to czuję. Nie pasuje tam.
Mój ojciec nie rozumie magii w żadnym stopniu. Ja jestem z nią jednością. Chcę
wiedzieć dlaczego tak jest. Kim naprawdę jestem?
- Sam możesz dojść do odpowiedzi. Zadaj sobie pytanie
Dlaczego nie jest ci zimno Książę? – Narfi staną jak wryty. Król wstał i bardzo
powoli zaczął do niego podchodzić. – Chcesz znać prawdę więc ci ją przedstawię.
Wiedz że Asgard miał dwóch książąt. Byłem jednym z nich. Tym młodszym. Zwano
mnie Loki. Nie chciałem tronu, chciałem
tylko być stawiany na równi z Thorem. Niedługo przekonałem się dlaczego on był
zawsze ten lepszy. Poznałem prawdę o sobie. Dowiedziałem się, że w cale
nie jestem synem Odyna, ale Laufeya
Króla Jotunheimu. Mój świat zatrząsnął się w posadach. Niedługo potem moje
własne błędy i przewinienia doprowadziły do tego iż zostałem wygnany i wymazany
z pamięci wszystkich. Poznałem prawdę o sobie. – Kłamca wyciągną dłoń w stronę
Narfiego. – Daj rękę a dowiesz się kim jesteś. – Książę po chwili wahania
spełnił polecenie. Wspomnienia gwałtownie zaczęły do niego wracać. Przymkną
oczy i skupił się na nich. Po chwili odskoczył i spojrzał z niedowierzaniem na
Kłamcę.
- To nie prawda. – szepną.
- Możesz mi wierzyć lub nie. Objawiłem ci prawdę. Nie
będę cię prosić żebyś tu został wiem że to nie możliwe. Proszę abyś przyjął
prawdę i spróbował się z tym pogodzić. Okłamano cię i wprowadzono w błąd. Tak
samo jak mnie. – chłopak nie odpowiedział, odwrócił się i szybkim krokiem
wyszedł z Sali tronowej. Loki popatrzył za nim smutnym wzrokiem i westchną
cicho. Stracił go… Najprawdopodobniej na zawsze. Usiadł na tronie i przymkną
oczy. Po jego policzku spłynęła łza, nie powinien mówić Narfiemu prawdy.
Stracił go…
*******
Kiedy wrócili do Asgardu. Askur i Misteltein nie odzywali
się do niego. Odwdzięczył im się tym samym. Miał wielki żal do ojca i dziadka,
ale nie wypowiedział ani jednego słowa protestu. Wytrzymał trzy dni.
Wpadł do Sali
tronowej. Była tam cała jego rodzina rodzeństwo, rodzice i dziadkowie.
- Jak mogliście mi nie powiedzieć!?- wrzasną.- Miałem
prawo wiedzieć!
- Narfi… O co….
- Nie udawajcie idiotów. Dobrze wiecie o co chodzi! – po
jego policzkach zaczęły płynąć łzy. – Jak mogliście!? Zrobić coś takiego…
- Te braciszku uspokój się…- mrukną Askur
- Zamknij się kretynie! Nie jesteśmy braćmi! - Odyn, Thor, Sif i Frigg zamarli.
- Narfi… - Sif podeszła do niego. Chłopak cofną się.
- Nie dotykaj mnie. – sykną. – Zostawicie mnie w spokoju.
Zabiliście moją matkę i wygnaliście ojca… Jak, jak mogliście… - Odyn niezauważalnie
skiną na strażników, ci złapali Narfiego. Szarpał się, ale w końcu chłopaka opuściły siły. Spuścił
głowę i zawisł bezwładnie podtrzymywany przez strażników. Podniósł głowę, po
jego policzkach płynęły łzy, ale w jego zielonych oczach widać było wściekłość
i nienawiść. Odyn pamiętał to spojrzenie. Ten głęboko ukryty żal. – Nienawidzę
was…- szepną ledwo słyszalnie. Były wszechochojciec chciał odwołać strażników.
– Lepiej tego nie rób… Zapewniam cię, że jeśli dasz mi wolność to użyje
wszystkich swoich umiejętności aby cię zabić. – szeptał Narfi. – Lepiej zamknij
mnie w celi… Zabije cię Odynie – brunet spojrzał na niego. Jego oczy nie
wyrażały żadnych uczuć, były zimne. – jak tylko będę miał okazję. – Wszyscy
zamarli. Nagle rozległ się śmiech Askura.
- Ty!? Bardzo śmieszne… - w oczach Narfiego zagościła
dzika furia. Strażników odrzuciło. Brunet staną przed Askurem. Następca tronu
był nie na żarty przestraszony. Syn Lokiego przyparł go do ściany.
- Nie lekceważ mnie. Jesteś bezmyślnym aroganckim
kretynem.
- Narfi! – krzykną Thor. – zaraz go udusisz! –
rzeczywiście Askur ledwo łapał oddech. Strażnika zajęło sporo czasu zajęło
odciągnięcie bruneta i zakuli w kajdanki.
*******
Narfi położył się na łóżku w celi i przymkną oczy. Być
może zareagował zbyt gwałtownie… Nie powinien tego robić. Powinien być
spokojniejszy, nie grozić Odynowi, nie atakować Askura. Był zbyt wściekły i
rozżalony żeby o tym pomyśleć. Teraz już się uspokoił. Był zmęczony. Całą tą
sytuacją, tymi kłamstwami i niedopowiedzeniami. Zasną kilka minut później…
Narfiego nie
trzymano w celi przez długi czas, bądź co bądź był księciem. Odyn zdecydował
aby wysłać chłopaka do Asgardzkiej Akademii Magii. Wahał się dość długo, bał
się że wyszkoli własnego wroga, ale nie chciał trzymać Narfiego w celi, a tym
bardziej zabijać go. Akademia była ośrodkiem zamkniętym i najlepszym rozwiązaniem...
*******
Narfi był zdolnym i pojętnym uczniem. Chęć zemsty,
rozżalenie i smutek zagłuszył nauką. Nie zawsze uczył się tego czego powinien…
Włamanie się do biblioteki Arcymaga nie stanowiło dla niego problemu, a były
tam dzieła dotyczące też czarnej magii. Chłopak szybo stał się najlepszym z
uczniów, a niedługo potem przerósł nawet mistrzów. Niestety nadal był tylko
uczniem, musiał przestrzegać prawa. Czarna magia była zakazana. Kiedy mistrz
Narfiego dowiedział się, że chłopak zna zakazane techniki nie był zachwycony… Łagodnie
mówiąc…
- Złamałeś Asgardzkie prawo! I zasady Akademii!
- Nie pierwszy, nie ostatni raz..- mrukną chłopak.
- Narfi…! To- to jest karane śmiercią… Żeby uczyć się
czarnej magii trzeba mieć zgodę i.. i… Muszę to zgłosić Arcymagowi.
- Rób co musisz. – powiedział Narfi obojętnie.
- Czy ty nie rozumiesz? Mogą cię zabić!
- Więc niech to w końcu zrobią. – chłopak wyminą
nauczyciela i poszedł w sobie tylko znanym kierunku. Kilka godzin później
został wezwany do pałacu. Narzucił na siebie zielony płaszcz i wyszedł. Kilka
minut później był w Sali tronowej. Zastał tam Arcymaga, swojego mistrza,
Wszechojca i Odyna. Podszedł bliżej, ale nie uklękną przed władcą, skłonił
tylko głowę przed magami.
- Narfi…- szepną Thor patrząc na chłopaka, teraz już
właściwie mężczyznę. Gromowładny wychował Narfiego jak syna i kochał go. Młody
mag obdarzył go tylko chłodnym spojrzeniem i niechętnie schylił głowę.
- Wszechojcze. – Thor patrzył na niego ze smutkiem.
Pamiętał to spojrzenie niby zimne i obojętne, a jednak wyrażające tyle uczuć…
Rozczarowanie, poczucie zdrady, żal, wściekłość…Tak, tak samo patrzył na niego
Loki.
- Dopuściłeś się złamania prawa – powiedział Arcymag.
Narfi pochylił głowę.
- Wiem o tym mistrzu i jestem gotów ponieść konsekwencje.
- Dobrze… Jednakże postanowiliśmy, że nie rozważnie
byłoby stracić tak zdolnego maga. Niestety nie będziesz mógł kontynuować nauki
w Akademii.
- Rozumiem.
- Uklęknij. – Narfi spełnił polecenie. Arcymag wyją miecz
i dotkną nim ramion chłopaka. Jego płaszcz zaczął zmieniać barwę na czarną. –
Powstań Narfi Lokisonie pierwszy Czarny Magu Asgardu. Brunet wstał. – Pamiętaj
jednak, że jedno najmniejsze wykroczenie sprowadzi na ciebie nieszczęście. –
chłopak kiwną głową i wyszedł z sali. Oparty o ścianę naprzeciwko stał jakiś
brunet. Narfi przyjrzał się mu po czym zmrużył oczy.
- Więc tak na co dzień wyglądałeś? – Król Jotunheimu
spojrzał na niego.
- Tak.
- Dość… Normalnie… - mrukną i wyminą go. Loki poszedł za
nim.
- Proszę cię…
- O co? Żebym zamieszkał w Jotunheimie?
- Tak wiele od ciebie nie wymagam. Proszę żebyś przestał traktować mnie z góry.
- Wiesz… Jedno pytanie mnie dręczy. Czemu nic nie
zrobiłeś? Pozwoliłeś żebym tu został żebym żył w kłamstwie. Czemu?
- Przez długi czas miałem zbyt mało mocy żeby przenosić się
między krainami… A potem pilnowano cię bardziej niż skarbiec królewski… Nie
miałem jak.
- Po co mi to wszystko pokazałeś? – szepną Narfi po
chwili ciszy. – Gdyby nie to wszystko byłoby dobrze…
- Prędzej czy później byś się dowiedział… Byłoby dobrze?
Przyznaj się miałeś ochotę nie jeden raz zabić Askura za to co wygadywał… Jeśli
byś to zrobił na pewno komuś by się wymsknęło… Miałeś też w zwyczaju włamywać
się do biblioteki Odyna nieprawdaż? W końcu znalazł byś prawdziwą historię
Asgardu. Dowiedziałbyś się, że wcale nie jesteś synem Wszechojca Thora… Tak
byłoby lepiej?
- Nie wiem. – chłopak przymkną oczy. – Zostaw mnie w
spokoju… Po prostu odejdź – brunet uniósł dumnie głowę. – nie chcę mieć z tobą
nic wspólnego… - Loki pokiwał głową.
- Rozumiem cię. Pewnie nie zmienisz zdania, ale pamiętaj
że zawsze masz drugi dom. – szepną i rozpłyną się w powietrzu. Kłamca staną w
swoim pałacu i westchną ciężko. Stracił go… Stracił go na zawsze…
*******
Narfi był synem największego psotnika w dziejach Asgardu, ale
prócz zamiłowania do żartów odziedziczył po ojcu głód wiedzy, pragnienie
poznania więcej i to go zgubiło. Posuną się za daleko. Użył czarnej magii do
kradzieży i być może przy okazji zamordował jednego z handlarzy… Nie jego wina,
że ten idiota nie chciał mu sprzedać księgi…
Teraz Narfi klęczał przed tronem
Wszechojca, przed który został rzucony. Kilka dni wcześniej został skazany na
tortury… Na nadgarstkach miał mocno zaciśnięte kajdanki ograniczające jego
magię. Cały był we krwi – swojej, chociaż nie miał co do tego pewności bo dość
skutecznie się bronił i jego kat też nie wyszedł z tego spotkania bez szwanku.
Jego ubranie było postrzępione. Thor czuł się okropnie… Widok chłopaka w takim
stanie i świadomość że sam wydał taki rozkaz łamała mu serce. Wstał z tronu.
- Narfi Lokisonie… Zostajesz wygnany z królestwa Asgardu
i obdarty z tytułu księcia i Czarnego Maga.- chłopak podniósł się chwiejnie z
posadzki na jego twarzy widniał pogardliwy uśmiech.
- Jak sobie życzysz, Wasza królewska mość – wycharczał i
spluną krwią. Zdarł z siebie strzępki płaszcza i spojrzał wyzywająco na Thora.
- Wyprowadzić go. – rozkazał cicho Wszechojciec. Narfiego
wyrzucono poza mury miasta. Dopiero wtedy pozwolił sobie na łzy i krzyki. Wstał
powoli i resztkami mocy teleportował się do Jotunheimu. Po chwili staną w Sali
tronowej. Loki spostrzegł syna w opłakanym stanie, podbiegł do niego podtrzymują go.
- Narfi…! – po policzkach bruneta ciągle płynęły łzy,
przytulił się do ojca.
- Przepraszam…- wyszeptał. – przepraszam… tato… -
chłopaka opuściły siły, tortury, wygnanie to było dla niego za dużo - zemdlał. Loki zaniósł go do lodowej komnaty.
Przysiadł na skraju łóżka i przyglądał się.
Odzyskał go…
Odzyskał syna...
piątek, 13 lutego 2015
Libster Blog Award
Dziękuję Possessed i Vivi za nominację. Oto moje odpowiedzi:
1)Kiedy zacząłeś pisać opowiadania?
W szóstej klasie.Wtedy założyłam pierwszego bloga, którego niedługo potem usunęłam... Miałam wtedy dość długą przerwę w pisaniu. Potem założyłam tego.
2)Czy myślałeś o karierze pisarza?
Tak. Myślałam o tym.
3)Twoje ulubione zajęcie?
Pisanie, rysowanie, czytanie...odoba.
7)Jaki jest twój ulubiony książkowy/filmowy bohater (pomija
4)Jak sądzisz, co by było gdyby Loki istniał naprawdę?
Pozabijałby nas za kompletny brak poszanowania jego osoby albo wcale by się nami nie przejął... ;D
5)Co motywuje cię do pisania bloga?
Komentarze. Nic tak mnie nie napędza jak świadomość, że ktoś czyta to co piszę.
6)Jakiej muzyki słuchasz?
Bardzo różnej... Słucham tego co mi się pjąc Loki'ego)?
Kocham wszystkie czarne charaktery <3
8)Co skłoniło cię do założenia bloga?
Sama nie wiem... Zaczęłam czytać blogi innych i pomyślałam: "Kurde...! Też chcę tak pisać!". No i wtedy się zaczęło.
9)Masz jakieś rady dla początkujących blogerów?
Nie poddawajcie się!
10)Jak widzisz siebie za kilka lat?
Trudne pytanie... Nie potrafię udzielić odpowiedzi.
11)Co sądzisz o naszym blogu?
Podoba mi się... Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały.
Nominuję tylko trzy blogi. Przepraszam, że tak mało, ale ostatnio nie mam czasu na czytanie i odkrywanie nowych...:
1)http://loki-you-should-be-afraid-of-night.blogspot.com/
2)http://ogien-i-lod.blogspot.com/
3)http://kazdymadrugieoblicze.blogspot.com/
Moje pytania:
1. Jaka jest wasza ulubiona książka?
2. Jakiego języka chcielibyście się nauczyć?
3. Dlaczego założyliście bloga?
4. Jak jest wasza ulubiona postać z Uniwersum Marvela (oprócz Lokiego)?
5. Jaki jest wasz ulubiony bóg z mitologi nordyckiej i greckiej? (Jeśli macie)
6. Jak najbardziej lubicie spędzać wolny czas?
7. Czy podoba wam się to co piszecie?
8. Co najbardziej lubicie w pisaniu?
9. Jaki jest wasz ulubiony film?
10. Lubicie Harrego Pottera?
11. Czy lubicie mojego bloga? (Jeśli go czytacie, jeśli nie to zapraszam ;D)
1)Kiedy zacząłeś pisać opowiadania?
W szóstej klasie.Wtedy założyłam pierwszego bloga, którego niedługo potem usunęłam... Miałam wtedy dość długą przerwę w pisaniu. Potem założyłam tego.
2)Czy myślałeś o karierze pisarza?
Tak. Myślałam o tym.
3)Twoje ulubione zajęcie?
Pisanie, rysowanie, czytanie...odoba.
7)Jaki jest twój ulubiony książkowy/filmowy bohater (pomija
4)Jak sądzisz, co by było gdyby Loki istniał naprawdę?
Pozabijałby nas za kompletny brak poszanowania jego osoby albo wcale by się nami nie przejął... ;D
5)Co motywuje cię do pisania bloga?
Komentarze. Nic tak mnie nie napędza jak świadomość, że ktoś czyta to co piszę.
6)Jakiej muzyki słuchasz?
Bardzo różnej... Słucham tego co mi się pjąc Loki'ego)?
Kocham wszystkie czarne charaktery <3
8)Co skłoniło cię do założenia bloga?
Sama nie wiem... Zaczęłam czytać blogi innych i pomyślałam: "Kurde...! Też chcę tak pisać!". No i wtedy się zaczęło.
9)Masz jakieś rady dla początkujących blogerów?
Nie poddawajcie się!
10)Jak widzisz siebie za kilka lat?
Trudne pytanie... Nie potrafię udzielić odpowiedzi.
11)Co sądzisz o naszym blogu?
Podoba mi się... Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały.
Nominuję tylko trzy blogi. Przepraszam, że tak mało, ale ostatnio nie mam czasu na czytanie i odkrywanie nowych...:
1)http://loki-you-should-be-afraid-of-night.blogspot.com/
2)http://ogien-i-lod.blogspot.com/
3)http://kazdymadrugieoblicze.blogspot.com/
Moje pytania:
1. Jaka jest wasza ulubiona książka?
2. Jakiego języka chcielibyście się nauczyć?
3. Dlaczego założyliście bloga?
4. Jak jest wasza ulubiona postać z Uniwersum Marvela (oprócz Lokiego)?
5. Jaki jest wasz ulubiony bóg z mitologi nordyckiej i greckiej? (Jeśli macie)
6. Jak najbardziej lubicie spędzać wolny czas?
7. Czy podoba wam się to co piszecie?
8. Co najbardziej lubicie w pisaniu?
9. Jaki jest wasz ulubiony film?
10. Lubicie Harrego Pottera?
11. Czy lubicie mojego bloga? (Jeśli go czytacie, jeśli nie to zapraszam ;D)
piątek, 16 stycznia 2015
Końce...
To już ostatnia część "Poświęcenia" Nie wiem czy udało mi się to ładnie skończyć. Nie jestem pewna co do tej części. Oceńcie sami:
Loki zjechał w dół po drewnianych drzwiach. Twarz miał
obryzganą krwią, nie… nie swoją.
- Zaraz zwymiotuję…- jękną. Było mu nie dobrze, chciał
wrzeszczeć, wyć i płakać. – Graaan… Ja tam nie wrócę… - blondyn podszedł do
Kłamcy i wyciągną rękę.
- Wstawaj.
- Nie.
- Jak chcesz…- Gran podał mu fiolkę. – Wypij, lepiej się
poczujesz. - Loki przyjął lekarstwo i
wypił.
- Gran zabij mnie. –Patron upuścił szklaną buteleczkę,
zacisną oczy… Ręce mu się trzęsły, odwrócił się i podszedł do bruneta.
- Niestety nie mogę spełnić twojej prośby. – znów
wyciągną do Kłamcy rękę. Tym razem zielonooki przyjął ją. Wstał i skulił się na
łóżku, objął się rękami.
- Co się takiego stało? – Gran oparł się o ścianę z
kubkiem jakiegoś gorącego napoju.
- Nie baw się w psychologa… - warkną Loki.
- Po pierwsze: Nie bawię się… Mam odpowiednie
kwalifikacje, po drugie: pytałem z ciekawości.
- A nie widać co się stało? Jestem cały we krwi i Odyn
wie czym jeszcze. – Kłamca podniósł się - Wiem, że widziałeś co tam się działo!
To… to …
- Brutalna, nieuczciwa i okrutna rozrywka dla tych
idiotów na zewnątrz, w której ginęli i giną ludzi których uczyłem, podziwiałem
i szanowałem. Wielu jeszcze zginie, bo królowie w żaden sposób się nie dogadają
i nie zniosą turnieju. To dla nich świetna okazja żeby usunąć parę jednostek,
które im przeszkadzają…
- Właśnie…- szepnął Loki, spuścił głowę i wbił wzrok w
podłogę. Gran ukląkł przy nim.
- Loki spójrz na mnie…Loki…- Kłamca podniósł wzrok. –
Gdzie jesteś? Znałem cię. Bardzo dobrze cię znałem. Zmieniłeś się. Gdzie
jesteś? Wiem, że to co się tam dzieje jest nie do opisania. Ale ty się nie
poddajesz, nigdy. Ty nie prosisz o śmierć, nigdy… Co się stało, Loki? – oddech
Kłamcy robił się coraz cięższy i szybszy. Uciekł wzrokiem w bok.
- Proszę… Przestań…
- Kłamco! Ty nie prosisz… Co ci się stało?
- Przestań.
- Nie! Dałeś się przyskrzynić Odynowi! Nie widzisz tego!?
Stałeś się potulnym barankiem na usługach tego świętego idioty! Od kiedy to ty
używasz zwrotów grzecznościowych!? Jesteś Kłamcą! Wracaj! Bo nie podoba mi się
ta nowa wersja ciebie! – Loki zacisnął pięści.
- Nieprawda…
- Prawda! Wiem, że nie zrozumiem tego co przeżyłeś w
jaskini, ale kiedy przyszedłeś do mnie i powiedziałeś że potrzebujesz Patrona zgodziłem
się z jednego powodu, wierzyłem że jesteś zdolny wygrać ten turniej albo zrobić
coś co zwali wszystkich z nóg. Ale znałem innego Kłamcę.
- Ja nie chcę brać w tym udziału.
- To nie bierz! Pokaż tym idiotą, których wszyscy
nazywają władcami, że się ich nie boisz, że nie będziesz tańczył jak ci zagrają.
To już ostatnia walka i ostatnia szansa.
- J-jeśli zrobię coś takiego… Odyn mnie…
- Loki! Cholera, a zabijesz Laufeysona? Nie. Przynajmniej
w to nie wierzysz. Więc i tak zginiesz. Od śmierci z ręki Odyna możesz się
wyplątać… - Zielonooki wziął głęboki oddech.
- Ja…
- Prześpij się z tym. Jutro walka… - Gran wstał. –
Dobranoc…- mruknął kiedy był przy drzwiach.
*******
Narfi usiadł na balkonie. Był przerażony. Musiał coś
zrobić, nie może pozwolić żeby Loki zginą. Wyszedł z komnaty i zaczął chodzić
bez celu po pałacu. Zobaczył Laufeya wracającego z areny. Zmrużył oczy. Pomysł
który wpadł mu do głowy nie był rozsądny ani bezpieczny, ale kto powiedział że
to zły pomysł?
Laufey patrzył na
chłopaka z zaciekawieniem. Zadziwiał go. Narfi miał niespełna siedemnaście lat,
ale im dłużej król go słuchał tym bardziej odnosił wrażenie jakby rozmawiał z
dorosłym, diablo sprytnym i inteligentny mężczyzną.
- To co mówisz jest ciekawe, ale… Dlaczego miałbym ci
pomagać? Układ który jest obecnie bardzo mi się podoba… Któryś z nich wygra i
będę miał dziedzica…
- A jeśli dziedzic okaże się złym władcą? Nie lepiej mieć
wtedy kogoś na…hmm… wymianę?- Laufey parskną śmiechem.
- Sprytny jesteś… - król pokiwał głową. – Nawet bardzo
sprytny… No dobrze. Ale nie mogę przerwać walki. Jeśli się pozabijają to nie
będzie moja wina. Musiałby mieć miejsce bardzo nieprawdopodobny zbieg
okoliczności, aby twój plan się udał. No, ale przypuśćmy, że się uda. Od
śmierci z ręki Odyn uratuję go z łatwością, ale kto uratuje ciebie? – Narfi
uśmiechną się przebiegle.
- Sam się uratuję… Z twoją pomocą….
******
Loki obudził się w nocy. Nic dziwnego każdy by się
obudził gdyby przyśniła mu się własna śmierć… Kłamca usiadł na łóżku i oparł
się o ścianę. Zaczął myśleć o tym co powiedział Gran. Dał się przyskrzynić
Odynowi? Czy to możliwe? Brunet pokręcił głową. Skoro bierze udział w tym
przeklętym Turnieju i boi się sprzeciwić temu starcowi to chyba tak. Odynowi
się udało. Zielonooki spuścił głowę. Udało mu się? Czyżby jeden z najlepszych
kłamców i czarnych magów w dziewięciu światach dał się „oswoić„ Władcy Asgardu.
Temu władcy do którego czuł nienawiść i pogardę? Temu który oszukiwał go przez
całe życie? Nie.. To nie mogła być prawda. Laufeyson nie mógł na to pozwolić i
cokolwiek mówił Gran mylił się. Loki jest tym dawnym Kłamcą nadal nim jest i
zamierza to dziś udowodnić!
Wstał i nalał
sobie herbaty z powrotem usiadł na łóżku. Otulił się kołdrą i do rana tak
przesiedział.
******
Kłamca wyszedł na arenę. Piasek był pokryty lodem,
widocznie jego przeciwnik liczył, że utrudni mu to walkę. Errwartung stał już z
lodowym mieczem w ręku. O ścianę z tyłu opierał się jego patron, Gran też
wyszedł. Loki wziął głęboki oddech miał plan, ale i tak wymagał powalenia
przeciwnika. Brunet staną w rozkroku i przywołał sztylet. Przeciwnicy zmierzyli
się wzrokiem i podeszli bliżej.
- Niech wygra najlepszy… - mruknął Jotun. Kłamca zmrużył
oczy i kiwnął głową.
Ignis
obserwował walkę z loży królewskiej, jego ręka coraz mocniej zaciskała się na
oparciu tronu Odyna, o który się opierał. Zamkną oczy, naprawdę nie chciał na
to patrzeć. Znał Lokiego wystarczająco długo aby wiedzieć, że Kłamca mimo
doskonałej prezencji nie był w dobrym stanie. Popełniał podręcznikowe błędy. W jego
prawym ramieniu tkwił lodowy sztylet utrudniający ruchy. Jotun wykonał
gwałtowny ruch ręką, Loki nie zdążył się obronić i wylądował na drzwiach obok
Grana. Patron szybkim ruchem wyszarpną mu sztylet z ramienia i poniósł Kłamcę
do pionu.
- Mam nadzieję, że masz plan… - szepnął blondyn i pchnął
zielonookiego na środek areny. Loki odrzucił swoje sztylety na bok i rozpalił
ręce. Od tego momentu walczył już tylko ogniem i zaklęciami. Była to dobra
decyzja. Choć Lodowych olbrzymów nie da się rozpuścić to oparzenia odczuwają
oni dotkliwiej niż inne istoty. Kłamca zaczął atakować i walczyć gwałtownie.
Erwartung opadł na kolana. Nie miał już siły unieść ciężkiego miecza ręce i
klatkę piersiową miał poparzone. Pochylił głowę, poniósł miecz nad głowę tak
aby ostrze spoczywało na jego dłoniach. Loki wziął miecz. Ręce Jotuna opadły
bezwładnie, książę czekał na ostateczny cios, ale nic takiego nie nastąpiło.
Usłyszał trzask przełamywanej broni. Podniósł wzrok ze zdziwieniem. Zobaczył
miecz połamany na dwie części. Loki wyprostował się i unosząc dumnie głowę
spojrzał w stronę loży królewskiej.
- Tak was to bawi!? – krzyknął rozglądając się na około. –
Tak was bawi zabijanie? To żałosne… Zwiecie się królami, książętami, wojownikami,
elitami królestw, a jesteście mordercami. Nazywacie nas zdrajcami, kłamcami,
złodziejami i hańbą dziewięciu światów, a sami nie jesteście lepsi. Pobawmy się
w moją grę. Sprawdźmy jak daleko potraficie się posunąć. – Kłamca spojrzał w
stronę loży. – Jego życie należy do was jeśli macie ochotę go zabić nie będę
przeszkadzał. Ja nie będę brać w tym udziału. – skłonił się i zostawił
zszokowanego Errwartunga samego na arenie. Gran z uśmiechem opierał się o
ścianę.
- To było coś… - mruknął. – Masz jakiś plan żeby Odyn cię
nie zabił?
- Nie… Niestety… - Loki opuścił teren areny i skierował
się do pałacu. Tam natkną się na Odyna.
- Mogłeś go zabić, ale nie zawsze musisz robić coś po
swojemu. Teraz pożałujesz… - sykną król. – skażę na śmierć twoją rodzinę i ciebie… - Po ciele Lokiego
przeszedł dreszcz,otwierał usta żeby coś powiedzieć, ale przerwał mu głos
Laufeya.
- Nie masz prawa wydać na niego wyroku śmierci Odynie
Wszechojcze.
- Jak to? – Kłamca dostrzegł Narfiego stojącego za królem
Jotunheimu.
- Loki Laufeyson nigdy nie był obywatelem Asgardu
najpoważniejszy wyrok jaki możesz na niego wydać to banicja.
- Możesz udowodnić, że jest obywatelem innego świata?
- Tak. Mam jego akt urodzenia. – Odyn zacisnął zęby.
- Ale on jest obywatelem Asgardu. – Wszechojciec spojrzał
z nienawiścią na Narfiego.
- Na twoim miejscu bym tego nie robił, chyba że…
- Chyba, że…? – Laufey pstrykną palcami. Na korytarz
weszło dwóch jego strażników prowadzących zakutego Thora.
- Chyba, że chcesz stracić pierworodnego. – Odyn zdębiał ,
a na usta Lokiego wpełzł mimowolny uśmiech. – Och… Wszechojcze jesteś
przekonany, że twe zaklęcia są nie do złamania, a twój ród niepokonany. Jednak
wystarczy trochę talentu i sprytu aby zarówno twoje zaklęcia jak i twoja potęga
roztrzaskały się w drobny mak. Mam propozycję: życie za życie i … - w ręku
Narfiego pojawił się Mjolnir. – relikwia za relikwie. – Odyn nie był jedyną
zaszokowaną osobą w pomieszczeniu. Loki patrzył na Narfiego z szeroko otwartymi
oczami. Chłopak wzruszył ramionami i uśmiechną się niewinnie. Wszechojciec
oparł się o ścianę.
- Dobrze… Wygrałeś… Ignisie! – doradca podszedł do króla
i skłonił się.
- Panie.
- Każ przynieść szkatułę. – rudowłosy kiwną głową. Chwilę
później wrócił ze szkatułą. Dokonano wymiany. Laufey uśmiechną się.
- Miło się z tobą robi interesy…
******
Loki siedział w lodowej komnacie. Odchylił głowę do tyłu
i przymknął oczy. Nawet nie zauważył kiedy do komnaty wszedł Narfi. Chłopak
usiadł Kłamcy na kolanach i wtulił się w niego.
- Tato… - jękną. Zielonooki otworzył oczy i otarł łzy z
policzków syna.
- Oglądałeś Turniej prawda?
- Przepraszam… - Loki westchną cicho.
- Już dobrze… To już koniec… koniec – Narfi kiwną głową i
skulił się.- Spokojnie… - Po kilku minutach chłopak zasną. Kłamca uśmiechną się
lekko. Nie wybaczyłby sobie gdyby Narfiemu się coś stało z jego winy. Podniósł
chłopaka i położył go na swoim łóżku. – Na szczęście koniec…
******
Pięć lat później po śmierci Laufeya Loki został najpotężniejszym
królem Mroźnej Krainy jakiego kiedykolwiek znano. Połączył w jedno Savaratheim,
Muspellheim i Jotunheim, te krainy zwane były od tej pory Trójświatem
Olbrzymów. Dopiero kiedy Kłamca objął tron Odyn zrozumiał jak wielki
błąd popełnił. Dobrze było mieć Lokiego za sojusznika, ale Kłamca odmawiał
zawarcia paktu z Asgardem. Co prawda nie wszczynał wojny, ale nie miał zamiaru
układać się z Odynem. Wszechojciec wiele razy starał się pozyskać zaufanie
Lokiego, ale nie udało mu się ani jemu, ani po jego abdykacji Thorowi, bo
chociaż Kłamca nie chował już urazy do przybranego brata to za nic w świecie
nie zawarłby sojuszu z Asgardem. Kłamca rządził razem z Erwartungiem. Młodszy
Laufeyson był wspaniałym strategiem. Zazdrościł bratu władzy, ale nigdy nie
ośmielił się pójść tak daleko jak Loki w dążeniu do władzy. Loki Laufeyson zginą w bitwie o Jotunheim w dziesiątym roku swojego panowania. Zginął jako bohater.
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Bracia
Z okazji Nowego Roku (Tak wiem to dopiero w środę, ale nie będę miała kiedy wstawić ) publikuję opowiadanie "Bracia" które jest trzecią częścią " Poświęcenia" Hahah muszę jakoś nazwać całe to opowiadanie, gdyż ta część nie jest ostatnia. Mam nadzieję, że się spodoba, liczę na komentarze, nie przedłużając Zapraszam:
Do Turnieju zostało parę dni, Kłamca powinien zachować spokój i opanowanie, ale wcale tak nie było. Gdyby ktoś od tak przypadkiem spotkał Lokiego na korytarzu pałacu powiedziałby, że jest to jeden z najspokojniejszych ludzi jakich kiedykolwiek widział. Brunet potrafił oszukać wielu lecz nadal w Asgardzie pozostawały przynajmniej cztery osoby, które były w stanie przejrzeć Lokiego w mniej niż minutę. Nie trudno było się domyślić, że tymi osobami byli: Ignis, Odyn, Gran i ku największej irytacji Lokiego -Thor. Zielonooki unikał Gromowładnego jak tylko mógł, ale trudno było się od niego uwolnić. Blondyn ciągle nachodził Kłamcę, nawet pomimo że Loki go obrażał, wyzłośliwiał się i rzucał na niego najbardziej bolesne i nieprzyjemne zaklęcia. Thor ciągle wracał. Brunet za każdym razem był okrutniejszy, a mimo to blondyn się nie zniechęcał.
*********
Loki wyszedł na arenę z podniesioną głową i dumnie wyprostowany. Nie miał na sobie swojego zielono złotego stroju. Jego ubranie miało jednolitą czarną barwę. Zrezygnował z naszywki z herbem Asgardu. Całe odzienie uszyte było z materiałów nie palnego i przepuszczającego magię. Dzięki temu Kłamca mógł spokojnie założyć skórzane rękawiczki. Chociaż Gran zarzucił mu, że zachowuje się jak młoda panienka to Loki nie odrzucił tej części garderoby. Brunet uważnie zlustrował całą arenę. Z boku stali zawodnicy, którzy już się zaprezentowali. Trybuny były podzielone na siedem części. W założeniu każde z części miała być zajmowana przez obywateli danego świata, ale oczywiści nikt nie zastosował się do tej zasady. W części Asgardzkiej Loki dostrzegł Doktora Strange'a. Kiwnął mu głową, zastanawiając się jak ten Midgardzki mag się tu dostał. Czarodziej odwzajemnił gest i wzruszył ramionami jakby czytając w myślach Kłamcy i Loki wcale by się nie zdziwił gdyby się okazało że własnie to zrobił. Brunet wziął głęboki oddech i stanął przed lożami królewskimi. Siedem tronów, siedmiu królów, siedmiu doradców... Od lewej Władczyni Muspellheimu : Królowa Astala, Laufey, Malekith z mniej morderczym wyrazem twarzy niż zwykle, Faron - Król Wanaheimu, Odyn, Zawsze idealnie wyglądający Afaren - Król Alfheimu i Brokk - Włsadca Nirvadellu. Posadzić elfa i krasnoluda obok siebie? Odyn to samobójca, przecież oni przy najbliższej okazji skoczą sobie do gardeł.
Kłamca skłonił się i rozpalił oba żywioły. Tak na prawdę nikt prócz Odyna i Laufeya nie wiedział, że Loki nie jest asgardczykiem. Wszechojciec nie wiedział o planach użycia obu żywiołów, nie wiedział, że jego największa tajemnica wyjdzie dziś na jaw, bo za każdym razem gdy Kłamca korzystał z lodu jedna połowa jego twarzy zmieniała barwę na błękitną. Loki zrobił gwałtowny obrót. Żywioły zaczęły wirować w okół niego. Brunet był w środku. On widział tylko ogień i kryształki lodu. Widownia ujrzała potężną, uskrzydloną bestię. Ostre lodowe kły iskrzyły się w słońcu, mocne skrzydła rozciągały się nad całą polem areny. Kłamca wykonał gwałtowny ruch ręką. Smok wzbił się w powietrze, zionął ogniem i przeleciał nad widownią. Reakcja była natychmiastowa niektórzy pochylili się z przestrachem, inni patrzyli na bestię z nieskrywanym podziwem, a Astala i Laufey wpatrywali się w Lokiego ze wściekłością. Smok powoli zaczął się zmniejszać aż w końcu stanął na wzniesieniu nad areną obok innych podobizn zwierząt. Brunet skłonił się jeszcze raz. Na trybunach rozległy się oklaski, nawet zawodnicy i Królowie innych krain, co prawda z niechęcią, ale klaskali. Błękitna barwa powoli schodziła z twarzy Lokiego. Dostrzegł to Erwartung i z zaszokowanie przyglądał się zawodnikowi Asgardu. Zielonooki stanął obok niego.
- Kim jesteś? - Jotun spojrzał na niego.
- Twoim bratem. - odpowiedział Loki.
- Nie kpij. - warknął młodszy Laufeyson.
- Nie śmiał bym. - Kłamca obdarzył go chłodnym spojrzeniem. - A tak przy okazji. Ojczulek musiał się na ciebie nieźle wkurzyć, że posłał cię do zawodów...
- Nie wiem czemu to zrobił powiedział tylko: " Niech wygra lepszy". - Loki zmrużył oczy i spojrzał na Laufeya, który uważnie obserwował synów. Król uśmiechnął się drapieżnie do Kłamcy. Brunet natychmiast pojął plan Króla.
- Pomyśl książę. Skoro jestem tu ja i jesteś tu ty...
- Teraz rozumiem. - mruknął ponuro Erwartung i spojrzał na brata. - Niech wygra lepszy. - Loki kiwnął mu głową.
Minęło piętnaście minut zanim wszyscy przedstawili swoje umiejętności. Przyszedł czas na pierwszą część turnieju. Jak trafnie nazwał to Gran : jatka. Wszyscy zawodnicy zmierzyli się wzrokiem.
- Zanim zaczniemy. - odezwał się krasnolud. - Ktoś ma ochotę się poddać ? Zapewniam szybką śmierć. - zawodnicy spojrzeli na niego wściekle. Ta propozycja była jak najbardziej na miejscu, ale mimo wszystko Loki i reszta czarnoksiężników poczuli się urażeni.
- Trzeba było tego nie mówić. - warknął elf i rzucił się na krasnoluda. Nie było żadnych zasad. Kłamca walczył właśnie z Muspellem i doszedł do wniosku, że zdecydowanie nie chciałby spotkać się z nim na arenie. Najgorsze było chyba to, że wyglądało na to że Loki ma skręconą rękę. Odwrócił się gwałtownie aby uniknąć ciosu i miał duże szczęście. Lodowy sztylet zamiast trafić w jego szyję, przeleciał raniąc go boleśnie w policzek i na koniec wbijając się w ramię Muspella. Brunet spojrzał na Jotuna stojącego kilka metrów przed nim.
- Nie ładnie atakować kogoś od tyłu. - Erwartung uniósł lekko brew.
- Doprawdy? - Loki przywołał sztylet i stanął w rozkroku. Nagle rozległ się dźwięk gongu. Wszyscy przerwali walkę i rozejrzeli się dookoła. Krasnolud leżał martwy na piachu nad nim stał elf. Kłamca znów spojrzał na Jotuna.
- Wygląda na to, że będziemy musieli przełożyć naszą walkę.
- Obyśmy się jeszcze spotkali. - Loki odwrócił się w stronę drzwi prowadzących do jego pomieszczeń. Były otwarte. Schował nóż, krzywiąc się. Miał nadzieje, że Gran naprawi mu tą rękę do jutra. Wszedł do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi.
- Siadaj. - usłyszał krótkie polecenie, nie protestował. Usiadł na łóżku. Gran podszedł do niego i uniósł jego podbródek, żeby bliżej przyjrzeć się ranie na policzku. Kłamca skrzywił się lekko.
- Myślę, że ręka stanowi poważniejszy problem.
- To ja tu jestem medykiem, prawda? - Patron podszedł do blatu stołu i podał Lokiemu kubek. - Wypij to.
- Co to?
- Po prostu to wypij. - Gran podszedł z powrotem do bruneta i zaczął oglądać jego rękę. - Muszę ci ją nastawić...
- Rób co chcesz. - Kłamca skrzywił się kiedy Gran mocno pociągną jego rękę. Wziął łyk płynu i wypluł go z niesmakiem. - Co to!?
- Nie musisz wiedzieć, musisz to wypić.- Loki przełknął płyn.
- Mówiłem ci już, że cię nienawidzę?
- Tak. Przyjąłem to do wiadomości. Pij to.
*******
Narfi obserwował arenę z balkonu swej komnaty. Mimo prośby ojca obserwował Turniej. Niektórzy powiedzieliby, że można się było tego po nim spodziewać w końcu jest synem Kłamcy. Cóż... gwoli ścisłości Narfi nigdy nie powiedział "obiecuję".
Do Turnieju zostało parę dni, Kłamca powinien zachować spokój i opanowanie, ale wcale tak nie było. Gdyby ktoś od tak przypadkiem spotkał Lokiego na korytarzu pałacu powiedziałby, że jest to jeden z najspokojniejszych ludzi jakich kiedykolwiek widział. Brunet potrafił oszukać wielu lecz nadal w Asgardzie pozostawały przynajmniej cztery osoby, które były w stanie przejrzeć Lokiego w mniej niż minutę. Nie trudno było się domyślić, że tymi osobami byli: Ignis, Odyn, Gran i ku największej irytacji Lokiego -Thor. Zielonooki unikał Gromowładnego jak tylko mógł, ale trudno było się od niego uwolnić. Blondyn ciągle nachodził Kłamcę, nawet pomimo że Loki go obrażał, wyzłośliwiał się i rzucał na niego najbardziej bolesne i nieprzyjemne zaklęcia. Thor ciągle wracał. Brunet za każdym razem był okrutniejszy, a mimo to blondyn się nie zniechęcał.
Loki skulił się pod kołdrą, po policzkach płynęły mu łzy. Powinno być dobrze, a jednak nie było.
Kłamca wiele by dał żeby to wszystko to był tylko zły sen. Chciał obudzić się rano, właśnie w tym łóżku, przed atakiem na Nowy Jork, przed tym wszystkim. Chciał po prostu mieć spokój. Nagle rozległo się pukanie.
- Loki...? - brunet wziął głęboki oddech.
- Odejdź Thor! - wiele kosztowało go to aby głos mu się nie załamał.
- Bracie proszę. Chcę porozmawiać, chcę cię zobaczyć... Proszę. - Kłamca wstał.
- Proszę bardzo! - warknął. Otworzył gwałtownie drzwi. - Teraz mnie widzisz! - Thorowi ukazał się obraz dość żałosny. Oczy Lokiego były zaczerwienione od płaczu, a na policzkach były mokre ślady. Ciemne kosmyki włosów Kłamcy wysunęły się z niedbale zawiązanego kucyka. Jego komnata nie przedstawiała się lepiej, wszystko było zniszczone i po przewracane. Na podłodze było szkło, a na szafce stały puste butelki po miodzie. - Zadowolony? Widzisz mnie. - blondyn był przerażony.
- Loki... - Thor wszedł powoli do komnaty. - Loki... - Gromowładny spojrzał na brata, przytulił go. Kłamca szarpał się, kopał, ale blondyn go nie puścił. - Loki.
- Nienawidzę cię! - brunet uderzył w klatkę piersiową Thora. - Nienawidzę...-szepną.
- Bracie proszę, błagam przestań. - blondyn usiadł na łóżku ciągnąc za sobą Lokiego. - proszę. Zielonooki jakby wahał się przez chwilę, nakrył się pierwszą rzeczą jaką znalazł pod ręką - peleryną Thora, wszedł mu na kolana i oparł się o niego.
- Nadal cię nienawidzę. - mruknął.
- Nie wierzę ci. Już nigdy ci nie uwierzę.
- Zmądrzałeś... - uśmiechną się smutno Loki.
- Dlaczego się na to zgodziłeś? Po co? Przecież to... Byłeś wolny, czemu nie uciekłeś? - brunet pociągnął nosem.
- Jednak nadal jesteś idiotą. - mokre od łez zielone oczy przyjrzały się Thorowi. - Mam syna. Kocham go. Nie chcę żeby został sam, ale teraz... teraz... co jeśli zginę. Bracie ja się boję. - szepnął. Blondyn przytulił go mocno. Odpiął pelerynę i otulił nią Lokiego.
- Spokojnie, nie wiem jak ci pomóc. Nie mogę nic zrobić. Mogę jedynie cię wspierać, ale musisz mi na to pozwolić... - Kłamca wstał powoli, zabierając pelerynę. Spojrzał przed siebie po czym odwrócił się przodem do Thora. Uśmiechnął sztucznie, ledwo powstrzymywał łzy.
- Wiesz...?Jestem skończonym kretynem. - brunet wybuchnął płaczem. Gromowładny wstał i objął brata. - Przepraszam. Tak bardzo przepraszam...- szepnął Loki.
*********
- Jeszcze raz! - krzyknął rozbawiony Gran.
- Wystarczy - mruknął Loki gasząc płomień na rękach.
- Oj, nie odmawiaj mi tej przyjemności chce to zobaczyć jeszcze raz.
- Zobaczysz. Na Turnieju, za dwa dni. - Gran westchnął ciężko.
- Jak chcesz... To zabieramy się za teorie. - czarnoksiężnik zatarł ręce. Przed Lokim pojawiła się magiczna makieta areny. Gran po kolei wskazywał na części areny i mówił kto lub co tam się znajduję. Pokazywał słabe punkty areny, opowiadał o zawodnikach i zasadach Turnieju.
- Po co mówisz mi to wszystko...
- Pomoże ci to przeżyć, wierz w to albo nie, ale jestem twoim Patronem i uważam że to wszystko ci się przyda. - Kłamca westchnął ciężko.
- Co mnie podkusiło żeby cię wybrać..
- Kiedyś mi podziękujesz. Siedź cicho i słuchaj. Turniej trwa cztery dni. Pierwszy dzień to jatka. Dosłownie. Każdy ma możliwość zabicia każdego. Po śmierci jednego zawodnika przerywa się walkę. Przez kolejne dni losuje się pary. Każdego dnia walczysz jeden raz. Jeśli wala trwa dłużej niż 15 min. przerywa się ją na pięć minut i wznawia się z powrotem. Jeszcze jedno. Każdy czarny mag uważa ten Turniej za obrazę najgorszego stopnia. Żaden z twoich przeciwników nie będzie zadowolony, że tu jest. Wykorzystaj to. Nie radzę zawierać sojuszy.
*********
- Loki musimy już iść, - Kłamca rozglądał się gorączkowo.
- Nie. Muszę jeszcze...
- Nie czas na sentymenty, Loki! - warknął Gran. Brunet odepchnął Patrona.
- Czekaj na mnie! - Zielonooki pobiegł w stronę komnat. Wpadł do pokoju syna. Chłopak siedział na łóżku wpatrzony przed siebie. Loki podbiegł do niego i przytulił go. Narfi otrząsnął się z otępienia.
- Tato... - brązowe oczy spojrzały z żalem na Kłamcę. Po policzkach chłopaka płynęły łzy. Loki otarł je.
- Spokojnie...
- Nie chcę żebyś tam szedł. - jęknął chłopak. Zielonooki uśmiechną się smutno.
- Obawiam się, że teraz już nie mogę zrezygnować...- szepną - Narfi...obiecaj mi jedno. Nie będziesz oglądał Turnieju. Proszę. - Narfi pokiwał głową.
- Nie chcę żebyś tam szedł. - jęknął chłopak. Zielonooki uśmiechną się smutno.
- Obawiam się, że teraz już nie mogę zrezygnować...- szepną - Narfi...obiecaj mi jedno. Nie będziesz oglądał Turnieju. Proszę. - Narfi pokiwał głową.
- Nie będę - szepnął - Nawet nie miałem takiego zamiaru. - Loki przytulił go mocno.
- To dobrze. Bardzo dobrze,
- Ale ty dotrzymasz obietnicy. - to nie było pytanie i Kłamca bardzo chciał dotrzymać danego słowa, tylko kiwną głową. - Powinieneś już iść...- szepnął Narfi.
- Powinienem. Nawet muszę. Kocham cię. - Kłamca wstał i spojrzał na syna. - Żegnaj.
- Do zobaczenie. - powiedział Narfi z naciskiem - I powodzenia. - Loki kiwnął głową.
Kłamca wyszedł z komnaty i pobiegł w stronę areny. W pomieszczeniu przygotowanego dla zawodnika Asgardu zastał Grana.
Kłamca wyszedł z komnaty i pobiegł w stronę areny. W pomieszczeniu przygotowanego dla zawodnika Asgardu zastał Grana.
- Jeszcze raz zrobisz mi taki numer a przysięgam przeciwnicy będą twoim najmniejszym problemem-warkną czarnoksiężnik.
- Przegapiłem coś?
- Ognistego Feniksa, jakieś bliżej nieokreślone coś, nawet nieźle zrobionego Sfinksa i Lodowego Feniksa - majstersztyk. Niedługo wchodzisz.-. Nagle rozległ się dźwięk gongu. - Wchodzisz. - Kłamca wziął głęboki oddech. Gran otworzył przed nim drzwi. - Teraz już nie ma odwrotu.
*********
Loki wyszedł na arenę z podniesioną głową i dumnie wyprostowany. Nie miał na sobie swojego zielono złotego stroju. Jego ubranie miało jednolitą czarną barwę. Zrezygnował z naszywki z herbem Asgardu. Całe odzienie uszyte było z materiałów nie palnego i przepuszczającego magię. Dzięki temu Kłamca mógł spokojnie założyć skórzane rękawiczki. Chociaż Gran zarzucił mu, że zachowuje się jak młoda panienka to Loki nie odrzucił tej części garderoby. Brunet uważnie zlustrował całą arenę. Z boku stali zawodnicy, którzy już się zaprezentowali. Trybuny były podzielone na siedem części. W założeniu każde z części miała być zajmowana przez obywateli danego świata, ale oczywiści nikt nie zastosował się do tej zasady. W części Asgardzkiej Loki dostrzegł Doktora Strange'a. Kiwnął mu głową, zastanawiając się jak ten Midgardzki mag się tu dostał. Czarodziej odwzajemnił gest i wzruszył ramionami jakby czytając w myślach Kłamcy i Loki wcale by się nie zdziwił gdyby się okazało że własnie to zrobił. Brunet wziął głęboki oddech i stanął przed lożami królewskimi. Siedem tronów, siedmiu królów, siedmiu doradców... Od lewej Władczyni Muspellheimu : Królowa Astala, Laufey, Malekith z mniej morderczym wyrazem twarzy niż zwykle, Faron - Król Wanaheimu, Odyn, Zawsze idealnie wyglądający Afaren - Król Alfheimu i Brokk - Włsadca Nirvadellu. Posadzić elfa i krasnoluda obok siebie? Odyn to samobójca, przecież oni przy najbliższej okazji skoczą sobie do gardeł.
Kłamca skłonił się i rozpalił oba żywioły. Tak na prawdę nikt prócz Odyna i Laufeya nie wiedział, że Loki nie jest asgardczykiem. Wszechojciec nie wiedział o planach użycia obu żywiołów, nie wiedział, że jego największa tajemnica wyjdzie dziś na jaw, bo za każdym razem gdy Kłamca korzystał z lodu jedna połowa jego twarzy zmieniała barwę na błękitną. Loki zrobił gwałtowny obrót. Żywioły zaczęły wirować w okół niego. Brunet był w środku. On widział tylko ogień i kryształki lodu. Widownia ujrzała potężną, uskrzydloną bestię. Ostre lodowe kły iskrzyły się w słońcu, mocne skrzydła rozciągały się nad całą polem areny. Kłamca wykonał gwałtowny ruch ręką. Smok wzbił się w powietrze, zionął ogniem i przeleciał nad widownią. Reakcja była natychmiastowa niektórzy pochylili się z przestrachem, inni patrzyli na bestię z nieskrywanym podziwem, a Astala i Laufey wpatrywali się w Lokiego ze wściekłością. Smok powoli zaczął się zmniejszać aż w końcu stanął na wzniesieniu nad areną obok innych podobizn zwierząt. Brunet skłonił się jeszcze raz. Na trybunach rozległy się oklaski, nawet zawodnicy i Królowie innych krain, co prawda z niechęcią, ale klaskali. Błękitna barwa powoli schodziła z twarzy Lokiego. Dostrzegł to Erwartung i z zaszokowanie przyglądał się zawodnikowi Asgardu. Zielonooki stanął obok niego.
- Kim jesteś? - Jotun spojrzał na niego.
- Twoim bratem. - odpowiedział Loki.
- Nie kpij. - warknął młodszy Laufeyson.
- Nie śmiał bym. - Kłamca obdarzył go chłodnym spojrzeniem. - A tak przy okazji. Ojczulek musiał się na ciebie nieźle wkurzyć, że posłał cię do zawodów...
- Nie wiem czemu to zrobił powiedział tylko: " Niech wygra lepszy". - Loki zmrużył oczy i spojrzał na Laufeya, który uważnie obserwował synów. Król uśmiechnął się drapieżnie do Kłamcy. Brunet natychmiast pojął plan Króla.
- Pomyśl książę. Skoro jestem tu ja i jesteś tu ty...
- Teraz rozumiem. - mruknął ponuro Erwartung i spojrzał na brata. - Niech wygra lepszy. - Loki kiwnął mu głową.
Minęło piętnaście minut zanim wszyscy przedstawili swoje umiejętności. Przyszedł czas na pierwszą część turnieju. Jak trafnie nazwał to Gran : jatka. Wszyscy zawodnicy zmierzyli się wzrokiem.
- Zanim zaczniemy. - odezwał się krasnolud. - Ktoś ma ochotę się poddać ? Zapewniam szybką śmierć. - zawodnicy spojrzeli na niego wściekle. Ta propozycja była jak najbardziej na miejscu, ale mimo wszystko Loki i reszta czarnoksiężników poczuli się urażeni.
- Trzeba było tego nie mówić. - warknął elf i rzucił się na krasnoluda. Nie było żadnych zasad. Kłamca walczył właśnie z Muspellem i doszedł do wniosku, że zdecydowanie nie chciałby spotkać się z nim na arenie. Najgorsze było chyba to, że wyglądało na to że Loki ma skręconą rękę. Odwrócił się gwałtownie aby uniknąć ciosu i miał duże szczęście. Lodowy sztylet zamiast trafić w jego szyję, przeleciał raniąc go boleśnie w policzek i na koniec wbijając się w ramię Muspella. Brunet spojrzał na Jotuna stojącego kilka metrów przed nim.
- Nie ładnie atakować kogoś od tyłu. - Erwartung uniósł lekko brew.
- Doprawdy? - Loki przywołał sztylet i stanął w rozkroku. Nagle rozległ się dźwięk gongu. Wszyscy przerwali walkę i rozejrzeli się dookoła. Krasnolud leżał martwy na piachu nad nim stał elf. Kłamca znów spojrzał na Jotuna.
- Wygląda na to, że będziemy musieli przełożyć naszą walkę.
- Obyśmy się jeszcze spotkali. - Loki odwrócił się w stronę drzwi prowadzących do jego pomieszczeń. Były otwarte. Schował nóż, krzywiąc się. Miał nadzieje, że Gran naprawi mu tą rękę do jutra. Wszedł do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi.
- Siadaj. - usłyszał krótkie polecenie, nie protestował. Usiadł na łóżku. Gran podszedł do niego i uniósł jego podbródek, żeby bliżej przyjrzeć się ranie na policzku. Kłamca skrzywił się lekko.
- Myślę, że ręka stanowi poważniejszy problem.
- To ja tu jestem medykiem, prawda? - Patron podszedł do blatu stołu i podał Lokiemu kubek. - Wypij to.
- Co to?
- Po prostu to wypij. - Gran podszedł z powrotem do bruneta i zaczął oglądać jego rękę. - Muszę ci ją nastawić...
- Rób co chcesz. - Kłamca skrzywił się kiedy Gran mocno pociągną jego rękę. Wziął łyk płynu i wypluł go z niesmakiem. - Co to!?
- Nie musisz wiedzieć, musisz to wypić.- Loki przełknął płyn.
- Mówiłem ci już, że cię nienawidzę?
- Tak. Przyjąłem to do wiadomości. Pij to.
*******
Narfi obserwował arenę z balkonu swej komnaty. Mimo prośby ojca obserwował Turniej. Niektórzy powiedzieliby, że można się było tego po nim spodziewać w końcu jest synem Kłamcy. Cóż... gwoli ścisłości Narfi nigdy nie powiedział "obiecuję".
środa, 24 grudnia 2014
Jemioła
Nie wiem jak to wyszło :D Sami oceńcie i powiedzcie: czy jesteście zadowoleni z prezentu ?
Do Wigilii zostało jeszcze kilka dnie, ale Stark Tower całe było już poobwieszane ozdobami zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz. W środku we wszystkich pokojach, nawet w laboratoriach królowała jemioła. Tak, to był diaboliczny plan Tonego Starka te święta będą baaardzo ciekawe, tylko trzeba będzie wytłumaczyć wszystko asgardczykom. Thor zapowiedział, że przybędzie z przyjaciółmi. W g głębi duszy Tony liczył na jakiś mały między galaktyczny romansik, Podobno Lady Sif jest niczego sobie.
wszystko było gotowe, teraz pozostało najtrudniejsze - czekać. Dla Tonego czekanie było istną męczarnią. Lecz w końcu nadszedł 24 grudnia. Wszyscy prócz asgardczyków już przybyli. Niestety Tony został ostrzeżony przez Natashę, że jeśli opowie gościom o tradycji z jemiołą to ona napuści na niego Hulka. Nie żeby Tony się bał. To przecież absurdalne, on w ogóle się nie bał... Ale wolał ostatnio unikać wściekłego Bannera. Uginając się pod szantażem milioner musiał zrezygnować ze swojego planu. Szkoda...
Nagle na środku salonu pojawił się Thor i jego przyjaciele. Tony przyjrzał im się uważnie. Thor zdecydowanie przesadzał co do Lady Sif. Oprócz niej przybyło jeszcze trzech mężczyzn...Nie! Czterech. Milioner zobaczył Lokiego. Pewnie ich ulubione blond bóstwo zapomniało wspomnieć, że zabiera brata. No bo przecież to taki drobiazg...
W sumie na początku Tony nawet nieźle się bawił, ale szybko zaczęło go to wszystko nużyć. Kiedy Thor zapytał do czego służy ta roślina podwieszona pod sufitem, w sercu milionera zapalił się płomyk nadziei ale szybko zgasiła go Natasha mówiąc, że to tylko ozdoba. Doszło do tego, że Tony zaczął bliżej zaprzyjaźniać się z butelką Whisky. Niestety ta widocznie uznała milionera za niegodnego jej towarzystwa bo bardzo szybko się skończyła. Brązowooki rozglądał się w poszukiwaniu jej koleżanki. Traf chciał, że stała na stoliku obok kanapy gdzie zajął miejsce pewnie zielonooki brunet i Tonego zaczynało to już irytować, miał wrażenie że te zielone tęczówki śledzą każdy jego ruch.
Milioner wstał i skierował się w stronę stolika. Po prostu szybko zgarnie butelkę i odejdzie, Kidy sięgnął po alkohol poczuł jak ktoś mocno łapie go za nadgarstek.
- Nie za dużo pijesz, Stark? - Loki podniósł nie niego wzrok.
- Nie twoja sprawa. - warkną Tony próbując wyrwać rękę z uścisku, co na niewiele się zdało. Loki wstał powoli i spojrzał milionerowi w oczy.
- Masz rację śmiertelniku to nie moja sprawa... - mrukną ciągle trzymając nadgarstek milionera.
- Czego chcesz? - brunet był nie na żarty zdenerwowany, człowiek który przed nim stoi zniszczył kilka miesięcy temu niezłą część Nowego Jorku. Zaraz... Czy Loki nie powinien siedzieć w jakiejś celi czy coś takiego? Kłamca uśmiechnął się niepokojąco szczerze.
- Midgardzkie zwyczaje są mi lepiej znane niż Thorowi...- oczy bruneta powędrowały ku górze, Tony powtórzył ten gest i spostrzegł jemiołę. Po chwili spojrzał na Lokiego, błysk w zielonych oczach utwierdził go tylko w przekonaniu,że jest już zgubiony.
- Nie zro... - wypowiedź przerwały mu chłodne usta atakujące jego własne. Loki wplótł swoje palce we włosy milionera i objął go drugą ręką nie pozwalając mu się odsunąć. Tony rozpływał się pod dotykiem Kłamcy. Sam nie do końca wiedział dlaczego. To po prostu było nowe, niesamowite i... i ... nie do opisania... W końcu oderwali się od siebie, ale zielonooki nie zabrał rąk.
- Loki wszyscy się na nas gapią - wydyszał cicho milioner.
- No to zaszokujmy ich jeszcze bardziej... Gdzie jest sypialnia? - Tony nie protestował. Wręcz przeciwnie kiedy dotarło do niego znaczenie słów Lokiego szybko obrócił się i pociągnął go w stronę sypialni. To była na prawdę ciekawa Wigilia...
*****
- Bracie! Loki!? - krzyknął Thor podnosząc się z kanapy, na której widocznie spędził noc Pewnie za dużo wypił. - Przyjacielu Jarvis gdzie mój brat?
- Zdaję się, że w sypialni Pana Starka, - odpowiedział S.I
- Zaprowadź mnie tam. - kiedy Gromowładny stanął przed właściwymi drzwiami, złapał za klamkę i pociągną, nie były zamknięte. Wszedł do środka, zobaczył Tonego leżącego na kimś. już w tym momencie blondyn zaczynał mieć złe przeczucia.
- Loki?- zapytał niepewnie. osoba pod milionerem drgnęła i próbował się podnieść, ale zaprzestała po kilku nieudanych próbach.
- Anthony, złaź! - Thor usłyszał głos brata. Stark mruknął coś nie wyraźnie nie mając zamiaru rezygnować z tak wygodnego położenia. Loki zrzucił go szybkim ruchem. Zielonooki uniósł się na rękach i spojrzał na blondyna.
- Thor! Coś się stało? - Gromowładny zdębiał na widok Kłamcy. Loki oprócz opaski z pluszowymi rogami renifera i czerwonej obróżki z dzwoneczkami był kompletnie nagi. Brunet poprawił przekrzywioną opaskę, ziewnął i uśmiechnął się do Thora. - Braciszku, ja oczywiście nie mam nic przeciwko temu żebyś tak stał i się gapił, ale sam przyznasz że to trochę niegrzeczne szczególnie, że razem z Anthonym pozbyłem się kołdry... - minęło parę sekund zanim do Gromowładnego dotarło co Loki do niego mówi. Blondyn szybko przeniósł swój wzrok na inne części pokoju. - Więc co się stało?
- Ja... chciałem cię znaleźć...
- I znalazłeś. Coś jeszcze? - nagle błękitnooki usłyszał jęk Lokiego. - Stark... Anthony nie teraz.. Cholera gdzie z tymi łapami... - to był raczej słaby protest i Thor na prawdę nie chciał tego widzieć. Gromowładny szybko odwrócił się i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Loki roześmiał się siadając na Tonym okrakiem.
- Dla samej tej miny było warto... - powiedział po czym przygryzł wargę i spojrzał pożądliwie na Tonego - chociaż z chęcią kontynuowałbym naszą znajomość, Panie Stark.... - wymruczał cicho. Milioner przełknął ślinę.
- Cóż... nie widzę przeszkód...
Subskrybuj:
Posty (Atom)