wtorek, 14 kwietnia 2015

A teraz?

Oto kolejne opowiadanie krótkie, ale mam na dzieję, że wam się spodoba. Nie przedłużając zapraszam: 


A teraz? 


Czasami chciał zginąć… Osunąć się w ciemność, zapomnieć wszystko co się zdarzyło i dobre, i złe… Chociaż nie… Nie chciałby zapomnieć tego co dobre… Nigdy nie zapomni Frigg… Wieczorów kiedy przychodziła do niego, gdy nie mógł spać. Śpiewała mu kołysanki, opowiadała bajki i legendy. Wspomnienia… To było jedno z tych najpiękniejszych. Frigg… Tak bardzo ją kochał. Tak bardzo… A teraz? Stracił ją… Pozwolił jej odejść. Pozwolił aby ją zabito… To ona zawsze go wspierała, zawsze pomagała, podtrzymywała… A teraz? Teraz znów stacza się w otchłań… Został sam ze swoimi myślami , z demonami, które go niszczą… Niszczy sam siebie… Powoli, nieodwracalnie znika gdzieś dawny psotnik… Co ja mówię? On już dawno nie był tym psotnikiem… Tym trochę skrytym w sobie, ale uwielbiającym żarty młodym księciem Asgardu. Kiedyś taki był… A teraz? Stawał się takim jakim go widzieli, a jakim nigdy naprawdę nie był… Stawał się takim jakim widział go Odyn i mieszkańcy Asgardu, okrutnym, bezwzględnym drapieżnikiem, którą rządzą same instynkty. Wszechojciec popełnił jeden wielki błąd… Dzikich stworzeń nie zamyka się w klatce… Kłamca tak właśnie się czuł – jak zwierzę zamknięte w klatce. Miotał się po celi… Nie mógł tego wytrzymać. Najpierw dopadła go nuda potem, potem samotność, a potem… potem dopadło go szaleństwo. Tak dawno nie słyszał ludzkiego głosu, nie wiedział czy byłby w stanie jeszcze mówić… Kiedyś mówił… Nawet wiele… Kłamał, oszukiwał, opowiadał… Ach!… To były opowieści… Nie bez powodu nazywano go „Srebrnym językiem”… A teraz? Teraz najprawdopodobniej już nigdy nie przemówi… Stalowa nić zaciskała się na jego ustach, raniła go przy każdym najdrobniejszym ruchu. Kłamca był jak spętane i uwięzione w ciemnościach zwierzę. Przez pierwsze kilka miesięcy pozwolili mu chodzić wolno, ale kiedy w akcie zemsty zaczął uderzać zaklęciami w ściany aż cały pałac się trząsł. Przyszło dwóch… Przyparli go do ściany i przykuli łańcuchami. Kiedyś wyrwałby się z tych łańcuchów jednym zaklęciem… Wystarczyłby jeden ruch ręki… A teraz? Teraz nie miał już magii, odebrano mu ją… Zabrano mu wszystko co było kiedykolwiek dla niego ważne: Matkę, wolność, głos, magię… Odebrali mu kogoś kim kiedyś był… A może sam to sobie odebrał? Kiedyś był żywy… A teraz? Teraz jego serce nadal biło i wciąż oddychał, ale to nie było życie… Kiedyś był żywy… A teraz?

piątek, 27 lutego 2015

Historia lubi się powtarzać...

Witam! Oto nowe opowiadanie. Takie coś mi wyszło, Przepraszam za wszystkie błędy, jeśli jakieś są  :D Mam nadzieję, że wam się spodoba, czekam na waszą opinię i nie przedłużając zapraszam do czytania:

- To głupi pomysł! – krzykną brunet i staną w miejscu.
- Co jest Narfi? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że się boisz?
- Nie braciszku… Mówię tylko, że możemy zginąć. – uśmiechną się. – po za tym ojciec będzie zły. – Rozległ się kobiecy śmiech.
- I tak się tym przejmujesz…?
- Tak Misteltein. Przejmuje się. Jako Wszechojciec ma wystarczająco dużo problemów… Nasza nielegalna wyprawa do Jotunheimu przysporzy mu jeszcze więcej zmartwień. Po za tym… Zdajecie sobie sprawę, że jeśli nas złapią to mogą zrobić z nami co chcą? Jesteśmy na ziemiach i łasce króla tej krainy, a  tego co pamiętam to nie jest przychylny Asgardowi.
- Jak zwykle marudzisz…- mrukną zirytowany Askur. – Nie gadaj tyko chodź… Popatrzymy zabijemy paru olbrzymów i wrócimy. – Narfi popatrzył na brata z niedowierzaniem.
- Wiesz czasami zastanawiam się czy my na pewno jesteśmy spokrewnieni…
- Czemu?
- Nie radzę sobie za świadomością, że mam takiego idiotę w rodzinie… - usta Askura zacisnęły się w wąską kreskę. – Następca trony! Książę Askur! – szydził najmłodszy z braci. – Z chęcią zobaczę twój upadek… - Askur zacisną pięści, Misteltein położyła mu rękę na ramieniu.
- Chodźmy… - Narfi westchną i poszedł za nimi. Oczywiście kiedy tylko podeszli pod mury zostali pojmani.
- A nie mówiłem! – krzykną Narfi w przestrzeń.
- Zamknij się! – Warkną Askur. Zostali zaprowadzeni przed Króla. Na lodowym tronie siedział ktoś kto różnił się od innych olbrzymów jakich książęta dotąd widzieli. Był mniejszy od innych. Narfi pomyślał że gdyby nie miałby błękitnej skóry wyglądałby jak Asgardczyk. Król był dość wysoki miał długie czarne włosy. Jotun wstał i podszedł do młodych książąt.
-Kogo my tu mam? Synowie Wszechojca Thora. – zaśmiał się szyderczo – Przychodzenie tu było nie rozważne.
- Nic nam nie możesz zrobić!- krzykną Askur. Narfi pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Może. Jesteśmy na jego ziemi. Chyba już to mówiłem, prawda? – mrukną. Wzrok króla skierował się na młodszego z braci. Narfi miał wrażenie, że już kiedyś widział tego Jotuna, ale skąd mógł go znać. Król znów usiadł na tronie.
- Wasz brat ma racje. Jesteście na mojej ziemi. Co więcej jesteście tu bez mojej zgody i wiedzy.
- Nie ośmielisz się nam nic zrobić. Żądam… - przerwało mu prychnięcie. Król gwałtownie wstał z tronu, podszedł do Askura i zmusił go do uklęknięcia.
- Posłuchaj mnie rozwydrzony bachorze, bo nie będę się powtarzał. Nie życzę sobie abyś mnie obrażał… Patrz na mnie kiedy do ciebie mówię! – Askur nie podniósł wzroku. Król złapał go za włosy i podniósł jego głowę. Chłopak skrzywił się z bólu. – Tak lepiej. Jesteś na mojej ziemi. Twoje żądanie mnie nie obchodzą. Jesteś tak samo arogancki jak ojciec, jesteś takim samym ignorantem i głupcem. Ani jego ani tym bardziej twoja władza tu nie sięga. Okaż mi należny szacunek i przestań się unosić dumą a być może zamiast trafić do lochu poczekasz na przybycie ojca, który niechybnie się tu zjawi, w komnacie godnej króla. To się tyczy całej wasze trójki. – powiedział puszczając następcę tronu i spojrzał na Misteltein i Narfiego. Dziewczyna patrzyła na niego z nienawiścią, Narfi… Cóż Narfiemu bardzo się podobało to co przed chwilą zaszło, a ostatnie słowa króla go zaintrygowały. Jego przygłupie rodzeństwo pewnie nie skorzysta z propozycji ale on był bardziej niż zainteresowany. Askur wstał.
- Nie mam do ciebie szacunku. – warkną.
- Ani ja. – dodała księżniczka. Narfi przyglądał się przez chwilę królowi Mroźnej krainy, po chwili uklękną i pochylił głowę.
- Nie powinniśmy wkraczać na twoje tereny. Przyznaję się do błędu królu i proszę o azyl.
-Zdrajca! – krzykną Askur. Zarówno król jak i Narfi zignorowali go.
- Wstań. – przemówił Jotun. – Księciu nie godzi się klęczeć. Udzielę ci azylu. Unchain honum! – krzykną, Narfi został rozkuty. – Książę jest od dziś moim gościem. Ma prawo poruszać się po całym pałacu. – Król popatrzył na Askura i Misteltein. – Wtrącić ich do lochu. Sami wybraliście swój los.

********

Narfi z ciekawością rozglądał się po lodowej komnacie. Była… Imponująca. W krótce jednak znudziło mu się siedzenie w jednym miejscu. Wyszedł i skierował się do Sali tronowej. Kiedy Narfi chciał wejść do środka strażnicy zagrodzili mu drogę.
- Przepuście go. – rozkazał władca. Siedziawł na tronie z przymkniętymi oczami. – Nie wyglądasz na przejętego losem twego rodzeństwa.
- Mylisz się panie jestem bardzo przejęty ich losem… - mrukną Narfi.
- Mów mi Valehtelija… - Narfi przystaną.
- Kłamca?
- Znasz mój język?
- Częściowo. Pozwolisz że będę użyła swojego, Kłamco? – Król kiwną głową. – Jestem Narfi.
- Wiem. Jesteś najmłodszym z synów Thora i magiem. – brunet spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Skąd wiesz że jestem magiem?
~ Z twojej głowy. – Narfi podskoczył kiedy usłyszał głos króla rozchodzący się w jego myślach. Po chwili uspokoił się.
- Podobno Jotunowie nie potrafią kontrolować magii. – Kłamca uśmiechną się tajemniczo. – Żaden z nich nie mówi tak czysto moją mową. Mówisz lepiej Kłamco od wielu Asgardczyków. Twoja twarz wydaje mi się znajoma, ale nie potrafię sobie przypomnieć kim jesteś bądź byłeś.
- Jesteś bardzo spostrzegawczy. Mógłbym ci opowiedzieć to o czym wszystkie kroniki Asgardu milczą od dobrych paru lat. Zostałem wymazany z historii wiecznego królestwa. Przedtem po mimo mego statusu wygnany i poniżony. Ale ta opowieść będzie miała też bardzo duży wpływa na twoje życie. Czy jesteś gotowy aby poznać prawdę?
- Coś jest nie tak. Od dawna to czuję. Nie pasuje tam. Mój ojciec nie rozumie magii w żadnym stopniu. Ja jestem z nią jednością. Chcę wiedzieć dlaczego tak jest. Kim naprawdę jestem?
- Sam możesz dojść do odpowiedzi. Zadaj sobie pytanie Dlaczego nie jest ci zimno Książę? – Narfi staną jak wryty. Król wstał i bardzo powoli zaczął do niego podchodzić. – Chcesz znać prawdę więc ci ją przedstawię. Wiedz że Asgard miał dwóch książąt. Byłem jednym z nich. Tym młodszym. Zwano mnie Loki.  Nie chciałem tronu, chciałem tylko być stawiany na równi z Thorem. Niedługo przekonałem się dlaczego on był zawsze ten lepszy. Poznałem prawdę o sobie. Dowiedziałem się, że w cale nie  jestem synem Odyna, ale Laufeya Króla Jotunheimu. Mój świat zatrząsnął się w posadach. Niedługo potem moje własne błędy i przewinienia doprowadziły do tego iż zostałem wygnany i wymazany z pamięci wszystkich. Poznałem prawdę o sobie. – Kłamca wyciągną dłoń w stronę Narfiego. – Daj rękę a dowiesz się kim jesteś. – Książę po chwili wahania spełnił polecenie. Wspomnienia gwałtownie zaczęły do niego wracać. Przymkną oczy i skupił się na nich. Po chwili odskoczył i spojrzał z niedowierzaniem na Kłamcę.
- To nie prawda. – szepną.
- Możesz mi wierzyć lub nie. Objawiłem ci prawdę. Nie będę cię prosić żebyś tu został wiem że to nie możliwe. Proszę abyś przyjął prawdę i spróbował się z tym pogodzić. Okłamano cię i wprowadzono w błąd. Tak samo jak mnie. – chłopak nie odpowiedział, odwrócił się i szybkim krokiem wyszedł z Sali tronowej. Loki popatrzył za nim smutnym wzrokiem i westchną cicho. Stracił go… Najprawdopodobniej na zawsze. Usiadł na tronie i przymkną oczy. Po jego policzku spłynęła łza, nie powinien mówić Narfiemu prawdy. Stracił go…

*******

Kiedy wrócili do Asgardu. Askur i Misteltein nie odzywali się do niego. Odwdzięczył im się tym samym. Miał wielki żal do ojca i dziadka, ale nie wypowiedział ani jednego słowa protestu. Wytrzymał trzy dni.
  Wpadł do Sali tronowej. Była tam cała jego rodzina rodzeństwo, rodzice i dziadkowie.
- Jak mogliście mi nie powiedzieć!?- wrzasną.- Miałem prawo wiedzieć!
- Narfi… O co….
- Nie udawajcie idiotów. Dobrze wiecie o co chodzi! – po jego policzkach zaczęły płynąć łzy. – Jak mogliście!? Zrobić coś takiego…
- Te braciszku uspokój się…- mrukną Askur
- Zamknij się kretynie! Nie jesteśmy braćmi! -  Odyn, Thor, Sif i Frigg zamarli.
- Narfi… - Sif podeszła do niego. Chłopak cofną się.
- Nie dotykaj mnie. – sykną. – Zostawicie mnie w spokoju. Zabiliście moją matkę i wygnaliście ojca… Jak, jak mogliście… - Odyn niezauważalnie skiną na strażników, ci złapali Narfiego. Szarpał się, ale w końcu chłopaka opuściły siły. Spuścił głowę i zawisł bezwładnie podtrzymywany przez strażników. Podniósł głowę, po jego policzkach płynęły łzy, ale w jego zielonych oczach widać było wściekłość i nienawiść. Odyn pamiętał to spojrzenie. Ten głęboko ukryty żal. – Nienawidzę was…- szepną ledwo słyszalnie. Były wszechochojciec chciał odwołać strażników. – Lepiej tego nie rób… Zapewniam cię, że jeśli dasz mi wolność to użyje wszystkich swoich umiejętności aby cię zabić. – szeptał Narfi. – Lepiej zamknij mnie w celi… Zabije cię Odynie – brunet spojrzał na niego. Jego oczy nie wyrażały żadnych uczuć, były zimne. – jak tylko będę miał okazję. – Wszyscy zamarli. Nagle rozległ się śmiech Askura.
- Ty!? Bardzo śmieszne… - w oczach Narfiego zagościła dzika furia. Strażników odrzuciło. Brunet staną przed Askurem. Następca tronu był nie na żarty przestraszony. Syn Lokiego przyparł go do ściany.
- Nie lekceważ mnie. Jesteś bezmyślnym aroganckim kretynem.
- Narfi! – krzykną Thor. – zaraz go udusisz! – rzeczywiście Askur ledwo łapał oddech. Strażnika zajęło sporo czasu zajęło odciągnięcie bruneta i zakuli w kajdanki.

*******

Narfi położył się na łóżku w celi i przymkną oczy. Być może zareagował zbyt gwałtownie… Nie powinien tego robić. Powinien być spokojniejszy, nie grozić Odynowi, nie atakować Askura. Był zbyt wściekły i rozżalony żeby o tym pomyśleć. Teraz już się uspokoił. Był zmęczony. Całą tą sytuacją, tymi kłamstwami i niedopowiedzeniami. Zasną kilka minut później… 
  Narfiego nie trzymano w celi przez długi czas, bądź co bądź był księciem. Odyn zdecydował aby wysłać chłopaka do Asgardzkiej Akademii Magii. Wahał się dość długo, bał się że wyszkoli własnego wroga, ale nie chciał trzymać Narfiego w celi, a tym bardziej zabijać go. Akademia była ośrodkiem zamkniętym i najlepszym rozwiązaniem...

*******  

Narfi był zdolnym i pojętnym uczniem. Chęć zemsty, rozżalenie i smutek zagłuszył nauką. Nie zawsze uczył się tego czego powinien… Włamanie się do biblioteki Arcymaga nie stanowiło dla niego problemu, a były tam dzieła dotyczące też czarnej magii. Chłopak szybo stał się najlepszym z uczniów, a niedługo potem przerósł nawet mistrzów. Niestety nadal był tylko uczniem, musiał przestrzegać prawa. Czarna magia była zakazana. Kiedy mistrz Narfiego dowiedział się, że chłopak zna zakazane techniki nie był zachwycony… Łagodnie mówiąc…

- Złamałeś Asgardzkie prawo! I zasady Akademii!
- Nie pierwszy, nie ostatni raz..- mrukną chłopak.
- Narfi…! To- to jest karane śmiercią… Żeby uczyć się czarnej magii trzeba mieć zgodę i.. i… Muszę to zgłosić Arcymagowi.
- Rób co musisz. – powiedział Narfi obojętnie.
- Czy ty nie rozumiesz? Mogą cię zabić!
- Więc niech to w końcu zrobią. – chłopak wyminą nauczyciela i poszedł w sobie tylko znanym kierunku. Kilka godzin później został wezwany do pałacu. Narzucił na siebie zielony płaszcz i wyszedł. Kilka minut później był w Sali tronowej. Zastał tam Arcymaga, swojego mistrza, Wszechojca i Odyna. Podszedł bliżej, ale nie uklękną przed władcą, skłonił tylko głowę przed magami.
- Narfi…- szepną Thor patrząc na chłopaka, teraz już właściwie mężczyznę. Gromowładny wychował Narfiego jak syna i kochał go. Młody mag obdarzył go tylko chłodnym spojrzeniem i niechętnie schylił głowę.
- Wszechojcze. – Thor patrzył na niego ze smutkiem. Pamiętał to spojrzenie niby zimne i obojętne, a jednak wyrażające tyle uczuć… Rozczarowanie, poczucie zdrady, żal, wściekłość…Tak, tak samo patrzył na niego Loki.
- Dopuściłeś się złamania prawa – powiedział Arcymag. Narfi pochylił głowę.
- Wiem o tym mistrzu i jestem gotów ponieść konsekwencje.
- Dobrze… Jednakże postanowiliśmy, że nie rozważnie byłoby stracić tak zdolnego maga. Niestety nie będziesz mógł kontynuować nauki w Akademii.
- Rozumiem.
- Uklęknij. – Narfi spełnił polecenie. Arcymag wyją miecz i dotkną nim ramion chłopaka. Jego płaszcz zaczął zmieniać barwę na czarną. – Powstań Narfi Lokisonie pierwszy Czarny Magu Asgardu. Brunet wstał. – Pamiętaj jednak, że jedno najmniejsze wykroczenie sprowadzi na ciebie nieszczęście. – chłopak kiwną głową i wyszedł z sali. Oparty o ścianę naprzeciwko stał jakiś brunet. Narfi przyjrzał się mu po czym zmrużył oczy.
- Więc tak na co dzień wyglądałeś? – Król Jotunheimu spojrzał na niego.
- Tak.
- Dość… Normalnie… - mrukną i wyminą go. Loki poszedł za nim.
- Proszę cię…
- O co? Żebym zamieszkał w Jotunheimie?
- Tak wiele od ciebie nie wymagam. Proszę żebyś przestał traktować mnie z góry.
- Wiesz… Jedno pytanie mnie dręczy. Czemu nic nie zrobiłeś? Pozwoliłeś żebym tu został żebym żył w kłamstwie. Czemu?
- Przez długi czas miałem zbyt mało mocy żeby przenosić się między krainami… A potem pilnowano cię bardziej niż skarbiec królewski… Nie miałem jak.
- Po co mi to wszystko pokazałeś? – szepną Narfi po chwili ciszy. – Gdyby nie to wszystko byłoby dobrze…
- Prędzej czy później byś się dowiedział… Byłoby dobrze? Przyznaj się miałeś ochotę nie jeden raz zabić Askura za to co wygadywał… Jeśli byś to zrobił na pewno komuś by się wymsknęło… Miałeś też w zwyczaju włamywać się do biblioteki Odyna nieprawdaż? W końcu znalazł byś prawdziwą historię Asgardu. Dowiedziałbyś się, że wcale nie jesteś synem Wszechojca Thora… Tak byłoby lepiej?
- Nie wiem. – chłopak przymkną oczy. – Zostaw mnie w spokoju… Po prostu odejdź – brunet uniósł dumnie głowę. – nie chcę mieć z tobą nic wspólnego… - Loki pokiwał głową.
- Rozumiem cię. Pewnie nie zmienisz zdania, ale pamiętaj że zawsze masz drugi dom. – szepną i rozpłyną się w powietrzu. Kłamca staną w swoim pałacu i westchną ciężko. Stracił go… Stracił go na zawsze…

*******
Narfi był synem największego psotnika w dziejach Asgardu, ale prócz zamiłowania do żartów odziedziczył po ojcu głód wiedzy, pragnienie poznania więcej i to go zgubiło. Posuną się za daleko. Użył czarnej magii do kradzieży i być może przy okazji zamordował jednego z handlarzy… Nie jego wina, że ten idiota nie chciał mu sprzedać księgi…   Teraz Narfi klęczał przed tronem Wszechojca, przed który został rzucony. Kilka dni wcześniej został skazany na tortury… Na nadgarstkach miał mocno zaciśnięte kajdanki ograniczające jego magię. Cały był we krwi – swojej, chociaż nie miał co do tego pewności bo dość skutecznie się bronił i jego kat też nie wyszedł z tego spotkania bez szwanku. Jego ubranie było postrzępione. Thor czuł się okropnie… Widok chłopaka w takim stanie i świadomość że sam wydał taki rozkaz łamała mu serce. Wstał z tronu.
- Narfi Lokisonie… Zostajesz wygnany z królestwa Asgardu i obdarty z tytułu księcia i Czarnego Maga.- chłopak podniósł się chwiejnie z posadzki na jego twarzy widniał pogardliwy uśmiech.
- Jak sobie życzysz, Wasza królewska mość – wycharczał i spluną krwią. Zdarł z siebie strzępki płaszcza i spojrzał wyzywająco na Thora.
- Wyprowadzić go. – rozkazał cicho Wszechojciec. Narfiego wyrzucono poza mury miasta. Dopiero wtedy pozwolił sobie na łzy i krzyki. Wstał powoli i resztkami mocy teleportował się do Jotunheimu. Po chwili staną w Sali tronowej. Loki spostrzegł syna w opłakanym stanie, podbiegł do niego podtrzymują go.
- Narfi…! – po policzkach bruneta ciągle płynęły łzy, przytulił się do ojca.
- Przepraszam…- wyszeptał. – przepraszam… tato… - chłopaka opuściły siły, tortury, wygnanie to było dla niego za dużo -  zemdlał. Loki zaniósł go do lodowej komnaty. Przysiadł na skraju łóżka i przyglądał się. 

Odzyskał go… 
Odzyskał syna...

piątek, 13 lutego 2015

Libster Blog Award

Dziękuję Possessed i Vivi za nominację. Oto moje odpowiedzi:

1)Kiedy zacząłeś pisać opowiadania?
W szóstej klasie.Wtedy założyłam pierwszego bloga, którego niedługo potem usunęłam... Miałam wtedy dość długą przerwę w pisaniu. Potem założyłam tego.
2)Czy myślałeś o karierze pisarza?
Tak. Myślałam o tym.
3)Twoje ulubione zajęcie?
Pisanie, rysowanie, czytanie...odoba.
7)Jaki jest twój ulubiony książkowy/filmowy bohater (pomija
4)Jak sądzisz, co by było gdyby Loki istniał naprawdę?
Pozabijałby nas za kompletny brak poszanowania jego osoby albo wcale by się nami nie przejął... ;D
5)Co motywuje cię do pisania bloga?
Komentarze. Nic tak mnie nie napędza jak świadomość, że ktoś czyta to co piszę.
6)Jakiej muzyki słuchasz?
Bardzo różnej... Słucham tego co mi się pjąc Loki'ego)?
Kocham wszystkie czarne charaktery <3
8)Co skłoniło cię do założenia bloga?
Sama nie wiem... Zaczęłam czytać blogi innych i pomyślałam: "Kurde...! Też chcę tak pisać!". No i wtedy się zaczęło.
9)Masz jakieś rady dla początkujących blogerów?
Nie poddawajcie się!
10)Jak widzisz siebie za kilka lat?
Trudne pytanie... Nie potrafię udzielić odpowiedzi.
11)Co sądzisz o naszym blogu?
Podoba mi się... Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały.

Nominuję tylko trzy blogi. Przepraszam, że tak mało, ale ostatnio nie mam czasu na czytanie i odkrywanie nowych...:

1)http://loki-you-should-be-afraid-of-night.blogspot.com/
2)http://ogien-i-lod.blogspot.com/
3)http://kazdymadrugieoblicze.blogspot.com/

Moje pytania:

1. Jaka jest wasza ulubiona książka?
2. Jakiego języka chcielibyście się nauczyć?
3. Dlaczego założyliście bloga?
4. Jak jest wasza ulubiona postać z Uniwersum Marvela (oprócz Lokiego)?
5. Jaki jest wasz ulubiony bóg z mitologi nordyckiej i greckiej? (Jeśli macie)
6. Jak najbardziej lubicie spędzać wolny czas?
7. Czy podoba wam się to co piszecie?
8. Co najbardziej lubicie w pisaniu?
9. Jaki jest wasz ulubiony film?
10. Lubicie Harrego Pottera?
11. Czy lubicie mojego bloga? (Jeśli go czytacie, jeśli nie to zapraszam ;D)

piątek, 16 stycznia 2015

Końce...

To już ostatnia część "Poświęcenia" Nie wiem czy udało mi się to ładnie skończyć. Nie jestem pewna co do tej części. Oceńcie sami: 


Loki zjechał w dół po drewnianych drzwiach. Twarz miał obryzganą krwią, nie… nie swoją.
- Zaraz zwymiotuję…- jękną. Było mu nie dobrze, chciał wrzeszczeć, wyć i płakać. – Graaan… Ja tam nie wrócę… - blondyn podszedł do Kłamcy i wyciągną rękę.
- Wstawaj.
- Nie.
- Jak chcesz…- Gran podał mu fiolkę. – Wypij, lepiej się poczujesz. -  Loki przyjął lekarstwo i wypił.
- Gran zabij mnie. –Patron upuścił szklaną buteleczkę, zacisną oczy… Ręce mu się trzęsły, odwrócił się i podszedł do bruneta.
- Niestety nie mogę spełnić twojej prośby. – znów wyciągną do Kłamcy rękę. Tym razem zielonooki przyjął ją. Wstał i skulił się na łóżku, objął się rękami.
- Co się takiego stało? – Gran oparł się o ścianę z kubkiem jakiegoś gorącego napoju.
- Nie baw się w psychologa… - warkną Loki.
- Po pierwsze: Nie bawię się… Mam odpowiednie kwalifikacje, po drugie: pytałem z ciekawości.
- A nie widać co się stało? Jestem cały we krwi i Odyn wie czym jeszcze. – Kłamca podniósł się - Wiem, że widziałeś co tam się działo! To… to …
- Brutalna, nieuczciwa i okrutna rozrywka dla tych idiotów na zewnątrz, w której ginęli i giną ludzi których uczyłem, podziwiałem i szanowałem. Wielu jeszcze zginie, bo królowie w żaden sposób się nie dogadają i nie zniosą turnieju. To dla nich świetna okazja żeby usunąć parę jednostek, które im przeszkadzają…
- Właśnie…- szepnął Loki, spuścił głowę i wbił wzrok w podłogę. Gran ukląkł przy nim.
- Loki spójrz na mnie…Loki…- Kłamca podniósł wzrok. – Gdzie jesteś? Znałem cię. Bardzo dobrze cię znałem. Zmieniłeś się. Gdzie jesteś? Wiem, że to co się tam dzieje jest nie do opisania. Ale ty się nie poddajesz, nigdy. Ty nie prosisz o śmierć, nigdy… Co się stało, Loki? – oddech Kłamcy robił się coraz cięższy i szybszy. Uciekł wzrokiem w bok.
- Proszę… Przestań…
- Kłamco! Ty nie prosisz… Co ci się stało?
- Przestań.
- Nie! Dałeś się przyskrzynić Odynowi! Nie widzisz tego!? Stałeś się potulnym barankiem na usługach tego świętego idioty! Od kiedy to ty używasz zwrotów grzecznościowych!? Jesteś Kłamcą! Wracaj! Bo nie podoba mi się ta nowa wersja ciebie! – Loki zacisnął pięści.
- Nieprawda…
- Prawda! Wiem, że nie zrozumiem tego co przeżyłeś w jaskini, ale kiedy przyszedłeś do mnie i powiedziałeś że potrzebujesz Patrona zgodziłem się z jednego powodu, wierzyłem że jesteś zdolny wygrać ten turniej albo zrobić coś co zwali wszystkich z nóg. Ale znałem innego Kłamcę.
- Ja nie chcę brać w tym udziału.
- To nie bierz! Pokaż tym idiotą, których wszyscy nazywają władcami, że się ich nie boisz, że nie będziesz tańczył jak ci zagrają. To już ostatnia walka i ostatnia szansa.
- J-jeśli zrobię coś takiego… Odyn mnie…
- Loki! Cholera, a zabijesz Laufeysona? Nie. Przynajmniej w to nie wierzysz. Więc i tak zginiesz. Od śmierci z ręki Odyna możesz się wyplątać… - Zielonooki wziął głęboki oddech.
- Ja…
- Prześpij się z tym. Jutro walka… - Gran wstał. – Dobranoc…- mruknął kiedy był przy drzwiach.

*******

Narfi usiadł na balkonie. Był przerażony. Musiał coś zrobić, nie może pozwolić żeby Loki zginą. Wyszedł z komnaty i zaczął chodzić bez celu po pałacu. Zobaczył Laufeya wracającego z areny. Zmrużył oczy. Pomysł który wpadł mu do głowy nie był rozsądny ani bezpieczny, ale kto powiedział że to zły pomysł?
  Laufey patrzył na chłopaka z zaciekawieniem. Zadziwiał go. Narfi miał niespełna siedemnaście lat, ale im dłużej król go słuchał tym bardziej odnosił wrażenie jakby rozmawiał z dorosłym, diablo sprytnym i inteligentny mężczyzną.
- To co mówisz jest ciekawe, ale… Dlaczego miałbym ci pomagać? Układ który jest obecnie bardzo mi się podoba… Któryś z nich wygra i będę miał dziedzica…
- A jeśli dziedzic okaże się złym władcą? Nie lepiej mieć wtedy kogoś na…hmm… wymianę?- Laufey parskną śmiechem.
- Sprytny jesteś… - król pokiwał głową. – Nawet bardzo sprytny… No dobrze. Ale nie mogę przerwać walki. Jeśli się pozabijają to nie będzie moja wina. Musiałby mieć miejsce bardzo nieprawdopodobny zbieg okoliczności, aby twój plan się udał. No, ale przypuśćmy, że się uda. Od śmierci z ręki Odyn uratuję go z łatwością, ale kto uratuje ciebie? – Narfi uśmiechną się przebiegle.
- Sam się uratuję… Z twoją pomocą….

******

Loki obudził się w nocy. Nic dziwnego każdy by się obudził gdyby przyśniła mu się własna śmierć… Kłamca usiadł na łóżku i oparł się o ścianę. Zaczął myśleć o tym co powiedział Gran. Dał się przyskrzynić Odynowi? Czy to możliwe? Brunet pokręcił głową. Skoro bierze udział w tym przeklętym Turnieju i boi się sprzeciwić temu starcowi to chyba tak. Odynowi się udało. Zielonooki spuścił głowę. Udało mu się? Czyżby jeden z najlepszych kłamców i czarnych magów w dziewięciu światach dał się „oswoić„ Władcy Asgardu. Temu władcy do którego czuł nienawiść i pogardę? Temu który oszukiwał go przez całe życie? Nie.. To nie mogła być prawda. Laufeyson nie mógł na to pozwolić i cokolwiek mówił Gran mylił się. Loki jest tym dawnym Kłamcą nadal nim jest i zamierza to dziś udowodnić!
  Wstał i nalał sobie herbaty z powrotem usiadł na łóżku. Otulił się kołdrą i do rana tak przesiedział.

******

Kłamca wyszedł na arenę. Piasek był pokryty lodem, widocznie jego przeciwnik liczył, że utrudni mu to walkę. Errwartung stał już z lodowym mieczem w ręku. O ścianę z tyłu opierał się jego patron, Gran też wyszedł. Loki wziął głęboki oddech miał plan, ale i tak wymagał powalenia przeciwnika. Brunet staną w rozkroku i przywołał sztylet. Przeciwnicy zmierzyli się wzrokiem i podeszli bliżej.
- Niech wygra najlepszy… - mruknął Jotun. Kłamca zmrużył oczy i kiwnął głową.
    Ignis obserwował walkę z loży królewskiej, jego ręka coraz mocniej zaciskała się na oparciu tronu Odyna, o który się opierał. Zamkną oczy, naprawdę nie chciał na to patrzeć. Znał Lokiego wystarczająco długo aby wiedzieć, że Kłamca mimo doskonałej prezencji nie był w dobrym stanie. Popełniał podręcznikowe błędy. W jego prawym ramieniu tkwił lodowy sztylet utrudniający ruchy. Jotun wykonał gwałtowny ruch ręką, Loki nie zdążył się obronić i wylądował na drzwiach obok Grana. Patron szybkim ruchem wyszarpną mu sztylet z ramienia i poniósł Kłamcę do pionu.
- Mam nadzieję, że masz plan… - szepnął blondyn i pchnął zielonookiego na środek areny. Loki odrzucił swoje sztylety na bok i rozpalił ręce. Od tego momentu walczył już tylko ogniem i zaklęciami. Była to dobra decyzja. Choć Lodowych olbrzymów nie da się rozpuścić to oparzenia odczuwają oni dotkliwiej niż inne istoty. Kłamca zaczął atakować i walczyć gwałtownie. Erwartung opadł na kolana. Nie miał już siły unieść ciężkiego miecza ręce i klatkę piersiową miał poparzone. Pochylił głowę, poniósł miecz nad głowę tak aby ostrze spoczywało na jego dłoniach. Loki wziął miecz. Ręce Jotuna opadły bezwładnie, książę czekał na ostateczny cios, ale nic takiego nie nastąpiło. Usłyszał trzask przełamywanej broni. Podniósł wzrok ze zdziwieniem. Zobaczył miecz połamany na dwie części. Loki wyprostował się i unosząc dumnie głowę spojrzał w stronę loży królewskiej.
- Tak was to bawi!? – krzyknął rozglądając się na około. – Tak was bawi zabijanie? To żałosne… Zwiecie się królami, książętami, wojownikami, elitami królestw, a jesteście mordercami. Nazywacie nas zdrajcami, kłamcami, złodziejami i hańbą dziewięciu światów, a sami nie jesteście lepsi. Pobawmy się w moją grę. Sprawdźmy jak daleko potraficie się posunąć. – Kłamca spojrzał w stronę loży. – Jego życie należy do was jeśli macie ochotę go zabić nie będę przeszkadzał. Ja nie będę brać w tym udziału. – skłonił się i zostawił zszokowanego Errwartunga samego na arenie. Gran z uśmiechem opierał się o ścianę.
- To było coś… - mruknął. – Masz jakiś plan żeby Odyn cię nie zabił?
- Nie… Niestety… - Loki opuścił teren areny i skierował się do pałacu. Tam natkną się na Odyna.
- Mogłeś go zabić, ale nie zawsze musisz robić coś po swojemu. Teraz pożałujesz… - sykną król. – skażę na śmierć  twoją rodzinę i ciebie… - Po ciele Lokiego przeszedł dreszcz,otwierał usta żeby coś powiedzieć, ale przerwał mu głos Laufeya.
- Nie masz prawa wydać na niego wyroku śmierci Odynie Wszechojcze.
- Jak to? – Kłamca dostrzegł Narfiego stojącego za królem Jotunheimu.
- Loki Laufeyson nigdy nie był obywatelem Asgardu najpoważniejszy wyrok jaki możesz na niego wydać to banicja.
- Możesz udowodnić, że jest obywatelem innego świata?
- Tak. Mam jego akt urodzenia. – Odyn zacisnął zęby.
- Ale on jest obywatelem Asgardu. – Wszechojciec spojrzał z nienawiścią na Narfiego.
- Na twoim miejscu bym tego nie robił, chyba że…
- Chyba, że…? – Laufey pstrykną palcami. Na korytarz weszło dwóch jego strażników prowadzących zakutego Thora.
- Chyba, że chcesz stracić pierworodnego. – Odyn zdębiał , a na usta Lokiego wpełzł mimowolny uśmiech. – Och… Wszechojcze jesteś przekonany, że twe zaklęcia są nie do złamania, a twój ród niepokonany. Jednak wystarczy trochę talentu i sprytu aby zarówno twoje zaklęcia jak i twoja potęga roztrzaskały się w drobny mak. Mam propozycję: życie za życie i … - w ręku Narfiego pojawił się Mjolnir. – relikwia za relikwie. – Odyn nie był jedyną zaszokowaną osobą w pomieszczeniu. Loki patrzył na Narfiego z szeroko otwartymi oczami. Chłopak wzruszył ramionami i uśmiechną się niewinnie. Wszechojciec oparł się o ścianę.
- Dobrze… Wygrałeś… Ignisie! – doradca podszedł do króla i skłonił się.
- Panie.
- Każ przynieść szkatułę. – rudowłosy kiwną głową. Chwilę później wrócił ze szkatułą. Dokonano wymiany. Laufey uśmiechną się.
- Miło się z tobą robi interesy…

******

Loki siedział w lodowej komnacie. Odchylił głowę do tyłu i przymknął oczy. Nawet nie zauważył kiedy do komnaty wszedł Narfi. Chłopak usiadł Kłamcy na kolanach i wtulił się w niego.
- Tato… - jękną. Zielonooki otworzył oczy i otarł łzy z policzków syna.
- Oglądałeś Turniej prawda?
- Przepraszam… - Loki westchną cicho.
- Już dobrze… To już koniec… koniec – Narfi kiwną głową i skulił się.- Spokojnie… - Po kilku minutach chłopak zasną. Kłamca uśmiechną się lekko. Nie wybaczyłby sobie gdyby Narfiemu się coś stało z jego winy. Podniósł chłopaka i położył go na swoim łóżku. – Na szczęście koniec…

******

Pięć lat później po śmierci Laufeya Loki został najpotężniejszym królem Mroźnej Krainy jakiego kiedykolwiek znano. Połączył w jedno Savaratheim, Muspellheim i Jotunheim, te krainy zwane były od tej pory Trójświatem Olbrzymów. Dopiero kiedy Kłamca objął tron Odyn zrozumiał jak wielki błąd popełnił. Dobrze było mieć Lokiego za sojusznika, ale Kłamca odmawiał zawarcia paktu z Asgardem. Co prawda nie wszczynał wojny, ale nie miał zamiaru układać się z Odynem. Wszechojciec wiele razy starał się pozyskać zaufanie Lokiego, ale nie udało mu się ani jemu, ani po jego abdykacji Thorowi, bo chociaż Kłamca nie chował już urazy do przybranego brata to za nic w świecie nie zawarłby sojuszu z Asgardem. Kłamca rządził razem z Erwartungiem. Młodszy Laufeyson był wspaniałym strategiem. Zazdrościł bratu władzy, ale nigdy nie ośmielił się pójść tak daleko jak Loki w dążeniu do władzy. Loki Laufeyson zginą w bitwie o Jotunheim w dziesiątym roku swojego panowania. Zginął jako bohater. 

  

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Bracia

Z okazji Nowego Roku (Tak wiem to dopiero w środę, ale nie będę miała kiedy wstawić ) publikuję opowiadanie "Bracia" które jest trzecią częścią " Poświęcenia" Hahah muszę jakoś nazwać całe to opowiadanie, gdyż ta część nie jest ostatnia. Mam nadzieję, że się spodoba, liczę na komentarze, nie przedłużając Zapraszam:


Do Turnieju zostało parę dni, Kłamca powinien zachować spokój i opanowanie, ale wcale tak nie było. Gdyby ktoś od tak przypadkiem spotkał Lokiego na korytarzu pałacu powiedziałby, że jest to jeden z najspokojniejszych ludzi jakich kiedykolwiek widział. Brunet potrafił oszukać wielu lecz nadal w Asgardzie pozostawały przynajmniej cztery osoby, które były w stanie przejrzeć Lokiego w mniej niż minutę. Nie trudno było się domyślić, że tymi osobami byli: Ignis, Odyn, Gran i ku największej irytacji Lokiego -Thor. Zielonooki unikał Gromowładnego jak tylko mógł, ale trudno było się od niego uwolnić. Blondyn ciągle nachodził Kłamcę, nawet pomimo że Loki go obrażał, wyzłośliwiał się i rzucał na niego najbardziej bolesne i nieprzyjemne zaklęcia. Thor ciągle wracał. Brunet za każdym razem był okrutniejszy, a mimo to blondyn się nie zniechęcał.
  Loki skulił się pod kołdrą, po policzkach płynęły mu łzy. Powinno być dobrze, a jednak nie było. 
Kłamca wiele by dał żeby to wszystko to był tylko zły sen. Chciał obudzić się rano, właśnie w tym łóżku, przed atakiem na Nowy Jork, przed tym wszystkim. Chciał po prostu mieć spokój. Nagle rozległo się pukanie. 
- Loki...? - brunet wziął głęboki oddech. 
- Odejdź Thor! - wiele kosztowało go to aby głos mu się nie załamał. 
- Bracie proszę. Chcę porozmawiać, chcę cię zobaczyć... Proszę. - Kłamca wstał.
- Proszę bardzo! - warknął. Otworzył gwałtownie drzwi. - Teraz mnie widzisz! - Thorowi ukazał się obraz dość żałosny. Oczy Lokiego były zaczerwienione od płaczu, a na policzkach były mokre ślady. Ciemne kosmyki włosów Kłamcy wysunęły się z niedbale zawiązanego  kucyka. Jego komnata nie przedstawiała się lepiej, wszystko było zniszczone i po przewracane. Na podłodze było szkło, a na szafce stały puste butelki po miodzie. - Zadowolony? Widzisz mnie. - blondyn był przerażony. 
- Loki... - Thor wszedł powoli do komnaty. - Loki... - Gromowładny spojrzał na brata, przytulił go. Kłamca szarpał się, kopał, ale blondyn go nie puścił. - Loki.
- Nienawidzę cię! - brunet uderzył w klatkę piersiową Thora. - Nienawidzę...-szepną. 
- Bracie proszę, błagam przestań. - blondyn usiadł na łóżku ciągnąc za sobą Lokiego. - proszę. Zielonooki jakby wahał się przez chwilę, nakrył się pierwszą rzeczą jaką znalazł pod ręką - peleryną Thora, wszedł mu na kolana i oparł się o niego.
- Nadal cię nienawidzę. - mruknął. 
- Nie wierzę ci. Już nigdy ci nie uwierzę. 
- Zmądrzałeś... - uśmiechną się smutno Loki. 
- Dlaczego się na to zgodziłeś? Po co? Przecież to... Byłeś wolny, czemu nie uciekłeś? - brunet pociągnął nosem.
- Jednak nadal jesteś idiotą. - mokre od łez zielone oczy przyjrzały się Thorowi. - Mam syna. Kocham go. Nie chcę żeby został sam, ale teraz... teraz... co jeśli zginę. Bracie ja się boję. - szepnął. Blondyn przytulił go mocno. Odpiął pelerynę i otulił nią Lokiego. 
- Spokojnie, nie wiem jak ci pomóc. Nie mogę nic zrobić. Mogę jedynie cię wspierać, ale musisz mi na to pozwolić... - Kłamca wstał powoli, zabierając pelerynę. Spojrzał przed siebie po czym odwrócił się przodem do Thora. Uśmiechnął sztucznie, ledwo powstrzymywał łzy.
- Wiesz...?Jestem skończonym kretynem. - brunet wybuchnął płaczem. Gromowładny wstał i objął brata. - Przepraszam. Tak bardzo przepraszam...- szepnął Loki. 

*********

 - Jeszcze raz! - krzyknął rozbawiony Gran. 
- Wystarczy - mruknął Loki gasząc płomień na rękach.
- Oj, nie odmawiaj mi tej przyjemności chce to zobaczyć jeszcze raz.
- Zobaczysz. Na Turnieju, za dwa dni. - Gran westchnął ciężko. 
- Jak chcesz... To zabieramy się za teorie. - czarnoksiężnik zatarł ręce. Przed Lokim pojawiła się magiczna makieta areny. Gran po kolei wskazywał na części areny i mówił kto lub co tam się znajduję. Pokazywał słabe punkty areny, opowiadał o zawodnikach i zasadach Turnieju. 
- Po co mówisz mi to wszystko... 
- Pomoże ci to przeżyć, wierz w to albo nie, ale jestem twoim Patronem i uważam że to wszystko ci się przyda. - Kłamca westchnął ciężko. 
- Co mnie podkusiło żeby cię wybrać..
- Kiedyś mi podziękujesz. Siedź cicho i słuchaj. Turniej trwa cztery dni. Pierwszy dzień to jatka. Dosłownie. Każdy ma możliwość zabicia każdego. Po śmierci jednego zawodnika przerywa się walkę. Przez kolejne dni losuje się pary. Każdego dnia walczysz jeden raz. Jeśli wala trwa dłużej niż 15 min. przerywa się ją na pięć minut i wznawia się z powrotem.  Jeszcze jedno. Każdy czarny mag uważa ten Turniej za obrazę najgorszego stopnia. Żaden z twoich przeciwników nie będzie zadowolony, że tu jest. Wykorzystaj to. Nie radzę zawierać sojuszy. 

*********

- Loki musimy już iść, - Kłamca rozglądał się gorączkowo.
- Nie. Muszę jeszcze... 
- Nie czas na sentymenty, Loki! - warknął Gran. Brunet odepchnął Patrona. 
- Czekaj na mnie! - Zielonooki pobiegł w stronę komnat. Wpadł do pokoju syna. Chłopak siedział na łóżku wpatrzony przed siebie. Loki podbiegł do niego i przytulił go. Narfi otrząsnął się z otępienia.
- Tato... - brązowe oczy spojrzały z żalem na Kłamcę. Po policzkach chłopaka płynęły łzy. Loki otarł je.
- Spokojnie...
- Nie chcę żebyś tam szedł. - jęknął chłopak. Zielonooki uśmiechną się smutno.
- Obawiam się, że teraz już nie mogę zrezygnować...- szepną - Narfi...obiecaj mi jedno. Nie będziesz oglądał Turnieju. Proszę. - Narfi pokiwał głową.
- Nie będę - szepnął - Nawet nie miałem takiego zamiaru. - Loki przytulił go mocno.
- To dobrze. Bardzo dobrze, 
- Ale ty dotrzymasz obietnicy. - to nie było pytanie i Kłamca bardzo chciał dotrzymać danego słowa, tylko kiwną głową. - Powinieneś już iść...- szepnął Narfi. 
- Powinienem. Nawet muszę. Kocham cię. - Kłamca wstał i spojrzał na syna. - Żegnaj.
- Do zobaczenie. - powiedział Narfi z naciskiem - I powodzenia. - Loki kiwnął głową.
    Kłamca wyszedł z komnaty i pobiegł w stronę areny. W pomieszczeniu przygotowanego dla zawodnika Asgardu zastał Grana.
- Jeszcze raz zrobisz mi taki numer a przysięgam przeciwnicy będą twoim najmniejszym problemem-warkną czarnoksiężnik. 
- Przegapiłem coś? 
- Ognistego Feniksa, jakieś bliżej nieokreślone coś, nawet nieźle zrobionego Sfinksa i Lodowego Feniksa - majstersztyk. Niedługo wchodzisz.-. Nagle rozległ się dźwięk gongu. - Wchodzisz. - Kłamca wziął głęboki oddech. Gran otworzył przed nim drzwi. - Teraz już nie ma odwrotu. 

*********

Loki wyszedł na arenę z podniesioną głową i dumnie wyprostowany. Nie miał na sobie swojego zielono złotego stroju. Jego ubranie miało jednolitą czarną barwę. Zrezygnował z naszywki z herbem Asgardu. Całe odzienie uszyte było z materiałów nie palnego i przepuszczającego magię. Dzięki temu Kłamca mógł spokojnie założyć skórzane rękawiczki. Chociaż Gran zarzucił mu, że zachowuje się jak młoda panienka to Loki nie odrzucił tej części garderoby. Brunet uważnie zlustrował całą arenę. Z boku stali zawodnicy, którzy już się zaprezentowali. Trybuny były podzielone na siedem części. W założeniu każde z części miała być zajmowana przez obywateli danego świata, ale oczywiści nikt nie zastosował się do tej zasady. W części Asgardzkiej Loki dostrzegł Doktora Strange'a. Kiwnął mu głową, zastanawiając się jak ten Midgardzki mag się tu dostał. Czarodziej odwzajemnił gest i wzruszył ramionami jakby czytając w myślach Kłamcy i Loki wcale by się nie zdziwił gdyby się okazało że własnie to zrobił. Brunet wziął głęboki oddech i stanął przed lożami królewskimi. Siedem tronów, siedmiu królów, siedmiu doradców... Od lewej Władczyni Muspellheimu : Królowa Astala, Laufey, Malekith z mniej morderczym wyrazem twarzy niż zwykle, Faron - Król Wanaheimu, Odyn, Zawsze idealnie wyglądający Afaren - Król Alfheimu i Brokk - Włsadca Nirvadellu. Posadzić elfa i krasnoluda obok siebie? Odyn to samobójca, przecież oni przy najbliższej okazji skoczą sobie do gardeł.
  Kłamca skłonił się i rozpalił oba żywioły. Tak na prawdę nikt prócz Odyna i Laufeya nie wiedział, że Loki nie jest asgardczykiem. Wszechojciec nie wiedział o planach użycia obu żywiołów, nie wiedział, że jego największa tajemnica wyjdzie dziś na jaw, bo za każdym razem gdy Kłamca korzystał z lodu jedna połowa jego twarzy zmieniała barwę na błękitną. Loki zrobił gwałtowny obrót. Żywioły zaczęły wirować w okół niego. Brunet był w środku. On widział tylko ogień i kryształki lodu. Widownia ujrzała potężną, uskrzydloną bestię. Ostre lodowe kły iskrzyły się w słońcu, mocne skrzydła rozciągały się nad całą  polem areny. Kłamca wykonał gwałtowny ruch ręką. Smok wzbił się w powietrze, zionął ogniem i przeleciał nad widownią. Reakcja była natychmiastowa niektórzy pochylili się z przestrachem, inni patrzyli na bestię z nieskrywanym podziwem, a Astala i Laufey wpatrywali się w Lokiego ze wściekłością. Smok powoli zaczął się zmniejszać aż w końcu stanął na wzniesieniu nad areną obok innych podobizn zwierząt. Brunet skłonił się jeszcze raz. Na trybunach rozległy się oklaski, nawet zawodnicy i Królowie innych krain, co prawda z niechęcią, ale klaskali. Błękitna barwa powoli schodziła z twarzy Lokiego. Dostrzegł to Erwartung i z zaszokowanie przyglądał się zawodnikowi Asgardu. Zielonooki stanął obok niego.
- Kim jesteś? - Jotun spojrzał na niego.
- Twoim bratem. - odpowiedział Loki.
- Nie kpij. - warknął młodszy Laufeyson.
- Nie śmiał bym. - Kłamca obdarzył go chłodnym spojrzeniem. - A tak przy okazji. Ojczulek musiał się na ciebie nieźle wkurzyć, że posłał cię do zawodów...
- Nie wiem czemu to zrobił powiedział tylko: " Niech wygra lepszy". - Loki zmrużył oczy i spojrzał na Laufeya, który uważnie obserwował synów. Król uśmiechnął się drapieżnie do Kłamcy. Brunet natychmiast pojął plan Króla.
- Pomyśl książę. Skoro jestem tu ja i jesteś tu ty...
- Teraz rozumiem. - mruknął ponuro Erwartung i spojrzał na brata. - Niech wygra lepszy. - Loki kiwnął mu głową.
  Minęło piętnaście minut zanim wszyscy przedstawili swoje umiejętności. Przyszedł czas na pierwszą część turnieju. Jak trafnie nazwał to Gran : jatka. Wszyscy zawodnicy zmierzyli się wzrokiem.
- Zanim zaczniemy. - odezwał się krasnolud. - Ktoś ma ochotę się poddać ? Zapewniam szybką śmierć. - zawodnicy spojrzeli na niego wściekle. Ta propozycja była jak najbardziej na miejscu, ale mimo wszystko Loki i reszta czarnoksiężników poczuli się urażeni.
- Trzeba było tego nie mówić. - warknął elf i rzucił się na krasnoluda. Nie było żadnych zasad. Kłamca walczył właśnie z Muspellem i doszedł do wniosku, że zdecydowanie nie chciałby spotkać się z nim na arenie. Najgorsze było chyba to, że wyglądało na to że Loki ma skręconą rękę. Odwrócił się gwałtownie aby uniknąć ciosu i miał duże szczęście. Lodowy sztylet zamiast trafić w jego szyję, przeleciał raniąc go boleśnie w policzek i na koniec wbijając się w ramię Muspella. Brunet spojrzał na Jotuna stojącego kilka metrów przed nim.
- Nie ładnie atakować kogoś od tyłu. - Erwartung uniósł lekko brew.
- Doprawdy? - Loki przywołał sztylet i stanął w rozkroku. Nagle rozległ się dźwięk gongu. Wszyscy przerwali walkę i rozejrzeli się dookoła. Krasnolud leżał  martwy na piachu nad nim stał elf. Kłamca znów spojrzał na Jotuna.
- Wygląda na to, że będziemy musieli przełożyć naszą walkę.
- Obyśmy się jeszcze spotkali. - Loki odwrócił się w stronę drzwi prowadzących do jego pomieszczeń. Były otwarte. Schował nóż, krzywiąc się. Miał nadzieje, że Gran naprawi mu tą rękę do jutra. Wszedł do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi.
- Siadaj. - usłyszał krótkie polecenie, nie protestował. Usiadł na łóżku. Gran podszedł do niego i uniósł jego podbródek, żeby bliżej przyjrzeć się ranie na policzku. Kłamca skrzywił się lekko.
- Myślę, że ręka stanowi poważniejszy problem.
- To ja tu jestem medykiem, prawda? - Patron podszedł do blatu stołu i podał Lokiemu kubek. - Wypij to.
- Co to?
- Po prostu to wypij. - Gran podszedł z powrotem do bruneta i zaczął oglądać jego rękę. - Muszę ci ją nastawić...
- Rób co chcesz. - Kłamca skrzywił się kiedy Gran mocno pociągną jego rękę. Wziął łyk płynu i wypluł go z niesmakiem. - Co to!?
- Nie musisz wiedzieć, musisz to wypić.- Loki przełknął płyn.
- Mówiłem ci już, że cię nienawidzę?
- Tak. Przyjąłem to do wiadomości. Pij to.

*******

Narfi obserwował arenę z balkonu swej komnaty. Mimo prośby ojca obserwował Turniej. Niektórzy powiedzieliby, że można się było tego po nim spodziewać w końcu jest synem Kłamcy. Cóż... gwoli ścisłości Narfi nigdy nie powiedział "obiecuję".

środa, 24 grudnia 2014

Jemioła


Nie wiem jak to wyszło :D Sami oceńcie i powiedzcie: czy jesteście zadowoleni z prezentu ?

Do Wigilii zostało jeszcze kilka dnie, ale Stark Tower całe było już poobwieszane ozdobami zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz. W środku we wszystkich pokojach, nawet w laboratoriach królowała jemioła. Tak, to był diaboliczny plan Tonego Starka te święta będą baaardzo ciekawe, tylko trzeba będzie wytłumaczyć wszystko asgardczykom. Thor zapowiedział, że przybędzie z przyjaciółmi. W g głębi duszy Tony liczył na jakiś mały między galaktyczny romansik, Podobno Lady Sif jest niczego sobie.
   wszystko było gotowe, teraz pozostało najtrudniejsze - czekać. Dla Tonego czekanie było istną męczarnią. Lecz w końcu nadszedł 24 grudnia. Wszyscy prócz asgardczyków już przybyli. Niestety Tony został ostrzeżony przez Natashę, że jeśli opowie gościom o tradycji z jemiołą to ona napuści na niego Hulka. Nie żeby Tony się bał. To przecież absurdalne, on w ogóle się nie bał... Ale wolał ostatnio unikać wściekłego Bannera. Uginając się pod szantażem milioner musiał zrezygnować ze swojego planu. Szkoda...
Nagle na środku salonu pojawił się Thor i jego przyjaciele. Tony przyjrzał im się uważnie. Thor zdecydowanie przesadzał co do Lady Sif. Oprócz niej przybyło jeszcze trzech mężczyzn...Nie! Czterech. Milioner zobaczył Lokiego. Pewnie ich ulubione blond bóstwo zapomniało wspomnieć, że zabiera brata. No bo przecież to taki drobiazg...
 W sumie na początku Tony nawet nieźle się bawił, ale szybko zaczęło go to wszystko nużyć. Kiedy Thor zapytał do czego służy ta roślina podwieszona pod sufitem, w sercu milionera zapalił się płomyk nadziei ale szybko zgasiła go Natasha mówiąc, że to tylko ozdoba. Doszło do tego, że Tony zaczął bliżej zaprzyjaźniać się z butelką Whisky. Niestety ta widocznie uznała milionera za niegodnego jej towarzystwa bo bardzo szybko się skończyła. Brązowooki rozglądał się w poszukiwaniu jej koleżanki. Traf chciał, że stała na stoliku obok kanapy gdzie zajął miejsce pewnie zielonooki brunet i Tonego zaczynało to już irytować, miał wrażenie że te zielone tęczówki śledzą każdy jego ruch.
Milioner wstał i skierował się w stronę stolika. Po prostu szybko zgarnie butelkę i odejdzie, Kidy sięgnął po alkohol  poczuł jak ktoś mocno łapie go za nadgarstek.
- Nie za dużo pijesz, Stark? - Loki podniósł nie niego wzrok.
- Nie twoja sprawa. - warkną Tony próbując wyrwać rękę z uścisku, co na niewiele się zdało. Loki wstał powoli i spojrzał milionerowi w oczy.
- Masz rację śmiertelniku to nie moja sprawa... - mrukną ciągle trzymając nadgarstek milionera.
- Czego chcesz? - brunet był nie na żarty zdenerwowany, człowiek który przed nim stoi zniszczył kilka miesięcy temu niezłą część Nowego Jorku. Zaraz... Czy Loki nie powinien siedzieć w jakiejś celi czy coś takiego? Kłamca uśmiechnął się niepokojąco szczerze.
- Midgardzkie zwyczaje są mi lepiej znane niż Thorowi...- oczy bruneta powędrowały ku górze, Tony powtórzył ten gest i spostrzegł jemiołę. Po chwili spojrzał na Lokiego, błysk w zielonych oczach utwierdził go tylko w przekonaniu,że jest już zgubiony.
- Nie zro... - wypowiedź przerwały mu chłodne usta atakujące jego własne. Loki wplótł swoje palce we włosy milionera i objął go drugą ręką nie pozwalając mu się odsunąć. Tony rozpływał się pod dotykiem Kłamcy. Sam nie do końca wiedział dlaczego. To po prostu było nowe, niesamowite i... i ... nie do opisania... W końcu oderwali się od siebie, ale zielonooki nie zabrał rąk.
- Loki wszyscy się na nas gapią - wydyszał cicho milioner.
- No to zaszokujmy ich jeszcze bardziej... Gdzie jest sypialnia? - Tony nie protestował. Wręcz przeciwnie kiedy dotarło do niego znaczenie słów Lokiego szybko obrócił się i pociągnął go w stronę sypialni. To była na prawdę ciekawa Wigilia...
*****
- Bracie! Loki!? - krzyknął Thor podnosząc się z kanapy, na której widocznie spędził noc Pewnie za dużo wypił. - Przyjacielu Jarvis gdzie mój brat?
- Zdaję się, że w sypialni Pana Starka, - odpowiedział S.I
- Zaprowadź mnie tam. - kiedy Gromowładny stanął przed właściwymi drzwiami, złapał za klamkę i pociągną, nie były zamknięte. Wszedł do środka, zobaczył Tonego leżącego na kimś. już w tym momencie blondyn zaczynał mieć złe przeczucia.
- Loki?- zapytał niepewnie. osoba pod milionerem drgnęła i próbował się podnieść, ale zaprzestała po kilku nieudanych próbach.
- Anthony, złaź! - Thor usłyszał głos brata. Stark mruknął coś nie wyraźnie nie mając zamiaru rezygnować z tak wygodnego położenia. Loki zrzucił go szybkim ruchem. Zielonooki uniósł się na rękach i spojrzał na blondyna.
- Thor! Coś się stało? - Gromowładny zdębiał na widok Kłamcy. Loki oprócz opaski z pluszowymi rogami renifera i czerwonej obróżki z dzwoneczkami był kompletnie nagi. Brunet poprawił przekrzywioną opaskę, ziewnął i uśmiechnął się do Thora. - Braciszku, ja oczywiście nie mam nic przeciwko temu żebyś tak stał i się gapił, ale sam przyznasz że to trochę niegrzeczne szczególnie, że razem z Anthonym pozbyłem się kołdry... - minęło parę sekund zanim do Gromowładnego dotarło co Loki do niego mówi. Blondyn szybko przeniósł swój wzrok na inne części pokoju. - Więc co się stało?
- Ja... chciałem cię znaleźć...
- I znalazłeś. Coś jeszcze? - nagle błękitnooki usłyszał jęk Lokiego. - Stark... Anthony nie teraz.. Cholera gdzie z tymi łapami... - to był raczej słaby protest i Thor na prawdę nie chciał tego widzieć. Gromowładny szybko odwrócił się i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
 Loki roześmiał się siadając na Tonym okrakiem.
- Dla samej tej miny było warto... - powiedział po czym przygryzł wargę i spojrzał pożądliwie na Tonego - chociaż z chęcią kontynuowałbym naszą znajomość, Panie Stark.... - wymruczał cicho. Milioner przełknął ślinę.
- Cóż... nie widzę przeszkód...

czwartek, 11 grudnia 2014

Obietnica


Z okazji moich urodzin, które są jutro macie ode mnie prezent.
"Obietnica" czyli "Poświęcenia" część 2 :D Tak będzie część trzecia, może nawet i czwarta nie wiem zależy w ilu częściach się zmieszczę. Uważam, że "Poświęcenie" było lepsze, ale oceńcie to sami, proszę o szczerość. 

Narfi stał przed oknem i patrzył na dzieci bawiące się w ogrodzie. Był roztrzęsiony, ledwo udało mu się zachować spokój w obecności strażnika, który przyniósł mu wieści. Chłopak zacisną powieki, a po jego policzkach zaczęły płynąć łzy. Trudno mu było uwierzyć w to co usłyszał. Wiedział, że to zapewne jedyne wyjście żeby jego ojciec został w Asgardzie, ale bał się. Bał się, że coś może się stać. Loki jest świetnym magiem, ale coś może się nie udać, wystarczy jedno potknięcie i Kłamcę czeka rychła śmierć. Nagle rozległo się pukanie. Narfi nie odwrócił się, milczał. Po chwili usłyszał skrzypnięcie otwieranych drzwi. Ktoś podszedł do niego i go objął. 
 - Narfi? – chłopak przełknął łzy i odwrócił się powoli aby spojrzeć w parę zielonych tęczówek.
- Możesz zginąć… - szepną i opuścił głowę. Kłamca westchną  cicho i ukląkł przed synem, spojrzał mu w oczy.
-Jest taka możliwość.
- Nie! – oddech Narfiego przyśpieszył, a po jego policzkach znów popłynęły łzy. – Nie. – powtórzył ciszej- Straciłem już matkę i brata. Nie chcę stracić Ciebie. Nie chcę znów być sam… - Loki wstał i przytulił syna. Nic nie mówił. Nie pocieszał go. Panowała ogólna opinia, że Kłamca nie potrafił tego robić, ale to nie prawda. Zielonooki przysiągł sobie, że nigdy nie okłamie syna, a mówienie „ Wszystko będzie dobrze”  Było okrutnym kłamstwem.
- Tato…? – Chłopak podniósł głowę.
- Tak?
- Obiecaj mi…Obiecaj, że przeżyjesz. Wiem, że przegrana nie zawsze oznacza śmierć. Jest jedno wyjście. – Loki przymkną oczy, a na jego twarzy pojawił się gorzki uśmiech.
- Wiem o czym mówisz, ale…Obawiam się, że jeśli to zrobię to Odyn znów mnie… -Kłamca wziął głęboki oddech. Na samo wspomnienie tej przeklętej jaskini robiło mu się słabo. Spuścił głowę. – Narfi…ja nie mogę…- brązowe tęczówki wpatrywały się w Lokiego z wyczekiwaniem.
- Proszę…- szepną chłopak. Kiedy nie uzyskał odpowiedzi, odsunął się od ojca i oparł się o parapet. Loki stał jeszcze chwilę w miejscu z opuszczoną głową po czym odwrócił delikatnie syna tak żeby ten stał do niego przodem. Chłopak podniósł na niego wzrok.
- Narfi, obiecuję Ci, że nawet jeśli będę musiał  błagać o litość przeżyję ten Turniej. Chociaż nie mogę Ci obiecać, że Odyn mnie nie zabije. – brązowooki westchną z ulgą i przytulił się do ojca.
- Jeśli to zrobi…- Loki przyłożył mu palec do ust.
- Ciii…Uważaj co mówisz – szepną i wskazał na kruka kołującego na zewnątrz, który akurat teraz podleciał bliżej okna. Narfi kiwnął głową.
- Pójdę już – mrukną Kłamca, pocałował syna w czoło i szybkim krokiem opuścił pomieszczenie. Kiedy wyszedł natknął się na Ignisa. – O! Chodź, idziesz ze mną – pociągną przyjaciela za sobą.
- Loki! Muszę dać to…
- Później. Teraz idziesz ze mną do skrzydła szpitalnego – rudowłosy przystaną.
- Po co?- Kłamca westchną cicho.
- Według zasad Turnieju muszę mieć tak zwanego Patrona. Czyli potrzebna mi osoba, która będzie ze mną ćwiczyć i ewentualnie leczyć obrażenia podczas Turnieju i tym podobne bzdury. Ciebie nie mogę wybrać, bo jako doradca będziesz w lożach obok króla więc pozostaje mi Gran. Chodź już.
- Zdajesz sobie sprawę, że za sobą nie przepadacie. – Zielonooki prychną cicho.
- Łagodnie powiedziane. Uwierz mi nie mam lepszego kandydata.
 Dwaj magowie stali naprzeciwko wrót prowadzących do gabinetu obecnego Medyka Nadwornego. Loki zapukał, drzwi otworzyły się natychmiast.
- Czego!?- warkną ciemnowłosy mężczyzna, układający książki na jednej z półek.
- Może grzeczniej – mruknął Loki. Mężczyzna odwrócił się gwałtownie, a jego nienaturalnie fioletowe oczy przeszyły Kłamcę spojrzeniem.
- Proszę, proszę kogo ja widzę? Mój były, niedoszły uczeń.
- Były, niedoszły – powtórzył Loki – Ładnie powiedziane.
- Wybaczcie, ale ja nie mówię waszym szyfrem… - Ignis popatrzył na Zielonookiego. Kłamca nie spuszczał wzroku z Grana.
- Były uczeń, niedoszły uczeń czarnej magii.
- Tylko dlatego, że nie potrafiłeś trzymać języka za zębami! To przez ciebie tu siedzę! – syknął medyk. Loki wydął usta i zaśmiał się cicho.
- Skoro tam za mną tęsknisz to mam dla ciebie propozycję, przy okazji wyrwiesz się ze skrzydła szpitalnego. Potrzebuję Patrona. – ciemnowłosy usiadł, a na jego ustach pojawił się drwiący uśmiech.
- Doprawdy i akurat mnie wybrałeś? – Kłamca westchną ciężko i skarcił się w myślach za naiwność. To było do przewidzenia, że Gran przyciśnie go i nie odpuści.
- Ignis nie może, a…a ty jesteś prawdopodobnie jedyną osobą w tym królestwie, która jest w stanie mnie zmusić do ćwiczeń. – Loki oparł się o ścianę i wbił wzrok w podłogę. Wiedział, że w tej chwili na ustach Grana maluje się uśmiech satysfakcji.
- Dobrze – Kłamca zacisną zęby słysząc zadowolony medyka. – Ale ty informujesz o tym Odyna. – Zielonooki kiwnął głową i bez pożegnania szybkim krokiem wyszedł z gabinetu, ciągnąc za sobą Ignisa.
*********
Loki z jękiem upadł na piach. Już żałował, że wybrał Grana na Patrona, ćwiczenia były istną męczarnią. Kłamca przymknął oczy.
- Co…? Już zmęczony? Nie wierzę. – w głosie czarnoksiężnika słychać było nieskrywane rozbawienie. Zielonooki przetoczył się na brzuch i uniósł się na czworaki. Powoli wstał chwiejnie, staną naprzeciwko fioletowookiego . Ledwo utrzymywał się na nogach, a jedna z jego rąk zwisała bezwładnie.
- Gdyby nie te runy, już byś nie żył – syknął Kłamca i wskazał na swój nadgarstek na który widniały znaki.
- Właśnie dlatego je założyłem. Po za tym chciałem sprawdzić jak ci idzie kiedy masz ograniczone możliwości. – Loki zacisną zęby.
- W takim razie już to zrobiłeś! – warkną.
- Nie… - mruknął rozbawiony Gran a w jego ręku pojawił się długi rzeźbiony kij pomalowany na obu końcach. Czarodziej przyjął postawę.- Mam zawiadomić Odyna, że odmawiasz ćwiczeń?
- Nienawidzę Cię!- warknął brunet i rzucił się na swojego Patrona. Gran odsunął się krok w tył, a kiedy Loki był już wystarczająco blisko, podciął mu nogi kijem. Kłamca znów zwalił się na piach, spróbował użyć zaklęcia teleportacji ale runy na jego nadgarstkach zaświeciły się i czar nie zadziałał. Kręciło mu się w głowie, kiedy przymknął oczy poczuł, że ktoś nad nim stoi.
- Rób co chcesz. Ja nie mam zamiaru wstawać. – Kłamca poczuł jak Gran łapie go za nadgarstki. Wszelkie ograniczenia znikły. Zielonooki leżał chwilę, gdy otworzył oczy Grana już nie było.
******
- Na Odyna! Loki co ci się stało? – krzykną Ignis. Kłamca siedział oparty o ścianę obok wejścia do swojej komnaty. Uchylił powieki.
- Ymh…Ćwiczenia z Granem. Pomożesz? – rudowłosy pomógł wstać Lokiemu. Kłamca złapał za klamkę i wszedł do pokoju. Po chwili z jękiem opadł na łóżko.
 - Jakim cudem udało mu się cię…
- Po porostu jestem idiotą – przerwał mu brunet – dałem sobie założyć blokady.
******
Około 5 00 rano Kłamca zwlekł się z łóżka i tak nie mógł spać. Ilekroć zamykał oczy widział jaskinię i węża. Świadomość, że może tam wrócić naprawdę go przerażała. Przez kilka godzin krążył po pałacu nie mając co ze sobą zrobić. W końcu postanowił udać się do komnat królewskich i wyciągnąć trochę informacji z Odyna.
  Loki wszedł do gabinetu Wszechojca i bezceremonialnie zajął miejsce naprzeciwko króla. Odyn skrzywił się lekko.
- Czemu zawdzięczam tę wizytę?
- Wiem, że masz listę zawodników. Chcę ją znać.
- Twoja szczerość jest onieśmielająca. – mrukną Odyn z nutką ironii w głosie. – Nie dam ci listy. Prawo tego zabrania. – Loki pochylił się do przodu.
- Ile razy łamałeś je dla swojej wygody? – zapytał prowokacyjnie.
- Trzeba wiedzieć kiedy przestać.
- Skoro tak stawiasz sprawę. Może źle zacząłem? Tak czysto teoretycznie : co by się stało gdyby zawodnik Asgardu okazał się zwykłym tchórzem? Mojemu imieniu już nic nie zaszkodzi, ale mogę zaszkodzić Tobie i krajowi.
- Mógłbym rozkazać znów wsadzić cię do tej jaskini.- warknął lodowato król.
- I kogo wystawisz na moje miejsce? – Odyn zacisnął zęby i wstał. Po chwili otworzył stojącą na szafce szkatułkę i wyjął z niej list. Rzucił ją na biurko.
- Zapamiętaj sobie Loki marny będzie Twój los jeżeli przegrasz i przeżyjesz. – sykną i po chwili dodał cisze - A może nie tylko twój…- Kłamcę przeszedł zimny dreszcz. Groźba w słowach Odyna była aż nazbyt słyszalna. Wizja powrotu do jaskini była przerażająca, ale jeszcze bardziej przerażającą wizją była krzywda Narfiego. Szybko podniósł kopertę z biurka. W środku znajdowało się siedem kart zawodników. Ani Nilfhelim, ani Midgard nie brał udziału w Turnieju. Loki spokojnie przeglądał karty i rozkładał je na dwa stosy. Odyn domyślił się, że jeden stos to przeciwnicy niebezpieczni, a drugi stos to zapewne ci, których z łatwością będzie pokonać. Wkrótce w ręku Kłamcy została tylko jedna karta. Wszechojciec był bardzo ciekawy reakcji Lokiego na zawodnika Jotunheimu. Spodziewał się zdziwienia, ukrytego za maską spokoju. Jednak na twarzy Zielonookiego widać było nieskrywaną wściekłość. Ręce Kłamcy zacisnęły się na kawałku papieru i gniotły go bez litości.
- Przyznam, że spodziewałem się innej reakcji…- Loki trzasnął ręką w biurko aż Wszechojciec podskoczył.
- On. Miał. Nie żyć. – warkną lodowato brunet – Ten cholerny „Nadzieja” miał nie żyć!*
- Słucham!?
- Nie twoja sprawa! – Kłamca gwałtownie wstał upuszczając kartę na podłogę, chciał wyjść kiedy drzwi zatrzasnęły się przed nim.
- Myślę, że to jak najbardziej moja sprawa. - Loki westchnął i odwrócił się na pięcie.
- Erwartung II Laufeyson - zwany też "Ostatnia Nadzieja". Pół Jotun, pół Elf. Potężny czarnoksiężnik. Miałem kiedyś plany dotyczące tronu Jotunheimu, przeszkadzał mi więc zorganizowałem na niego zamach. Zostałem zapewniony że nie żyje. Po kilku miesiącach palny były nieaktualne więc przestałem się nim interesować. Zaspokoiłem twoją ciekawość, Wszechojcze? 
- Dlaczego "Ostatnia nadzieja"?
- Po pierwsze jego imię znaczy właśnie "nadzieja", a po drugie panowało przeświadczenie, że odzyska szkatułę, którą miałeś przyjemność ukraść. Muszę iść. - Kłamca odwrócił się i wyszedł.
****
- Musisz zaprojektować sobie ukłon. Każdy zawodnik musi się zaprezentować przed władcami krain. Najczęściej za pomocą swoich umiejętności magicznych prezentują jakieś zwierzę, z którym będą identyfikowani. - Loki uniósł powieki i podniósł się do siadu.
- Wilk.
- Zbyt banalne..
- Wąż.
- Mało atrakcyjne. Po za tym mam wrażenie, że jak jeszcze raz zobaczysz węża to dostaniesz zawału. - Na usta Grana wpłynął złośliwy uśmiech. Kłamca zacisnął zęby. 
- Smok.
- Tak! - fioletowooki wstał z ławy i zaczął chodzić w tę i z powrotem. - Gdybyś połączył swoje umiejętności i stworzył smoka z lodu i ognia. To byłoby imponujące. Nie sądzę aby ktoś powtórzył coś takiego. 
- Oszalałeś!? Nie da się...
- Dasz radę. Spróbuj. - Kłamca wydał z siebie dźwięk przypominający warknięcie.
- To zbyt duże zużycie energii. Nie możliwe jest używanie jednocześnie ognia i lodu. 
- Oddziel te dwa żywioły na obie ręce. Do póki ci się nie uda, nie wyjdziesz stąd...- Loki zacisnął zęby i zmierzył czarnoksiężnika wzrokiem. Stanął w rozkroku, przymknął powieki i uspokoił oddech. Kłamca był pół Lodowym Olbrzymem, pół Muspellem. Potrafił władać ogniem i lodem, ale nie w tym samym czasie. To było niewykonalne. Rozdzielenie tego, tak jak mówił Gran wymagało skupienia. Być może to mogłoby się udać, ale stworzenie z tego podobizny smoka było niemożliwe. Kłamca przywołał oba żywioły, jego lewa ręka robiła się błękitna, po prawej co jakiś czas przemykały płomienie. Kiedy ogień spotkał się z lodem Loki poczuł lekki ból w miejscu złączenia. Chciał otworzyć oczy i przestać.
- Nie dekoncentruj się. - mruknął Gran - Skumuluj magię żywiołów na dłoniach. - ból nasilał się. Zielonooki zacisnął zęby i powoli otworzył oczy. Udało się!  - Brawo! Uformuj coś. - Kłamca gwałtownie złączył obie ręce, a potem powoli rozdzielił. Pomiędzy nimi unosiła się paląca się lodowa kula. 
- Teraz wystarczy stworzyć smoka i sprawić żeby się ruszał... Poradzisz sobie. - Loki spojrzał na Grana jak na szaleńca.
- Ale to wymaga wprawy i dużo ćwiczeń. Nie zdążę.
- Musisz.